Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Ile potrzeba, by ktoś się obraził? Niewiele. Tyle, co nic. W stan urazy potrafimy wpadać z niewiarygodną łatwością i jak czołg na pole walki, czyli znienacka. Łatwo przyszło, łatwo poszło? Otóż nie. Z tzw. „odbrażaniem się" jest już zdecydowanie gorzej. Przerobiłem to na pewnej kelnerce podczas śniadania.

Wiecie jak to jest, kiedy człowiek ma fajny dzień i uśmiecha się do wszelkiego stworzenia i każdej durnoty nawet. Zdaje ci się wtedy, że wszyscy dookoła mają to samo, więc humor i abstrakcyjny dowcip wzmacniają ci się coraz bardziej. Wystarczy, że spojrzysz na muchę łażącą po szybie i doprowadza cię to do łez niekontrolowanego rechotu.

W takim to, „rozhahanym", stanie zasiadłem przy restauracyjnym stoliku. Po pierwszym spoko-żarcie, że całkiem tu przyjemnie, ale można by trochę lepiej naoliwić drzwi wejściowe, kelnerka zrobiła wielkie oczy. Powinienem wziąć to za sygnał ostrzegawczy, ale ja, rzecz jasna, wziąłem to za dobrą monetę i potraktowałem jako zachętę do jeszcze większego wyluzowania się.
W zasadzie nic takiego potem nie powiedziałem, spytałem tylko, czy jajecznica jest na pewno świeża i coś tam jeszcze wspomniałem o ptasiej grypie, i… już było po mnie. Wyobraźcie sobie teraz minę, która wygrywa światowy konkurs na najbardziej obrażony wyraz twarzy: te zmarszczone brwi, napięte czoło, nadymane policzki, wykrzywione i nadąsane usta itd. A teraz moją kelnerkę, która robi to jeszcze lepiej!… Taka obrażalska, kto by pomyślał? – pomyślałem. – Pewnie obrażanie się ma dopisane do umowy o pracę…

Zawodowo czy prywatnie, potrafimy gniewać się i urażać rewelacyjnie. Np. taki kibic piłkarski przed telewizorem – jak on śmiertelnie jest obrażony, kiedy „jego" ukochana „KS Niezwyciężona" przegrywa. – „Boże, nie róbcie mi tego! No jak wy możecie mi to robić!!??" Podobnym uczuciem obdarzyła Żona swojego Męża, słysząc od niego w łóżku jaka jest tłusta. Niewiele pomogło tłumaczenie, że miał na myśli jej dopiero co wtarty w ramiona balsam…

Czasem też obrażamy się profilaktycznie, by nie wyjść na głupka, że niby „aluzyji nie ponjali". Bo jakież my mamy delikatne i wrażliwe psyche! Jakież te neurony rozedrgane, a ego z pajęczej sieci utkane. Wystarczy, że w aptece nie ma drobnych, w markecie naszego ulubionego batonika, pada od rana, ktoś na nas na drodze zatrąbi, ktoś krzywo spojrzy, od 11 minut czekamy na odpowiedź sms, kawa jest bez pianki, ja mówię, a ty mnie nie słuchasz… A gdzież wyrozumiałość i chrześcijańskie wybaczenie? Latami w ciemnej komórce siedzą zamknięte. Obrażone…