Autorem wpisu jest: Robert Fiałkowski

Jest rok 1900. Francja dumnie wkracza w nowy wiek. Do miasta ściągają goście z odległych zakątków globu. Tłumy spacerujące po paryskich bulwarach z nadzieją wyczekują lepszego jutra. Wszyscy chcą zobaczyć światową wystawę techniki i wynalazczości. Jest ona dobrą okazją do podsumowania kończącego się stulecia i początków nowego.

Zwiedzających powitała feeria barw i świateł ułożonych wzdłuż Champs Elysees. Z wieży Eiffla wysłano w świat fale radiowe. Na wielkich ekranach prezentowano wynalazek braci Lumiere, ruchome obrazy. Wielu przyjezdnych na widok żywych postaci oniemiało z wrażenia. W tym samym czasie organizowano w mieście II igrzyska olimpijskie. Nietrudno było dać się ponieść wzbierającej od pewnego czasu fali euforii. Goście tłumnie odwiedzający Paryż chcieli się bawić, miasto tętniło życiem, entuzjazm udzielał się wszystkim.

Uczta burmistrzów
Każdy, kto choć trochę zna Francję nie uwierzy by tak wielka impreza nie miała doczekać się finału przy francuskim stole. Zgodnie z tradycją latem 1900 roku prezydent Francji wydaje słynną ucztę burmistrzów. Pomysł nie był nowy. Jego poprzednicy chętnie zapraszali na takie uczty carów, cesarzy i innych dostojnych gości. Do oprawy przyjęć przywiązywano wielką wagę. Wydaje się jednak, że wcześniejsze paryskie przyjęcia wydają się blaknąć przed ucztą z roku 1900.

Na terenie ogrodów Tuileries zasiadło dwadzieścia kilka tysięcy francuskich notabli. Wniesiono nakrycia do stołów, porcelanową zastawę, kryształowe kielichy, srebrne tace i dzbany. Przybory wyglądały pięknie na tle śnieżnobiałych obrusów. Nad głowami biesiadników rozłożono ogromne namioty. Wnętrza oświetlały stylowe lampy. Na stołach były zakąski, kury z Bresse, bażanty z Saint-Hubert, sałata z Potel, polędwiczki wołowe, pieczone kaczki, oraz mnóstwo deserów. Półmiski pełne były pospolitego ptactwa, kurczaków i gołębi. Podano do stołów kurczaki faszerowane sałatką, gęś ze szparagami i zielonym groszkiem. Wszystko to było okraszone mnóstwem przekąsek. Pośrodku pyszniły się zadki cielęce, faszerowane kawałkami pieczeni. Przysmakiem była polędwica barania z czarnymi winogronami oraz pieczone kuropatwy w sosie hiszpańskim. Uwagę biesiadników przykuwały faszerowane uszy cielęce oraz szpikowane kogucie grzebienie. Nie obyło się bez dziczyzny, prosiąt i warchlaków.

Podano najstarsze roczniki wina zwiezione z odległych zakątków Francji. O dobre samopoczucie gości dbało tysiące maitre d'hotel, kelnerów i kucharzy. Porządku pilnowali paryscy policjanci. Na ucztę przygotowano tysiące kur, kaczek, łososi i bażantów. Wypito 50 tysięcy butelek wina. Grono biesiadników składało się z samych mężczyzn. Gospodarzem biesiady tak naprawdę była Republika francuska. Było to największe polityczny bankiet, jaki odnotowały kroniki. Przyjęcie w ogrodach Tuileries miało w sobie coś z dworskiego przedstawienia. Uczta była wspomnieniem dawnego świata, który odchodził bezpowrotnie. Na rycinach ukazujących gości uderza ich powaga, trudno jest znaleźć na nich uśmiechnięte twarze. Wygląda jakby biesiadnicy byli osadzeni w starych dekoracjach, z drugiej zaś strony wierzyli w demokrację i postęp. Na twarzach ich miesza się powaga i nadzieja. Mają oczy zwrócone w przyszłość, wyrażają one wiarę w rozum i możliwości człowieka. W najśmielszych snach chyba nie przypuszczali, co czeka jeszcze Europę..

Schyłek ancient regime

Do czasu rewolucji Francja stała się wyrocznią w dziedzinie sztuki kulinarnej. Kuchnia francuska swą wykwintność i wyrafinowanie niewątpliwie zawdzięcza dworskim kucharzom. Wysoka pozycja Francji w polityce, dyplomacji, kulturze miała wpływ na rozwój kuchni. Były to czasy przepychu, wielkiej polityki i namiętności. Podczas rewolucji upadło wiele posiadłości, dworów i pałaców. Kucharze musieli szukać nowego zajęcia. Kultura kulinarna czekała na swoje odrodzenie. Kiedy na trwałe ustalił się porewolucyjny porządek we Francji, elity i mieszczaństwo, chętnie przyjęło cały zewnętrzny blichtr ancien regime z jego bogactwem kuchni. Utrwaliła się też tradycja bankietów politycznych, na których podawano znakomite potrawy. Były one dobrą okazją do polemiki i wymiany poglądów. Pozwalały gospodarzom wpływać na przebieg rozmów zaproszonych merów, urzędników i lokalnych notabli, co w tamtych burzliwych czasach nie było chyba bez znaczenia.

 

Foto: stock