Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Swego czasu w miejscowej gazecie wyczytałem relacje dwóch dziennikarzy, którzy udali się do Stanów i tamże postanowili skorzystać z uroków plaży. Jakież było ich zdziwienie, kiedy pewna panna od razu poznała skąd przyjechali. Po czym? Po slipkach drodzy Państwo. Co więcej, podszepnęła przyjaźnie, że to nie uchodzi, więc chłopaki czym prędzej polecieli do sklepu po bokserki. Od razu przypomniała mi się ta urocza historia, kiedy w jednej restauracji nieopodal jeziora, dwóch panów przyszło na piwo, kiedym akurat się golonkiem zajadał. Nic na sobie oprócz slipek nie mieli, które i tak na nich wyglądały jak stringi. Brzuchy im wprawdzie na przód opadały, ale nie na tyle, żeby zakryć to, co im się pod tymi majtami malowało. Obrzydliwe? No właśnie!

Rzecz miała miejsce pod Gdańskiem na wysokości Gniewu, gdzie zazwyczaj w uroczej restauracji nad jeziorem robię sobie przerwę w podróży. I tym razem mnie podkusiło, żeby sobie golonko z kapustą strzelić – dietetycznie: bez piwa i ziemniaków, ale za to z lampką czerwonego wina. No, jem sobie smacznie i podziwiam kelnerów, którzy w upale wielkim w czarnych garniturowych spodniach przepasanych fartuchami śmigają i jeszcze im się chce uśmiechać. I kiedy już tak popodziwiałem sznyt i elegancję tej restauracji z pobliskiego, piaszczystego brzegu tych dwóch się wyrwało, żeby mi apetyt odebrać. W lot zrozumiałem, że to w ramach tej nowej promocji naszego pięknego kraju – najpierw zaczęli od hydraulika, teraz pięlęgniareczką smakowitą kuszą, a panowie dwaj, są na zakończenie promocji przewidziani. I jest to tak obmyślone, żeby Francuzy wiedziały, że jak się ani na hydraulika, ani na siostrzyczkę nabrać nie dadzą, to wtedy my do nich dwóch takich brzuchaczy poślemy. Będą im chodzić na paryskie salony w slipkach. Bo taką mamy uciechę narodową!

Będąc swego czasu na ziemi włoskiej widziałem mnóstwo knajp na plaży ustawionych i widziałem, jak do knajpek tych wchodzą plażowicze goli prawie. Ale jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tam się tarabanił na golasa do restauracji! Inna rzecz, że męskie slipy źle wyglądają nawet na kulturyście, a cóż dopiero na tłuściochu opalonym w podkoszulek! Europa niby, cywilizacja rozwinięta, a tu takie rzeczy. Przyznam szczerze, że strasznie mnie ci faceci zirytowali. W końcu wyszli, no to wróciłem do golonka w nadziei, że to tylko senna mara, co już do mnie nie powróci. Kurcze, ja to mam pecha – ledwo golonko dziabnąłem a tu trzech innych przyszło. Jeden był nawet tak kulturalny, że ubrał koszulkę, która mu pępek zakrywała. Nie wiadomo czemu osobnik ten uznał, że koszulka nałożona na górę, przy jednoczesnym obnażeniu dołu, powagi mu przyda. Niestety, nie przydawała.

Drzewiej do posiłku, który się w średniowiecznych zamczyskach zajadało, kuglarze wszelacy byli spraszani, żeby biesiadników bawić. Może więc ci slipowi gentelmani, byli tu celowo sproszeni, żeby mi się przy golonku nie nudziło? Niestety, o tak wyrafinowane figle, naszych restauratorów nie podejrzewam.
Pomyślałem sobie, że w końcu i owszem restauracja od plaży jakieś 200 metrów, a na tym odludziu trudno coś zjeść dookoła. Zatem plażowicze zasilają restaurację, która grzecznie to znosi, bo przecież „klient nasz pan”. Z drugiej jednak strony, idąc z plaży na małe co nieco, wypadało by spodenki na majty nałożyć, żeby innym konsumentom w talerze stringami nie świecić. Bo co innego bar na plaży z jednej z piosenek Grzegorza Ciechowskiego, w którym kelner „nogawki podwinięte ma”, a co innego restauracja. Choćby i trzydzieści stopni w cieniu było. Dlatego drodzy rodacy inwestujmy w lustra – bo zwierciadełko nam często prawdę powie. Zarówno jeśli chodzi o dylemat, czy brzuszysko wielgachne pod wypuszczoną na spodnie koszulą schować, czy też uwielbieniem dla ciała swego z innymi współobywatelami się dzielić. A majty typu slipki… Hm.. zawszeć to rozrywka jakaś!