Autorem wpisu jest: Brzuchomówca

Manfred B. – znany w Niemczech kafelkarz z nieznanej w Polsce podopolskiej wsi – poza rutynową obsługą ceramiki budowalnej zwykł oferować klientom konsulting aranżacji wnętrz. Usługa była gratisowa, konkretna, stanowcza i sprowadzała się do jednego przykazania, które zastępowało Manfredowi B. dekalog estetyki: "Szyk jest wtenczas, kiedy wchodzi się do salonu, a tam jest czuć bogactwo".

Była to mądrość o prostocie i gładkości glazury, którą należało rozumieć w kategoriach tapety w bordowo-srebrne pasy z granatowym borderem, dwóch reprodukcji w złoconych ramach na metr kwadratowy ściany, kryształowych żyrandoli, imitujących mahoń plastikowych mebli na wysoki połysk i wzorzystych dywanów na kwiecistych wykładzinach: słowem wnętrz, w których Le Corbussier nie wytrzymałby kwadransa, za to wójt dowolnej gminy cygańskiej – owszem.

W podopolskiej restauracji "Trimalchio" bliskiej wioski Manfreda B. – jest czuć bogactwo. Wnętrze i menu są niebywale konsekwentne. Trimalchio żył za Nerona, był ex-niewolnikiem, facetem bogatym i – co często idzie w parze – pozbawionym jakichkolwiek symptomów gustu. Miał ogromny, koszmarnie urządzony pałac i wyprawiał w nim olśniewające uczty. I cała ta tradycja, nie naruszona przez dwa tysiące lat, dotarła z Rzymu pod Opole. W tutejszym "Trimalchio", przyklejonym do czarującej stacji benzynowej, jada się na stołach nakrytych obrusem z kompozycjami serwet o rożnych formach geometrycznych, w towarzystwie zagadkowej ilości bibelotów, bujnej roślinności i fontanny działającej irytująco na konwersacje i pęcherz.

W menu też przepych. Jest śledź i homar. Żurek i zupa z raków. Schabowy ze świni i stek z kangura. Karp i rekin. Jajecznice i ośmiornice. Bigos z kapusty polskiej, surówka z włoskiej i chińszczyzna z pekińskiej. Pierś kurczaka i filet ze strusia. Serdelki i krewetki. Wieprzowe żeberka i żabie udka. A wszystko cudowne jak na uczcie Trimalchiona: bogate i smaczne. Dodatkowo przyprawione świadomością, że człowiek jada już wszystko – od ostrygi po wieloryba, ale sam – dzięki Bogu i panu Darwinowi – pozostał na końcu łańcucha ewolucji i nie ma nad sobą istot wyższych. Kto wie, czy nie znalazłby się wśród nich Trimalchio, któremu strzeliłoby do głowy przyrządzać nas na grillu albo w szarym sosie z chrzanem? Okropność.

Rzymska Restauracja "Trimalchio", Wrzoski k. Opola, ul. Wrocławska 80.