Zdarzyło się to naprawdę. Zupełnie niedawno. Ślub i naszych bohaterów mam wciąż przed oczami. Tak, jakbym przed chwilą wyszedł z kościoła. A historia ciągnie się dwadzieścia kilka lat i miałaby szansę stać się klasykiem literatury romantycznej.
W dobie internetu i gonitwy za utraconym czasem, wzruszające opowieści dobre są dla… No właśnie, dla kogo? Czy tragiczne losy Toulouse-Lautreca mogą dziś konkurować z fryzurą Davida Backhama? Chopin, którego muzyka ciągle prześladuje pianistów, z DJ Techno? Czy wierność i wielka miłość są atrakcyjne w epoce kolorowych sensacji? Czy gentlemana można poznać tylko po tym, że jest rycerski w stosunku do obcej kobiety? Czy jesteśmy społeczeństwem obrazkowym, czy tylko tak nam się wmawia? No bo dla kogo powstają takie filmy jak „Bezdroża” czy „Między słowami”?  Skąd sprzedaż książek Paulo Coelho? Kto słucha Leszka Możdżera? Jak odbierane są reklamy twórców „Kabaretu Mumio”? Wystarczy poczytać komentarze odwiedzających nawidelcu.pl – kto to pisze?!  Czyż gdzieś w zakamarkach duszy nawet największego twardziela, nie siedzi czujący i wrażliwy ludzik, który potrafi nim czasami mocno wstrząsnąć? Może ktoś oglądał finał tegorocznego Australian Open?  Zwycięski Roger Federer, zdawałoby się bezduszna maszyna do wygrywania – a tu łzy wzruszenia. Że nie wspomnę płaczących, jak bobry kibiców Wisły i Cracovii!

Przyznam, że mi też tak jakoś oczy mgłą zaszły, gdy w sobotnie popołudnie, w małym wiejskim kościółku, patrzyłem na Weronikę i Adama. Adam, sześćdziesięciolatek z zachodniej Europy – całkiem dobrze radzi sobie z polskimi słowami przysięgi małżeńskiej. Weronika, z blaskiem w oczach, stoi obok, a właściwie lekko unosi się nad ziemią. Czekała na tę chwilę dwadzieścia trzy lata… Historia właściwie jest prosta. Weronika poznała Adama przypadkiem. Zwiedzał Polskę z narzeczoną… Potem narzeczona została jego żoną, a Weronika została z fascynacją Adamem. Raz na jakiś czas wyjeżdżała za granicę, aby ich odwiedzić. W Polsce żyła samotnie. Poznałem Weronikę ponad osiem lat temu. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego taka ciepła, pogodna dziewczyna jest sama.  Teraz wiem… Żona Adama zmarła po długiej chorobie. Można powiedzieć – to wszystko. To wszystko trwało dwadzieścia parę lat, około tysiąc dwieście tygodni. Ona tu – On tam. Czas, odległość i uczucie. Teraz są razem. Kto nie lubi happy-endów? Że są sentymentalne? Ckliwe? Życie samo pisze takie scenariusze, „harlekiny” nie wytrzymują konkurencji. Jeśli chcesz, żeby ci nie uwierzyli, powiedz prawdę…

O miłości już tyle napisano i jeszcze tyle zostanie napisane. Każdy z nas ma swoją historię. Najważniejszą. Przypomina mi się taka scena: młodzi zakochani stoją przed witryną słynnego jubilera, patrzą na te wszystkie kosztowności i On mówi do Niej – „kochanie, nie mogę ci nic dać… oprócz miłości.”

P.S. Z okazji zbliżających się Walentynek pozdrawiam wszystkich kochających, a wśród nich naszych bohaterów. MJ