Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Faktycznie, pożegnanie brzmi lepiej niż stypa – pomyślałem czytając jakie imprezy organizują w tej knajpce. Chrzciny, przyjęcia komunijne, studniówki, wesela, spotkania biznesowe, rocznice ślubów i wreszcie pożegnania – w ważnych momentach życia zapraszamy bliskich do lokalu. Lubimy życie towarzyskie, okazje do spotkania przy bogato zastawionym stole. Korzystamy chętnie z usług restauracji by podkreślić odświętność i nie przejmować się przygotowaniami oraz obsługą. Postanowiliśmy zgraną paczką skorzystać z atrakcji życia nocnego miasta. W końcu jest karnawał, a nie samym chlebem człowiek żyje…

Aby nie błąkać się bez ładu i składu, chcieliśmy zaklepać sobie wcześniej stolik w jakimś miłym miejscu. Okazuje się, że trzeba płacić za rezerwację – 50 złotych. Znaczy się, jest popyt, ale rosną nasze koszty – nie przypada nam do gustu taki zwyczaj. Mamy rok psa, trzeba więc uruchomić instynkt tropiciela. Znajdujemy lokal, jest stolik, coś na ząb, coś do wypicia, gra muzyka i jest parkiet. Dokładnie wszystko, czego szukają imprezowe towarzystwa…
Potańczyć się nie dało – było tyle miejsca, ile zajmują podeszwy butów. Podrygiwanie w miejscu – to nie dla nas. Natężenie dźwięków wyklucza swobodną wymianę zdań, trzeba ryczeć, wkładając usta do ucha. Pocieszające, że nudne jak przepisy bhp techno, podupadło na popularności. Stare pierniki, czyli 30-, 40-latkowie mają jednak inne potrzeby. Wylądowaliśmy w końcu w mieszkaniu i urządziliśmy sobie prywatną imprezę we własnym gronie.
Miastowa rozrywka zorganizowała się na dwóch biegunach: jeden preferuje młodzież, drugi złote karty kredytowe. W modzie jest nadmiar decybeli i tytoniowy smog. Gdzie ma więc wytchnąć po tygodniowym zapracowaniu, bawiąca się inaczej, cała reszta?

Towarzystwo tworzy się poprzez dobór naturalny – zainteresowania, fascynacje, interesy, światopogląd czy tzw. braterstwo dusz. Co innego towarzystwo, co innego przyjaźń. Wiadomo od dawna, że prawdziwych przyjaciół poznaje się po biedzie! Mówiąc poważniej, mamy takich przyjaciół na jakich nas stać. Trudne chwile weryfikują nasze powiązania…

… W jednym momencie może runąć cały świat… Niedokończone sprawy nie mają już znaczenia. Spotkanie, na które nie przyjdziemy jak zwykle spóźnieni i to wszystko co chcieliśmy jeszcze powiedzieć… Żal niewiadomo do kogo… Gołąb zatrzymany w locie przestaje kojarzyć się z symbolem pokoju… Inny powrócił do domu – jego opiekun nie… Ktoś wszedł na chwilę, ktoś na chwilę wyszedł… Ojciec uciekał w prawo, syn w lewo…

…Pocieszamy się, że nie można uniknąć przeznaczenia. Wiemy, że uratowało to setki innych dachów i tysiące chroniących się pod nimi. Chcemy czy nie, trzymając kierownicę, kalkulator, stetoskop, poziomicę, projekt ustawy, nowe życie czy palec na spuście – trzymamy za nitki ludzkich losów… Towarzysze naszego życia to nie tylko znajomi. To każde pojedyncze istnienie – i wszystkie razem. Każdy podtrzymuje swój dach. Pamiętajmy o jego odśnieżaniu…

P.S.
Felieton zacząłem pisać 28 stycznia rano…..
(dzień zawalenia się hali targowej w Katowicach – przyp. red.)