Mówimy, że słońce wschodzi i zachodzi, a ono ze zdumienia stoi, jak wryte. Mówimy o staropolskiej tradycji wigilijnego karpia, a on gdyby mógł dożyć północy, powiedziałby nam, jaka to ona staropolska. Ludzie swoje, a fakty swoje.  Lecz pomyślmy jakie byłyby Święta bez karpia na talerzu?

Jeśli sami nie pamiętacie, to spytajcie starszych. Niech wam powiedzą jak to na mrozie (tak, wtedy jeszcze były mrozy w grudniu) stali godzin wiele i modlili się, by dla nich też starczyło, by nie zabrakło im karpia na Święta. Bo karp musiał być. Im trudniej było go dostać, tym bardziej musiał być. Nie mogło go nie być, bo nie wiadomo, jak bez niego by było. Prawdę mówiąc, w tej kwestii, do dziś wiele (no, może oprócz osiągalności) nie zmieniło się. Podejrzewam, że za to w świadomości karpia mogły wystąpić już te same procesy, które mają miejsce u koguta powodującego pojawianie się słońca na niebie. Pływa sobie więc karp w stawie z poczuciem, że ludziom Wigilię ratuje.

Drogi karpiu, spytaj starszych, jeśli nie pamiętasz, czy twoja historia wigilijna jest aż taka długa, jak ci się wydaje. A było to zaraz po wojnie drugiej, światowej. Wypromował cię wówczas urzędnik rodzącego się państwa proletariatu, niespełna lat temu sześćdziesiąt. Przepraszam więc, lecz staropolskim zwyczajem w tę świętą noc, to ty nie jesteś.

Można by rzec, że mało co tak dobrze, jak karp na każdym świątecznym stole, władzy ludowej się udało. Mamy zatem ciekawy przypadek. Jest to kult karpia wigilijnego podrzuconego nam, jakby na to nie patrzeć, przez materialistycznych mędrców, Bożych Narodzin nie uznających.

I tak to łaskawe, panaministrowe oko, spośród ryb licznych, akurat karpia namaściło. Tragiczny los mu tym znacząc, a inne jego zasługi w niepamięć rzucając. Udało mi się jednak parę z nich wygrzebać i czym prędzej, dla naprawy „public relations”  karpia, z wami się nimi dzielę. Jest więc:

  • karpatka: ciasto z nadzieniem z karpia,
  • karpiówka: nalewka z karpia,
  • karpinadel: karp mielony po śląsku,
  • karpodyzjak: wywar z karpia i włosa ukochanej osoby,
  • karp e diem: karp z fast fooda,
  • skarpetki: przekąski na bazie karpia.

A także:

  • karpagan: karp-ochroniarz,
  • karpomat: przyrząd do mierzenia przepływu karpia,
  • Ikarp: odmiana karpia potrafiąca latać,
  • karpieśń: więzienny song.

Na końcu muszę wspomnieć o przedstawicielu karpi w Hollywood – Leonie di Karpio.

Są tacy, to nie żart, dla których karp niewiele jest wart. Mógłby nie istnieć, albo koegzystować w pokoju do późnej starości. Podczas wieczerzy wigilijnej pozostali biesiadnicy patrzą na takich jak na przybyszów z Melmak. A powiedzmy sobie szczerze – to wcale nie jest jakaś tam super smaczna ryba. Spokojnie mogą z nim konkurować szczupak, sieja, pstrąg, sum czy sandacz.

Nie jest zamiarem moim walczyć z karpiem. Bezbronnym w dodatku i niewinnym. Jestem jedynie zwolennikiem demonopolizacji. Nie chcę też kijem historii zawracać. Bo jedna sprawa, to czym karp jest dla ciebie, a druga, czym ty jesteś dla karpia.