strona główna > Recenzje > Jarosław Gibas ocenia > Pod Kominkiem
autor: Jarosław Gibas
data publikacji: 2007-02-16
data aktualizacji: 2008-06-07
Zobacz także...
Dawno, dawno temu... W odległej galaktyce... No niech będzie: jakieś dziesięć lat temu pracowałem w pewnej warszawskiej firmie, do centrali której musiałem zaiwaniać z Katowic średnio dwa razy w miesiącu. Na dywanik oczywiście. Trwało to dwa lata i w tym czasie obcykałem wszelkie jadłodajnie przy trasie - i w tę, i w tamtą stronę. Pomijając wszelkie poustawiane samoloty służące za restauracyjne bary oraz przybytki, wokół których orbitują sprzedajne i najczęściej niurodziwe panny, niewiele wówczass było miejsc godnych uwagi.
I wtedy pewien zaprzyjaźniony przedstawiciel handlowy, który trasę Katowice - Warszawa pokonywał wielokrotnie częściej niż ja, zwróćił mi uwagę na maleńką restauracyjkę z domowym jedzeniem, olbrzymimi porcjami i pewnością, że miejscowy półświatek, którego drażni posiadanie każdej marki samochódu lepszej od małego fiata, tam nie trafia.
Nie pamiętam jak to się w tedy nazywało, ale przypomniałem sobie o tym sympatycznym miejscu wczoraj wieczorem, kiedym nie zrażony punktami karnymi gnał przez mroki nocy ze stolicy do domu. Punkty te zostały mi przydzielone kilka dni wcześniej na trasie do Wa-wy przez uprzejmych policjantów oddzywających się do mnie per: szanowny dzisiejszy rekordzisto!
No cóż, zawsze się można pocieszyć wypełnieniem brzucha i najlepiej uczynić to w swoim ulubionym miejscu. Od razu też uprzedzam: Zajazd Pod Kominkiem to żaden cud - ot, wolno stojący budynek ze skromnym ogródkiem i parkingiem, przez który w porze deszczu łatwiej przepłynąć, niż przejść.
W środku mamy drewniane krzesła i stoły o barwie mahoniu, bar i oczywiście kominek. Za barem od razu widać, że przedstawiciele handlowi Pepsi, Coca Coli, Żywca i Tymbarku stoczyć tu musieli wojnę do krwi ostatniej. Pewnikiem pozabijali się nawzajem i pozostawili samopas cztery duże lodówy reprezentujące każdą z firm, które teraz tu stoją obok siebie w harmonii, jak nigdzie indziej.
Menu w formacie A3 zostało zalaminowane w tak grubą folię, że żay je otworzyć trzeba co najmniej siły sześćiu koni, wyprostowanie zaś w celu ułatwienia lektury jest w ogóle niemożliwe. Chyba, że mamy zwyczaj chodzenia do restauracji z pneumatyczną, kilkutonową prasą.
Stoliki przybrano jakimiś przedziwnymi stroikami, które przy bliższych oględzinach zaczynają przypominać dwa czerwone splecione serca. Ach... no tak, przecież wczoraj były Walentynki...
No i przechodzimy do potraw: na początek flaki (5,50 zł). Przynoszą je w misce, która nie wygląda jakoś super okazale, ale potem jemy..., jemy..., jemy i jedzeniu temu nie ma końca. Nie pamiętam czy w menu podali gramaturę tej potrawy, ale z pewnością było jej grubo ponad pół litra. Same zaś flaki były naprawdę znakomite - odpowiednio przyprawione i delikatne - jak na to piękne danie przystało.
Zaraz po flakach zacząłem żałować, że zamówiłem jeszcze drugie danie, bo już naprawdę nie było gdzie tego zmieścić. Ale cóż - słowo się rzekło - a zatem przyszła pora, by zaprzyjaźnić się z kotletem po kowalsku (9,90 zł) z pieczonymi ziemniakami i surówką (4,00 zł). Też niby żadna nowość - schab z pieczarkami sowicie zapieczony w serze. Pamiętam, że kiedy otwieraliśmy się kulinarnie na świat, właśnie dekadę temu, w wielu przydrożnych przybytkach światowość kulinarna ograniczała się właśnie do tak prostego dania. Bo cóź to za sztuka obsypać schabowego pieczarkami i zapiec z serem? No żadna, ale wyobrażcie sobie, że tutaj wciąź mi to smakuje!
Czasem w przerwach pomiędzy sushi i sałatką z płatków kwiatów trzeba po prostu solidnie zjeść. A jak się wraca z męczącej korkami stolicy, to solidność potrawy staje się wręcz obowiązkowa.
Pod tym względem stary, dobry i tani Zajazd Pod Kominkiem zdaje się niezłym rozwiązaniem. Szczególnie, jeśli się ma chwilowo dosyć tych olbrzymich i rozłorzystych rustykalnych karczm, ktore na tej trasie wyrosły ostatnio jak grzyby po deszczu i w których klientów obsluguje się taśmowo. Z grilla, czy z podajnika - tam to nie stanowi różnicy.
A Pod Kominkiem przetrwał rynkowe burze i zamiecie i wciąż wcale nieźle karmi. Na szczęście...
Zajazd „Pod Kominkiem“, Nowy Olszowiec 1
Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych
członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w
każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.
Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl
stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie,
a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami
lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

Alkohole
Czytelnicy piszą
Dla ciekawych świata
Dookoła stołu
Działo się
Felietony
In vino veritas
Książka kucharska
Recenzje
Rozmowy przy stole
To ci historia!
Vademecum smakosza
W kuchni i na stole
Warto wiedzieć


Restauracja.Informacje podane przez właściciela:Kamienica z XVIII wieku. Gospoda, w której w 1823 roku popasał car Aleksander w czasie..
nasi partnerzy:
copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl.
wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio