Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Pokazali w telewizorze: oto na Łotwie zrobili restaurację w wystroju szpitalnym. Zero ściemy: kroplówki, stoły operacyjne, fotele stomatologiczne, ginekologiczne, kaczki, baseny i w ogóle sterylnie, biało i odlotowo. Są też kelnerki w kusych miniówach, z czepkami i dużym biustem, co – jak wiadomo – wyróżnia pozytywnie pielęgniarkę od innych. Knajpę założyli lekarze i się cieszą. Co więcej, liczą na to, że turyści podzielą ich uciechę, zostawiając odpowiednią ilość szmalu za odpowiedni pomysł.

Ba… szmal, czyli należność za spożycie w tym lokalu zostawia się na stole w kopercie, jak to się doktorowi za powinność/posługę należy. Tak siedziałem sobie przed telewizorem, jak zwykle żałując, że w ogóle naszła mnie ochota go włączyć i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Kurcze – weźcie i się zastanówcie: schabowy przy operacyjnym stole… a może karczek, żeberka, a jeszcze nie daj Bóg podroby? – Co podać? – pyta kelnereczka. – Kiszkę – odpowiadam. – Stolcową? – dopytuje pani profesjonalnie…

Inny obrazek: – Zamawia pan flaczki, tak? A jakie?. – No, drobiowe.(Uff, jakie szczęście, że mają drobiowe…). Nie wiem, jak wam się taki pomysł podoba, ale dla mnie to absolutna masakra. Niestety, wszelkie wizyty w gabinetach lekarskich, pogotowiach ratunkowych, szpitalach i gabinetach dentystycznych kojarzą mi się wyjątkowo fatalnie. Ilekroć tam byłem, jakoś zawsze tak wyszło, że coś ze mną było nie tak! Najgorzej oczywiście wspominam stomatologów, psia ich mać. I dotąd, jak widzę fotel u dentysty, to dostaję drgawek i jestem bliski omdlenia. Wprawdzie znalazłem doktora, który sypiąc dowcipami, jak z rękawa potrafi mnie jakoś utrzymać w fotelu dłużej niż 30 sekund, ale przyznacie, że to mimo wszystko dość niepokojący stosunek do służby zdrowia. I teraz ktoś mi każe jeść, siedząc na stomatologicznym fotelu? Całe moje kulinarne doświadczenie w tym miejscu sprowadza się do przełknięcia w przestrachu czterech wacików i jednego wiertła. Że o niezliczonej ilości nieudanych plomb już nie wspomnę.

Jedna tylko rzecz mi w oku łzę zakręciła. Mianowicie kelnerki… Te białe tenisówki… , białe mini…, czepki… No ok, powinienem się zgłosić do specjalisty. Wiem. Ale na wizytę, nie na obiad…