Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Niewielki, przytulny lokal. Siedzimy centralnie. „Na dziesiątej” – dwie blondynki żywo plotkują. „Na trzynastej” – grupka studentów przy piwku. „Na osiemnastej” – yuppies z dyskusją o wielkim świecie.  Co rusz, to z jednej, to z drugiej, wybucha gromki śmiech. U nas zresztą też. O, blondyna właśnie płacze ze śmiechu. Jej psiapsiółka dostała trzęsawki i ratuje brzuch przed rozpadnięciem. Student zastygł w momencie przełykania. Pojawił mu się zimny pot na czole, oczy znieruchomiały w wytrzeszczu. Reszta ekipy rechocze, a on biedak, trzyma piwo w jamie gębowej i ani w te, ani we w te… Okazywanie radości w lokalu nikogo nie dziwi. Śmiech jest nieodłącznym kompanem towarzystwa.

Znacie to? Kobieta zwierza się barmanowi. – Chcę rozwieść się z mężem. – Dlaczego? – Nie sądzę, aby był zbyt wierny. Nawet nie wiem, czy moja córka też jest jego!…  A wiecie dlaczego w Wąchocku, w barze, wiszą złamane grabie i stara skarpeta?… Albo: przychodzi baba do lekarza z książką kucharską… A kto słyszał dlaczego blondynka widząc Kaczyńskiego śpiewa kolędy?…
Zwykle znajduje się dusza spotkania, wodzirej, opowiadacz kawałów, który rozwesela pozostałych. Albo jest ich kilku i licytują się. Mogą tak bez końca. Normalny człowiek nie jest w stanie spamiętać małej cząstki tych opowieści. Po przyjściu do domu chce coś powtórzyć, zabłysnąć, a tu pustka. Jak to, kurczę, było z tą żabą?…
Spotykamy się w barze czy pubie, by miło wspólnie spędzić czas. Nic tak nie rozbawia, nie podnosi atmosfery, jak wymiana nowych dowcipów. Lepsze to niż obgadywanie nieobecnych. Bo jest w nas jakaś skłonność do rozweselania się nawzajem.
Był późny wieczór, szedłem na wprost grupy wyrostków, takich, którym lepiej schodzić z drogi. Co chwilę ciszę przerywała eksplozja śmiechu.  Widać, jak wszyscy go potrzebują.

Odkryto prymitywne plemię, które nie miało dotychczas kontaktu z inną społecznością. Ciekawym faktem jest, że wyrażali radość za pomocą mimiki i gestów identycznych z naszymi!
Uczeni wydzielili związek zwany serotoniną czyli tzw. hormon szczęścia. Udowodnili, że każdy sam może świadomie go wytwarzać – wprowadzać siebie lub innych w dobre samopoczucie. Ja stosuję np. Ellę Fitzgerald do śniadania, Aerosmith na obiad i Claptona do kolacji. W międzyczasie Mumio…

Chętniej rozmawiamy z człowiekiem pogodnym i skorym do uśmiechu. Powiedzenie mówi, że do miodu przyleci więcej pszczół niż do octu. Śmiech łatwo emigruje, przenosi się z jednej osoby na drugą, jest zaraźliwy. Mamy też śmiech przez łzy, szyderczy, pusty, tryumfalny lub oczyszczający. Intryguje kobieta z tajemniczym uśmiechem. O bezradności świadczy śmiech nerwowy. Długo w uszach brzmi śmiech głupca. Czasem ktoś śmieje się bez powodu…

Na śmianiu się można zrobić interes. Stąd komedie, kabarety, maratony uśmiechu, humory do kupienia w kioskach ruchu itp. Są więc produkty, pigułki na poprawę nastroju. Czasem nie mogę pojąć, dlaczego nie rozumie tego kelner. Uśmiechnięty szybciej dostanie napiwek niż smutas. A już w ogóle nie wiem jak to możliwe, że ja obdarzam go uśmiechem, a on nie jest w stanie odwzajemnić się tym samym!?

Często rezerwujemy swój uśmiech tylko dla znajomych. Rzadko uśmiechamy się do obcych. Na ulicy nie ma żartów. Jest walka o przetrwanie, podchody i podkopy. Radość jest niepewna. Okazja do pośmiania jest wtedy, gdy ktoś się przewróci. Boki zrywać. Przecież wiemy, że śmiech to zdrowie. Kto śmieje się, ten żyje dłużej. Z drugiej strony, ciągłe uśmiechanie się do całego świata, prowadzi do podejrzenia o brak piątej klepki. Ale człowiek uśmiechnięty jest ładniejszy. Najlepszym kosmetykiem kobiety jest jej świetny nastrój. Wiemy też, że śmiech kosztuje mniej od elektryczności i daje więcej światła. Anglicy i Amerykanie często, mimo wszystko, „trzymają uśmiech”. My często, mimo wszystko narzekamy. Wiemy swoje. Ten się śmieje ostatni, kto nie ma zębów!