Jak to możliwe, że małpa stała się człowiekiem? Proste – zaczęła być złośliwa. Na początku wynikło to pewnie z jej potrzeby walki o sterczącą gałąź z bananami. Obecnie poszliśmy dalej, nasza złośliwość jest zdecydowanie bardziej finezyjna, a nawet potrafi być całkiem bezinteresowna. Pub czy restauracja to bardzo dobre miejsca na ćwiczenie takich praktyk.

Po jednej stronie barykady okopuje się obsługa lokalu, z typowym dla siebie arsenałem broni, który najlepiej symbolizuje „palec w zupie” (można wymiennie używać litery „z” z inną). Z drugiej strony mamy dającego do zrozumienia z funkcji jaką tu pełni – „waszego pana”, czyli klienta, co obsługa winna wyraźnie odczuwać we własnych piętach. To schemat na którym nie kończy się sprawa. Restauracja jest firmą jak każda inna i relacje między jej pracownikami w niczym nie ustępują analogicznym stosunkom międzyludzkim panującym w innych miejscach pracy.  Tutaj również jak gdzie indziej, szefowa to złośliwa małpa, która uwzięła się na ciebie nie wiadomo właściwie dlaczego, a ktoś codziennie złośliwie chowa gdzieś twój ołówek.
Pewien mężczyzna urządził pokaz dla klientów pewnego lokalu gastronomicznego. Chwalił się przed nami jak rewelacyjnie opanował sztukę słownego znęcania się nad swoim kilkuletnim synem. Maluch bardzo starał się dogodzić tacie, niestety, był na straconej pozycji, bo po udanej reakcji –  kolejna musiała już być porażką…

Na uwagę zasługuje rodzaj złośliwości o wygładzonym obliczu. Wówczas złośliwe stwierdzenie zakłada frak celnej uwagi, jak np. tej, której autorem jest Mark Twain mówiący, że „kiedy rudzielcy należą do wyższych sfer, ich włosy są kasztanowe”. Podobnie jest też z owym prawdziwym dyplomatą, potrafiącym powiedzieć „spierd…”, tak, że czujesz nagle radosne podniecenie przed zbliżającą się podróżą. Dobrze wszyscy znamy kolejny przypadek złośliwości. To wystający z okna auta zajeżdżającego nam drogę, wyglądający jak dodatkowa antenka, środkowy palec lewej dłoni.

Włócząc się trochę swego czasu po Europie, zauważyłem, że inne nacje nie są aż tak skore do stosowania złośliwości jak my. Czyżby była to polska specjalność? Co tu ukrywać, sam jestem tego żywym przykładem. Chociaż bardziej obstawałbym, że u mnie jest to gatunek ciętej riposty lub specyficzne poczucie humoru. No bo jakże by inaczej?!… Skąd zatem, bierze się typowa złośliwość u innych? Może to emocjonalna potrzeba rozładowania kompleksów? Może chęć zwrócenia uwagi na swoją intelektualną sprawność? Może konieczność odegrania się? Albo profilaktyka obronna? A może sztuka dla sztuki? Jad złośliwości dopadnie cię nagle, nawet z najpiękniejszych ust…

Interesującą odnogą złośliwości są anonimy. Wymarzonym do tego miejscem staje się Internet. „Nick’owa” czapka-niewidka dodaje pewności siebie i animuszu, zapewnia bezpieczeństwo. Wystarczy spojrzeć na dowolne forum czy komentarze. Dwoje obcych sobie ludzi obrzuca się błotkiem. Ty mi, a ja tobie. Bez opamiętania.  Cytowany już Twain stwierdził kiedyś, że „człowiek jest zwierzęciem, które rumieni się i które ma ku temu powody”. Tylko o co chodzi z tym rumienieniem się?