Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Dobre pytanie. Dobre, bo zachęca do namysłu. Takie pytanie zadał w „Czasie Wina” (nr 28) Paweł Gąsiorek. Wielce prawdopodobne, że co niektórzy pukają się w głowę. Niech się pukają. Niech pukają się i dalej popijają ze smakiem produkty winoudające lub wina jakościowe – bezmyślnie.

A'propos wina, zadam pytanie z innej beczki: czym różni się komoda zrobiona przez automat sterowany komputerem od komody wykonanej przez prawdziwego artystę?  Otóż, tej pierwszej brakuje duszy! Tak. Człowiek oddający się z zamiłowaniem pracy, wkładający w nią całe serce, zostawia w swym dziele cząstkę własnej duszy. Rzecz taka żyje i emanuje pozytywną energią. W jej pobliżu czujemy się dobrze. Pokój, w którym znajduje się więcej takich przedmiotów, zdaje się nam cieplejszy, bardziej przyjazny. Odwrotnie – w mieszkaniu nawet najpiękniejszym, ale urządzonym w eksponaty z taśmy, dziwnie wieje chłodem…

Spójrzmy na wino. Jak trafia na nasz stół? Musi przejść długą drogę. Zaczynając od pielęgnacji winorośli w jego terroir, poprzez ręce zbieraczy, proces przeistoczenia soku w wino, system kontroli i decyzji, dojrzewanie, po projekt etykiety i butelki. Ileż tu trudu, troski i nadziei?! Pracy i serca. Potem – zamknięte już w szklanym etui – dalej nieustannie ewoluuje! W końcu trafia do nas. Patrzymy jak pobłyskuje w kieliszku, czujemy jaki ma aromat, jak smakuje. A co mu w duszy gra?

Aby się tego dowiedzieć, trzeba ową duszyczkę poznać, zaprzyjaźnić się z nią. Lecz nie szybko i bezmyślnie, ale powoli, z napięciem, ciekawością, angażując wszystkie, tak – wszystkie zmysły. Nie tylko smak, węch i wzrok. Co do pozostałych dwóch, zacytuję Pawła Gąsiorka, który zauważa: „dotyk, to dłoń”. – Pozwolę sobie uzupełnić. – Dotyk, to szorstkość, gęstość, ściąganie, temperatura, konsystencja, ostrość lub gładkość. Dotyk więc, to także, a może przede wszystkim, usta – czyli: wargi, język, dziąsła, podniebienie, przełyk.

Dalej mamy o słuchu: „bezrobotne pozostają tylko uszy (jeśli kelner nie strzela korkami)” – Tak, strzelanie słychać – najlepiej, otwieranych szampanów, ale może to być również delikatne westchnienie starego burgunda! Są jeszcze inne akustyczne efekty: dźwięk przelewania z butelki do kieliszka, siorbanie, mlaskanie, przepłukiwanie i co tam jeszcze kto potrafi z winem w ustach zrobić. Wtórne, to nasza reakcja po przełknięciu: „całkiem ciekawe…”, „jakie świeże i rześkie…”, „poezja…”, „wyraźne maliny…” itd., itp.

A jak to wszystko ma się do muzyki? Dusza wina nierozerwalnie związana jest z miejscem, w którym wino przyszło na świat. Z tamtymi ludźmi, ich tradycją i kulturą, z tamtym klimatem i z tamtą ziemią. Muzyka z rodzinnego regionu jest więc mu miła, bliska i naturalnie dobrze z nią współgra. Czyli przykładowo – argentyński Malbec  z argentyńskim tangiem, Chianti – z włoską cantatą, a Tempranillo – z habanerą. Jest to jednak pewnym uproszczeniem. Dopiero kiedy wyczujemy, poznamy charakter i temperament wina, które przed nami stoi, kiedy "otworzymy" się na nie, a ono odsłoni nam swoje tajemnice – dopiero wtedy będziemy potrafili dobrać do niego odpowiednią muzykę: czy to będzie walc wiedeński, ballada Cohena, Led Zeppelin czy hip-hop. Uwaga: tutaj należy zsynchronizować jeszcze jeden istotny element – okoliczność. Bo może być to na przykład przyjęcie w Pałacu Prezydenckim, kolacja we dwoje przy płonących świecach, wieczór kawalerski, albo pierwsza od pół roku wolna chata…

PS
By nie być gołosłownym: do słoweńskiego Pavó Rdeče, Dušana Konstančiča, włączę sobie zaraz „Smooth” z „Supernatural” Carlosa Santany. Proszę sprawdzić – polecam!