Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Klientela bywa kapryśna, taki jej urok, ale lubi też przywiązanie. Trzeba o nią dbać. Zdobycie jej wierności, to umiejętność przywiązania przewodu pokarmowego do sztuki kulinarnej lokalu. Jest ona w stanie przełknąć np. brak miejsc parkingowych czy ubogą kartę win, jeśli jej serca należeć będą do szefa kuchni. Czy nie jest tak, że czasem istota działalności gastronomicznej wylatuje z zatroskanej głowy restauratora?

Pewien zatroskany kawaler postanowił wreszcie się oświadczyć. Zaplanował wszystko z najdrobniejszymi szczegółami: zaręczynowy pierścionek, kwiaty, każdy element swego ubioru, czterogodzinną wizytę u kosmetyczki, rodzaj perfum i nawet kolor skóry portfela. Ułożył barwne exposé, wykuł je na blachę tak, że potrafił powtórzyć słowo po słowie i to w obie strony. Znalazł odpowiedni lokal, wybrał menu, stolik i jego dekorację, nawet konkretnego kelnera. Jedna mu tylko rzecz umknęła – zapomniał zaprosić ukochaną…

Całkiem też poprzestawiało się właścicielowi śląskiej knajpy. Lokal urządził „na poziomie”. Obsługa miła, sprawna, jak szwajcarski mechanizm. Pan ów lubił doń zapraszać znajomych. I nic w tym złego, lecz on miał dziwny zwyczaj podkreślania własnej pozycji. Otóż, na oczach zaproszonych gości i wszystkich pozostałych klientów, z satysfakcją lubił poniżać personel. Gdyby faktycznie miał rację, to można by próbować go jakoś tłumaczyć, ale nie. Na przykład, kelnerka upokarzana była publicznie za to, że nie zna wszystkich znajomych swojego pana i że nie rzuca się im na wejściu do nóg, tylko stojąc tyłem przyjmuje zamówienie od kogoś innego. Chyba w swojej łaskawości tylko jaśnie pan nie posuwał się do rękoczynów. Chciałoby się, przekręcając reklamę, krzyknąć, że nie tak zdobywa się uznanie na Śląsku, ale unieśmy czoło wyżej i spójrzmy, co tam się dzieje.

Wysoki urzędnik państwowy zdobywa uznanie obiecując, że da w papę niepokornemu dziennikarzowi (a może to rodzaj samoobrony?). Inny minister walczy o głosy przyszłych wyborców pomagając im zaliczyć nie zdaną maturę (przy okazji podnosi średnią wykształcenia swojego elektoratu). Szef Kuchni zostaje premierem, mimo, że wcześniej obiecywał, że premierem nie zostanie, że tak być nie może (być może?).

Mamy więc igrzyska dla nakarmienia konsumpcyjnie nastawionego elektoratu. Tylko jakiej konsumpcji mu potrzeba? Jakie ma pragnienia?… Ale czy to ważne?! Czyż nie istotniejsze jest, jak ma wybierać w momentach, kiedy przyjdzie na to pora? Od wyboru miejsca na zjedzenie restauracyjnego obiadu poczynając, a na miejscach z list wyborczych kończąc? Jesteście inteligentni, podejmujcie właściwy wybór.

A może to nie jest tak, jak nam się wydaje (kochanie, to nie jest to co myślisz!)? Może ludzie myślący logicznie wcale nie bojkotują wyborów, lecz jest ich po prostu niewielu? Nieistotna garstka na wymarciu. Przecież już dawno temu sam Einstein zauważył, że jedynym dowodem na istnienie pozaziemskiej inteligencji jest to, że się z nami nie kontaktuje!