Zakonnicy

drukuj

|

A A A

|

RSS

autor: Jarosław Gibas

data publikacji: 2006-08-04

data aktualizacji: 2008-06-07

 



Zobacz także...

Ileż potrzebowałbym samozaparcia, by przywdziać brązową sukienkę, przepasać się sznurkiem i odmówić sobie uciech. Nie tylko podżerania nocą z lodówki i surfowania po necie w poszukiwaniu obficie obdarzonych przez naturę blondyn, ale też wylegiwania się do późna i częstego "nic nie robienia"? Są tacy jednak, co się zaparli, bo lubią czuć te piękne chwile, w których są świadomi swojego człowieczeństwa. Ja, podobnie jak niejaki Jack Sparrow, też lubię te chwilę - a najbardziej lubię do nich machać, kiedy przemijają.

Ale do rzeczy: w Katowicach otwarto niedawno restaurację Zakonnicy, która z ulicy wygląda dokładnie tak samo, jak setki małych restauracyjek rozrzuconych po małych miejscowościach Zagłębia Ruhry. Rządzą w nich tradycja, higiena i Paulaner, którego podświetlane logo widać zawsze z daleka, żeby było jasne, gdzie się udać po całym dniu pracy. U nas jednak nową restaurację urządzono tak, by jak najwięcej rzeczy w niej kojarzyło się (jeśli to nawet trochę naciągane) z zakonem. Jakim? A to akurat nie jest ważne - bo na przykład piwo Paulinów w karcie dań zajmuje tę samą pozycję, co piwo Franciszkanów. Są tu jeszcze witraże z wyobrażeniem zakapturzonych mnisich głów, całe mnóstwo świeczek i solidne drewniane meble w otoczeniu surowych murów. Zakon, że hej! Do tego menu, w którym każde z dań jakoś tam do wyobrażeń zakonnego życia nawiązują i lista win - również dobranych według nazw. Mamy tu na przykład znakomite Missiones de Rengo - ze szczepu odnalezionego przypadkiem na statku, który zawinął do Chilijskiego portu wówczas, kiedy ta europejska winorośl została spożyta całkowicie przez epidemię filoksery. Niestety, cena słynnego "misjonarza" powala w Zakonnikach z nóg i w cuceniu po tej zapaści nie pomaga nawet święcona woda! W każdym razie nowa restauracja ma pomysł, jak na rynku przetrwać i co by nie powiedzieć trzeba trzymać kciuki żeby się udało.

Zabieram się za testowanie miejscowej kuchni - na pierwszy ogień „Mnich w tajemniczym towarzystwie” (20 zł) czyli zasmażany camembert z dużymi kawałkami drobiowej wątróbki! Kiedy danie wjechało na półmisku zdolnym pomieścić małe prosię, od razu się zorientowałem, że lekko nie będzie. Dają tu dużo i całkiem ciekawie zjeść, skoro camemberta z wątróbką jadłem i jadłem i końca nie było widać. Samo połączenie smaków plus przysmażane ziemniaczki dane tu dla ozdoby, za to w wielkiej ilości już stanowi pewną kulinarną satysfakcję. Bo tak naprawdę pomyślmy przez chwilę logicznie: mnich taki, jeden z drugim, jak już sobie odmówi tego cywilizacyjnego używania, to przecież nie będzie o pustym żołądku siedział. Stąd właśnie biorą się we wszystkich świata stronach pucołowaci mnisi, kulający się przez klasztorne korytarze niczym antałki wypełnione okowitą. I to nie zależnie pod jaką szerokością geograficzną dany zakon się znajduje i jaką doktrynę dzielnie wyznaje! W większości opowieści – i tych literackich i filmowych, widzimy zawsze okrąglutkiego mnicha z podgolonym karkiem. Nieważne, czy to będą przygody Robin Hooda, czy „Imię Róży”. I tylko jeden zakon usilnie starał się wyrobić o sobie inne wyobrażenie - nawet skonstruowali swój własny autorski symbol przedstawiający dwóch wychudłych braci siedzących na jednym koniku, co miało oznaczać szlachetną powściągliwość i pochwałę ubóstwa. Na szczęście dzisiaj już nikt im w te bajki nie jest w stanie uwierzyć.

Więc żeby jeszcze trochę przytyć i dostać się do tego szlachetnego grona, zamówiłem zupę Lucyfera (8 zł), fasolowo- paprykową i do tego ostrą, jak diabli. To specjalnie, żeby będąc mnichem nie zapominać, że istnieje jeszcze ziemski padół rządzony przez gościa z ozdobnymi kopytami, który uśmiecha się tylko wtedy, kiedy jest naprawdę smutny. Mnisie opowieści słusznie jednak podają, że Lucyfer nie jest nie do pokonania, co też udowodniłem wchłaniając tę ogromną zupę w całości, mimo iż łzy cieknące z oczu trzeba było co jakiś czas wycierać, bowiem przesłaniały mi widok.

