Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Scenka z wczoraj: do pubu wchodzi dwóch kolesi z reklamówkami. Są już lekko "ciachnięci". Zamawiają po browarze, siadają do stolika i po jakiejś chwili jedna z reklamówek przewraca się i wylatuje z niej żywy karp. Ryba rzuca się po podłodze, a dwaj goście zwijają się ze śmiechu. W końcu łapią rybę, pakują do reklamówki i wracają do konsumpcji piwa. Przytomna właścicielka widząc całą akcję, wyprasza ich z lokalu. Dopijają piwo, biorą ze sobą reklamówki i w końcu wychodzą. Jak miło prawda?

Od razu widać że to świąteczny czas. Będzie choinka, prezenty, barszcz z uszkami no i karp. No właśnie… Powie ktoś – gdzie tu problem? Że karp po podłodze sobie poskakał w knajpie? Przecież i tak na rzeź idzie, więc chyba tym lepiej, że sobie jakoś urozmaicił ostatnie chwile? Litowanie się nad karpiem to wyjątkowa hipokryzja – tym bardziej jeśli ryba jest z reklamówki, co jasno pokazuje co się z nią niebawem stanie. No w sumie tak. Widząc jednak dwóch nawalonych jegomości z pubu rozbawionych skaczącym po podłodze karpiem uświadomiłem sobie jaki jest nasz prawdziwy stosunek do braci mniejszych.

To nie użalanie się nad rybą, to smutna konstatacja prowadząca do jeszcze bardziej smutnego wniosku: święta zaczną się od karpia, a skończą przywiązanym do drzewa psem w lesie. Bo nie był tak fajny jak się przed świętami wydawało, bo zamiast cały czas tulić się do dziecka pogryzł kapcie i zrobił w dużym pokoju kupę. A co to za prezent co sra na dywan? W końcu jesteśmy tylko ludźmi? Właśnie – końcu jesteśmy ludźmi. Dwóch gości z pubu też! Pielęgnują tradycję, ubierają choinkę z dzieckiem, a wieczorem pójdą na pasterkę. Staną przez szopką i pokażą dziecku palcem, który to Józef, a którzy to trzej królowie. I jakoś nie zwrócą uwagi, że w szopce oprócz ludzi bierze udział jeszcze cała masa zwierząt. One również przyszły powitać Pana. Nie zapominajmy o tym!