Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Jest taki żart rysunkowy Andrzeja Mleczki: "gość przy barze zwraca się do siedzącego obok faceta, wręczając mu banknot: – Bardzo proszę, niech mnie pan szanuje przez 10 minut!" Smutne, prawda? Smutne. Prawda.

Zmodyfikowane przysłowie mówi, że „prawdziwych przyjaciół poznajemy po biedzie!” Zwróćmy uwagę jaki w obu przypadkach przedziera straszny żal. Bo jak to jest z przyjaźnią? Czy to takie trudne „oswoić” sobie przyjaciela lub samemu zostać „oswojonym”? Pomyśl, ilu masz prawdziwych przyjaciół? Jest jeden? Gratulacje.

Czasem ucieczka do gwarnego lokalu ma tę smutną prawdę zagłuszyć. Ja od nikogo niczego nie chcę. Od nikogo niczego nie potrzebuję. Niczego nikomu też nie potrzebuję dawać. Nic więc mnie nie rozczaruje, nikt mnie nie zawiedzie. Po prostu – luzik.

Nawet jeśli takiego „pustelnika” uda się zagadać przy piwie, nawet jak się rozkręci, uaktywni, nawet jeśli wykaże inicjatywę w dyspucie, nawet jeśli powie parę słów o sobie, nawet jak z uwagą wysłucha ciebie, nawet jak będzie ci się zdawać, że już go „oswoiłeś” – nawet wtedy nic z tego nie będzie. Wszystko na nic. Nie odwzajemni ci tym samym. Bo niby dlaczego?

Te typy takie są. Ale… Ale potrafią być też mili. Bardzo rzadko, ale bywają tacy. Ten sam obłudnik jest wówczas „do rany przyłóż”. Nawet za bardzo. Jak miód na torcie, z tym, że miód sztuczny. Czujesz jak się wierci, jak mu z tym niewygodnie, nie do twarzy. Uwierz, że dla niego to tez żadna przyjemność. Męczy biedaka ten dyskomfort, jak cholera. Stres i poniżenie. On musi kogoś o coś poprosić! O, jakże pięknie byłoby, gdyby nie musiał!… Później jest kolejny trudny moment, może jeszcze gorszy. Walczy z tym dzielnie, czasem się udaje, czasem niestety nie i pojawia się ten przykry stan. Ciśnie w żołądku i nie daje spokoju – poczucie wdzięczności. Ma on wtedy wielką potrzebę odwzajemnienia się. Trzeba mu na to pozwolić, jeśli nie, to przestanie nas lubić.

W końcu mamy takich przyjaciół na jakich nas stać. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, to kup sobie psa. Możesz z nim pójść do knajpy… Popatrzmy, niektórym łatwiej rozmawiać z psem niż z własnym dzieckiem. Takich serdecznych słów nigdy ono od taty nie usłyszy. Pikuś – tak. Ale Pikuś złego słowa tacie nie powie. No może tylko czasem odszczeknie…