Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Wyobraźmy sobie konsumentkę kultury alternatywnej: ma osiemnaście lat, worek na książki, czarne welury i wierzy w to, że kogoś interesującego może spotkać tyko i wyłącznie na spektaklu teatru poszukującego. To tam bowiem mówi się o wolności duszy, o araukarii Wilka Stepowego i o sposobie konstrukcji dwumetrowych szczudeł, dzięki którym aktor metaforycznie i w rzeczywistości znajduje się ponad głowami gawiedzi, bo widzi świat lepiej, pełniej i z wyżyn swojej artystycznej doskonałości.

Osiemnastoletnia miłośniczka sztuki wysokiej ma jednak jeden dylemat: w której katowickiej knajpie zdoła zachwycić swą kruchą osobowością ludzi pokroju Grotowskiego? Być może Barby? Hm… Szuka zatem w książce telefonicznej i znajduje jedyną teatralnie brzmiącą knajpę w okolicy. Przybywa, zajmuje ostatni wolny stolik i z minuty na minutę zaczyna być (cóż za niefart!) dramatycznie zawiedziona! Znajduje bowiem całkiem niezłą knajpę, z dobrą kuchnią i klimatem nie do pogardzenia, tyle, że teatru tam, niestety, nie ma! I owszem na ścianach wiszą teatralne plakaty, ale cóż to za teatr (nie tylko z perspektywy osiemnastoletniej teatromanki), gdzie inspicjenci z garderobianymi tworzą teatralny zespół. To tak jakby na liście płac w filmie o kocie w butach, szewca wymieniać przed Spielbergiem. Wiadomo, że i szewc artysta, ale żeby od razu tak bez pardonu…

Zacząłem od penetracji kart z winami: drożyzna, że aż w oczy kłuje, ale na szczęście ostało się jeszcze Beaujolais Nouveau Bichet freres (0,75 L za 39 zł). Jako pierwszy zamówiłem krem z kiszonej kapusty z prażonym boczkiem (8zł) i muszę przyznać, że kapuśniak w kremowej postaci przypadł mi do gustu. Po takim dictum mogło być już tylko lepiej: sałatka z grillowanym boczkiem, cukinią, pieczarkami z rusztu i serem feta (18 zł), którą w tym lokalu zazwyczaj jadam w towarzystwie kolegi z Uniwersytetu, który nie dość, że lubi to miejsce, to jeszcze notorycznie mnie tam zabiera. Sałatka ta wyróżnia się wśród innych apetycznymi plastrami boczku, co wprawdzie czyni ją mało dietetyczną, ale za to jak smakuje! Sałatkę uzupełniłem jeszcze filecikami z indyka w płatkach migdałów na ryżu z sosem curry (28 zł), żeby już całkowicie ulec temu restauracyjnemu rozpasaniu. Oddajmy cesarzowi co cesarskie – kucharz w "Za kulisami" zna się na rzeczy!

A kiedy już czeluść mą własną wypełniały takie dobre rzeczy, rozparłem się wygodnie i zadumałem nad marnością teatralnego świata. Siedzimy oto bowiem "Za kulisami" na ulicy teatralnej, „z tyłu” Teatru Śląskiego. „Tył” ten żałosny jest straszliwie – już Berger wskazywał żeby patrzeć za fasadę. Z przodu pięknie, a na zapleczu… maszyna wytwórcza pełna ludzi, którzy nierzadko najlepiej potrafią teatr… zabijać. A wszystko to wyrosłe z najpiękniejszych przykładów teatru tworzonego przez grupę zapaleńców, którzy najzwyczajniej w świecie chcieli komuś powiedzieć coś ważnego. Dzisiaj nadal grają, skaczą po scenie niezależnie od tego, czy skakaniu temu przyświeca metoda Stanisławskiego, czy inna jakaś i od razu wiadomo, że ich żal wylewany przez łzy sceniczne jedno ma pochodzenie: oni po prostu za mało zarabiają!

No cóż, teatralna, „za kulisowa” restauracja wypełniona afiszami zmusza do refleksji. Smutnych refleksji, mimo wesoło wypełnionego brzucha. Na koniec, bo każde, nawet najgorsze teatralne przedstawienie ma swój koniec, skończyło się również Beaujolais – nadmuchany marketingowo twór udający porządne wino, po który sięgamy, by być „światowi”. Zapadła kurtyna – inspicjenci oddychają z ulgą, reżyser tego widowiska już myśli o następnym, a pracownicy teatru udają się w równym, pingwinowym rządku pod okienko kasy. Będą tam komentować smutną rzeczywistość i żalić się na awangardowych twórców, którzy od stuleci odbierają im część publiczności. To nic, że sztuka dzięki takim posuwa się do przodu – ważne, by nie posuwała się za daleko. A widzowi pozostaje zjeść w „teatralnej” knajpie sałatkę z grillowanym boczkiem i radować się myślą, że oto znalazł się w środku świątyni sztuki, tam gdzie wydarza się to trudno uchwytne, ale ważne coś. Bo przecież wpuszczony został za kulisy… No właśnie: za kulisy czego?

Restauracja "Za kulisami", Katowice, ul. Teatralna 8