Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Smutna sprawa z tymi smutasami. Smutasy są wszędzie, a wszędzie gdzie są, są razem ze swoim smutkiem i smutek ten ich nie opuszcza. W cichości kontemplują swój stan i nic od ciebie nie chcą, tylko tak smutnie patrzą, jakby z wyrzutem. Nastrój smutku utrzymują niewzruszenie, nawet w towarzystwie, gdzie atmosfera jest skrajnie inna…

Zdawałoby się, że w ramach takiej okazji, jak degustowanie winnych trunków, smucić się nie sposób. By nie powiedzieć: nie wypada. Wino, toż to rozwesalacz, jak się patrzy. To znaczy: jak się pije. Obezwładniające bukiety aromatów, złożoność doznań smakowych i subtelne działanie efektu pracy winnych drożdży – wszystko to powoduje, że po człowieczej duszy rozlewa się ukojenie i odpowiedni stosunek do świata oraz ludzkości w ogóle. Smutasów to nie rusza – przyjmują sytuację ze stoickim, smutnym spokojem… Zdarza się, że smutas siorbiąc wino, rozchmurzy się na moment. Jeśli zauważy co się stało, po prostu zasmuci się jeszcze bardziej…

Bywa czasami, podczas prowadzonych przez mnie degustacji, że w momentach ogólnej wesołości, nawiążę kontakt wzrokowy z parą smutnych oczu. Cząstka tego smutku opada na mnie, jak pielęgniarki na Warszawę. I tak samo, jak urzędas w stolicy, zaczynam czuć się niezręcznie (chociaż kto go tam wie, jak on się czuje!) i nie potrafię nadziwić się, tak jak i on (chociaż kto go tam wie, co go dziwi!), po jakie licho taki smutas na degustację wina przyjść raczył!?

Może manifestowanie smutku dodaje wagi temu smutkowi? Może go uszlachetnia? Może jest to wołanie o pomoc, o współczucie? A może to akt rozpaczy lub wycieńczenia?… Smutni ludzie mają w sobie jakąś niepokojącą zagadkę. Nikt ich nie zrozumie i nikt na to nic nie poradzi. Pogodzili się z tym, co wyrażają poprzez czysty w swojej formie, smutek na obliczu. Z godnością emanują nim w miejscach publicznych. Posągowo, bez emocji…

Pytany kiedyś, dlaczego ma zawsze taką kamienną i smutną twarz, Jannie Ahonen odpowiedział, że gdybyśmy wiedzieli jaka to ciężka praca, te skoki narciarskie, to zrozumielibyśmy. Ja przyznaję – nie zrozumiałem. Bo czy to oznacza, że wszyscy, którzy ciężko pracują i odnoszą sukcesy, powinni być smutni i nie okazywać uczuć?

Są smutasy – zrzędy, których najbardziej smuci brak powodu do smucenia się. Są także smutasy – romantycy i melancholicy – bo tacy są i już. Znajdzie się też niekiedy taki smutas-optymista, który wie, że zawsze może być gorzej… Po prostu delektuje się wtedy smakiem dobrego wina. Z czasem niekoniecznie już na smutno.