Na koniec wziąłem jeszcze Klasztorny schowek (28 zł), czyli nadziewany schab w sosie z  kurek i popiłem znośnym, ale nie rewelacyjnym winem Atrium Torres (100 ml za 14 zł). Danie to zachwyciło mnie swoim urokiem - z jednej strony schab nadziany na patyk z farszem przypominającym trochę ten z ruskich pierogów, czyli pychota, z drugiej strony jego wielkość sugerująca słusznie, że skarby zakonu są nie do pogardzenia. Bo cóż się może w takim Klasztornym schowku przed nami skrywać? Dwie rzeczy godne uwagi - stare, nadgryzione przez czas kwity, z których wynika, że to wszystko lipa, lub złote lichtarze przejęte od gości, którym w celu szybszego przejęcia majątku zakładano hiszpańskie buciki.

A tak zupełnie poważnie, obecność nowej knajpy na naszym skromnym rynku cieszy mnie ogromnie - znakomita, przemyślana, ale nie przekombinowana kuchnia, solidne porcje i wystrój godny tego, by się nim pochwalić. Do tego konsekwencja - w menu, w winach (chociaż do tego "zakonnego zestawu" dodałbym kilka koniecznie) i dźwiękach (w trakcie całej mojej wizyty grali Gregorians) i cóż trzeba więcej. No właśnie - już niewiele!

Pub, restauracja "Zakonnicy", Katowice, pl. Wolności 6

Na górze pokaż: najstarszy | najnowszy

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01.

~bendek666  (IP: 213.158.196.*)  zgłoś naruszenie zasad

dodano: 13:25, 06.07.2009


Porcje odwrotnie proporcjonalne do wielkości półmisków, na których zostały podane... pierś z kaczki okazała się czterema plasterkami o grubości szynki na kanapce... Moim zdaniem porażka, więcej tam nie pójdę...

02.

~alice zgłoś naruszenie zasad

dodano: 22:44, 13.08.2006


veni vidi vici...
o ile się orientuję to jedna z dwóch restauracji w regionie śląską w " klasztonych" klimatach ....
oprócz "zakonnych" nazw potraw figurujących w karcie menu, nieco za mało jak dla mnie tam "zakonnie" ( oczywiśćie jest to kwietia gustu) choć ogólnie całość wypada na duży plus - dla porówniania klimatu polecam bytosmską restaurację " U Mnicha"....

03.

~Roger de Flor zgłoś naruszenie zasad

dodano: 23:38, 06.08.2006


...tak, niewiele. "Czegóż chcieć więcej, jesli masz bibliotekę, a przy niej ogródek?" - pytał Seneka. "Jak to? A koledzy, żeby się z nimi napić?" - odparł "Wokulski". I to jest odpowiedź!!
Warto dodać tylko jeszcze coś, co (oprócz obficie obdarzonych przez naturę blondyn) nieprzerwanie trapi mężczyzn: odwieczną dychotomię pomiędzy dobrem a złem...

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

 

Twórcy serwisu zastrzegają sobie prawa do usunięcia wpisów:
- niezgodnych z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub naruszających dobra osobiste osób trzecich;
- niezgodnych z tematyką wortalu;
- nie związanych z komentowaną treścią;
- obraźliwych dla redakcji wortalu oraz pod adresem konkretnej restauracji, jej właściciela i pracowników, a także innych członków społeczności wortalu;
- spamu, linków do innych stron internetowych w tym również konkurencyjnych, jak również jakichkolwiek innych treści w każdej formie, nie związanych z tematyką wortalu;
- zawierających wulgaryzmy.

Wszelkie komentarze i opinie użytkowników wortalu zamieszczone na stronie wortalu www.nawidlecu.pl stanowią własność ich autorów i właściciel wortalu www.nawidlecu.pl nie ponosi odpowiedzialności za te komentarze i opnie, a także nie może być z nimi utożsamiany. W związku z powyższym wszelkie roszczenia związane z zamieszczonymi komentarzami lub opiniami mogą być kierowane wyłącznie i bezpośrednio do użytkownika wortalu, który zamieścił dany komentarz lub opinię.

 



nasi partnerzy:


copyright © 2004 - 2010 nawidelcu.pl. wszystkie prawa zastrzeżone. all rights reserved.
portale internetowe | cms | pozycjonowanie
projekt i wykonanie portalu: cyberstudio