Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Wszystkim tym, którzy każdego roku angażują się w akcję przeprowadzania żab przez ulice chciałbym z tego miejsca najserdeczniej podziękować. Wychodzi to bowiem żabom na zdrowie, o czym osobiście zaświadczam, gdyż miałem z nimi ostatnio taką okoliczność, że spożyłem ich trochę. Mam też takiego kolegę – wielkiego amatora przyrody, który nie brzydzi się żab w ogóle i nosi je po kieszeniach. Tym się różnimy, że on woli żaby zielone i żywe, a ja w panierce z czosnkowym sosem. Najzabawniejsze jest jednak to, gdzie ostatnio żab popróbowałem, a mianowicie w restauracji Mustang, w której spodziewałem się raczej kowboi, czarnych charakterów z błyszczącymi rewolwerami i tańczących na stołach panien całych w koronkach.

Tymczasem podświetlony bar z wyżętym i święcącym napisem Mustang oraz figurujący w karcie kotlet Mustang to jedyne, co mi się udało znaleźć z Dzikiego Zachodu w tej bytomskiej restauracji. Znaczy się kontynuują tradycję rozpoczętą przez Karola Maya, który nie potrzebował wyściubiać nosa z Berlina, żeby stworzyć całą sagę z Winnetou! W Mustangu przy dużym samozaparciu można by sobie nawet wyobrazić westernowy salon, wystarczy tylko wyłączyć puszczone zza baru radio, a na to nie trzeba z kolei wyobraźni Maya, czy chociażby Szklarskiego piszącego swoich Tomków bez opuszczania Katowic…

Restauracja jest duża, by nie rzec: olbrzymia – przemierzałem kolejne sale podziwiając co raz to inne meble, ściany i widoki za oknem, aż w końcu o mało co się nie zgubiłem. Na szczęście wziąłem azymut na bar i udało mi się trafić z powrotem do sali z kominkiem i wiechciami okręconymi słomkowymi matami. Przyjemnie się siedzi (znakomity poziom światła), ale niestety z westernem lokal ma niewiele wspólnego. A może chodzi o ten okres Dzikiego Zachodu, w którym jeszcze na prerii nie stanęła zakurzona stopa białego człowieka? Tylko wtedy restauracja Mustang powinna przypominać raczej wigwam, prawda?

Po zamówieniu rozgrzewającego piwka (0,5 L za 4 zł) mogłem się zająć menu. Bogatym menu, nie ma co mówić… I w tej gęstwinie potraw na próżno szukałem czegoś z westernu – w końcu patrzę, a tu żaby. Hm… dziwnie jakoś: Mustang i żaby, ale co tam, niech będą żabie udka (12,5 zł). Kiedy miła kelnerka przyniosła talerz, zacząłem do bytomskiego Mustanga nabierać wielkiego szacunku. Żab było sztuk cztery plus grzanki z głębokiego oleju i sos przypominający tzatzyki, który podano w wydrążonych połówkach cytryn. Żaby w grubej panierce, skropione cytryną były naprawdę warte grzechu. Ale prawdziwy przysmak dopiero na mnie czekał. Tuż obok żab w menu znajdują się rakowe szyjki w czosnkowym sosie na winie (13,5 zł). Tego specjału zazwyczaj dostajemy tyle, co kot napłakał, a tutaj proszę: pełny talerz. Jeszcze teraz mam na nie ochotę – były naprawdę znakomite – puszyste i delikatne zarazem. Do tego to połączenie czosnku w sosie z czymś paprykowopikantnym (chili, sambal oelek?) dawało znakomitą kompozycję. To potrawa, dla której koniecznie trzeba Mustanga odwiedzić (co sam zamierzam jeszcze nie raz uczynić).

Na koniec – no cóż było robić… Zamówiłem kotlet Mustang (13,5 zł), czyli jak nazwa wskazuje sztandarowe tutejsze danie. Powiem szczerze: po takich rakowych szyjkach kucharz mógłby się bardziej wysilić! Kotlet i owszem, bardzo dobry, ale wydaje mi się, że czasy przykrywania drobiowego fileta pieczarkami z papryką, zasmażania z serem i wbijania na wierzch sadzonego jajka już w naszych restauracjach minęły… Coś, co było odkryciem restauracyjnych stołów w latach dziewięćdziesiątych już dawno powinno przejść do historii, a już na pewno nie zabierać miejsca flagowemu daniu takiej restauracji.

Podsumowując restaurację Mustang trzeba jednak powiedzieć o niej więcej dobrego, niż złego. Po pierwsze ma znakomity układ sal, przez co otrzymujemy pub, kawiarnię i restaurację w jednym. Po drugie, w kuchni wiedzą jak powinno co smakować, o czym żaby i rakowe szyjki świadczą najznakomiciej. Jeśli by tylko jeszcze zechcieli trochę „namieszać” w karcie dań, wyłączyć radio i wprowadzić jakąś konsekwencję na linii: nazwa – wystrój, to restauracja ta, wśród bytomskich lokali mogłaby pretendować do ścisłej czołówki. 

A historia mustangów na preriach Ameryki Północnej nie jest aż tak banalna, jak by się mogło wydawać. W końcu to potomstwo zwykłego domowego konia, którego przywieźli tam Hiszpanie, i który uwolniwszy się z ich jarzma dał początek najpiękniejszemu symbolowi odrodzonej wolności. To zbyt wiele, by poświęcić jego pamięci jedynie kotlet!

Restauracja Mustang, Bytom, ul. Wyszyńskiego 27