Autorem wpisu jest: Marek Wyciślok

Francuzi mają szampana, Szkoci whisky, a Polska ma nalewki. Ten zapomniany nieco alkohol swoją karierę rozpoczął w okresie Pierwszej Rzeczypospolitej, kiedy to w naszych lasach roiło się od dzikiej zwierzyny, soczystych owoców i ziół, a na stołach gościły aromatyczne trunki – pitne miody, araki i wódki. Nalewka była w tamtych czasach niekwestionowaną królową biesiad.
Zbliżająca się jesień jest idealnym momentem, żeby sobie przypomnieć o naszej narodowej specjalności, bo właśnie nalewki, jak żaden inny alkohol, potrafią rozgrzać człowieka w chłodne i deszczowe dni.

Rozmaitość receptur
Nalewki przyrządza się dość łatwo – z owoców, korzeni lub ziół zalanych alkoholem. Zanim rozpowszechnił się w Europie cukier, dosładzano je rozmaitymi syropami. Dla jakości nalewki ważny jest również czas dojrzewania. Zazwyczaj waha się od trzech miesięcy do kilku lat. Nalewka im dłużej może leżakować, tym jest lepsza – znawcy twierdzą, że wyborny kolor i smak nalewki osiągają dopiero po 3-4 latach dojrzewania! Dawniej trunek przechowywano w beczkach, które składano w chłodnych, kamiennych piwnicach, z biegiem czasu beczki zostały zastąpione gąsiorami lub szklanymi słojami, które zajmują mniej miejsca i można je trzymać w mieszkaniu. Po pierwszym wymaganym czasie leżakowania, nalewki rozlewa się do butelek. Nierzadko, aby uzyskać oczekiwany efekt, należy poczekać jeszcze pół roku, by alkohol nabrał charakteru.
Od wieków sposoby wytwarzania nalewek niewiele się zmieniły, a przepisy często przekazywane są z pokolenia na pokolenie. W zależności od tradycji i regionu pojawiały się różne warianty tych samych receptur – dlatego też dzisiaj mamy co najmniej sześć przepisów na cytrynówkę, kilka wersji śliwowicy czy orzechówki. Nie bez znaczenia są tu też indywidualne gusta, które wpływają na ostateczny skład domowej wiśniówki, morelówki, dereniówki, jarzębiaka czy piołunówki.

Bogactwo kolorów, aromatów i smaków, a także mocy, która dochodziła do 80% alkoholu powodowało, że nalewka była obowiązkowym trunkiem na staropolskich biesiadach. I tak na przykład początek przyjęcia nie mógł się obyć bez piołunówki, która była idealna na apetyt, wiśniówkę podawano do dziczyzny, morelówkę do indyka, natomiast nalewkę z czarnej porzeczki – do kaczki. A jeżeli ktoś się przejadł mógł liczyć na poprawiająca trawienie orzechówkę.
Nalewki pito jednak w dawnych czasach nie tylko dla przyjemności, ale także i dla zdrowia. W wielu domach były one podstawowym lekarstwem. Zapach i kolor trunku działały kojąco na zmysły, a znajdujące się w owocach i ziołach składniki odżywcze, uzupełniały organizm w cenne dla zdrowia substancje i witaminy. Regularne spożywanie nalewek, przy zachowaniu umiaru oczywiście, powodowało, że zwiększała się odporność na różnego rodzaju infekcje.
Warto więc wziąć przykład z naszych przodków i  zaopatrzyć się w jałowcówkę, czy malinówkę,  po którą śmiało będzie można sięgnąć podczas przeziębienia.
O ile milsze będzie przetrwanie jesienno-zimowych wieczorów w towarzystwie tego szlacheckiego staropolskiego alkoholu!

P.S. Zainteresowanych domową produkcją nalewek, odsyłam do niezastąpionego źródła wiedzy na ten temat – Internetu oraz coraz większej ilości publikacji, które można kupić w księgarniach i kioskach.