Fotografia kulinarna łatwa nie jest, ale jak się bloguje warto się podszkolić. Tylko jak focić, żeby przy małych nakładach osiągnąć efekt łał?

W zasadzie, jak nie chcemy wydać majatku na blendy, oświetlenie i inne gadżety, wystarczy pomysłowość i wizyta w sklepie z artykułami budowlanymi i w sklepie plastycznym. Od czasu do czasu warto odkurzyć strych i piwnice babci, złożyć wizytę na targu i zakupić coś u pana Miecia, Mundka, czy kogoś tam.

Warsztaty Fotografii Kulinarnej

Nie myślcie, że dostałam iluminacji i teraz wszystko wiem. Dalej wiem niewiele, ale faktycznie, trochę mi się udało podszkolić i podejrzeć kilka trików, które postaram się wypróbować w najbliższym czasie. Jeszcze jedno. Wiedzę nabyłam na warsztatach fotograficznych z Jakubem Kaźmierczykiem, na które jakimś cudem udało mi się dostać i które poprowadzono w ramach Festiwalu Zasmakuj.

Nie będę pisać jakie przesłony, jaki czas, jaki sprzęt itede, bo o tym piszą wszystkie poradniki foto, poza tym to temat na inny wpis.

Co więc warto kupić, w co zainwestować żeby foty były lepsze? Mam małe mieszkanie, dwójkę dzieci i nie mam absolutnie żadnego miejsca na fotograficzne lampy, wielkie blendy, parasolki i inne.

Blendę można zrobić sposobem domowym. Wystarczy kupić białą kapę (kappę) modelarską czy plastyczną (pianka poliuretanowa) przyciąć ją sobie do pożądanego rozmiaru (takiego, żeby był dla nas wygodny i łatwy do wożenia w aucie). Piankę z jednej strony oklejamy folią spożywczą (srebrną), za pomocą taśmy klejącej (Jakub miał czarną taśmę, jaskrawe kolory będą zabarwiać zdjęcia na niepożądany kolor).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klipsy budowlane/stolarskie – dostępne na dziale stolarskim. Przydatne jak chcemy postawić blendę przy fotogafowanej żywności, a brakuje nam trzeciej ręki, kogoś do pomocy, miejsca na podpórkę do blendy. Klips zapinamy na naszą domowej roboty blendę i mamy podstawkę, która trzyma ją w miejscu.

Lampka – jak nie stać nas na lampę fotograficzną, można kupić lampkę stolikową, do której można zamontować żarówkę energooszczędną wysokiej mocy. Lampka powinna być neutralnego koloru – biała. Dobra jest ponoć Fado z Ikei. Nie próbowałam jeszcze, ale mam zamiar.

Lusterko do makijażu – duże lusterko dla kobiet. Dwustronne. Z jednej strony normalne zwierciadło, z drugiej powiększające. Można takie kupić w Ikei, w sklepie za 4 zł, czy innych tego typu sklepikach. Ładnie załamuje światło. Muszę koniecznie spróbować.

Gadżety do serwowania naszych cudów kulinarnych. Sztućce, talerze, tacki, deski, stare dechy, które możemy zabejcować. Wszystko co ma ciekawą strukturę i co posłuży nam za tło, podstawę czy wypełniacz naszych fotografii. Każdy kupuje gdzie chce i przeznacza na to tyle kasy ile chce. Ja osobiście kupuję na targach (ale nie staroci, bo tam jest drogo), zdobywam na jarmarkach bożonarodzeniowych czy na warsztatach terapii zajęciowej. Czasami kupię coś w Ikei, w Agacie, innych sklepach z artykułami dekoracyjnymi dla domu, w Tchibo, przywiozę z podróży w dzikie zakątki Polski czy z zagranicy. Do tej pory tego nie używałam, ale widząc efekty, jakie takie małe detale dają zdjęciom, postanowiłam, że zacznę…

Panele podłogowe – to też fajna inwestycja. 3 sztuki jasnych i 3 sztuki ciemnych, na klik z widocznymi szczelinami po nałożeniu jednego na drugi. Ważne, żeby nie były zbyt błyszczące, żebyśmy nie mieli niepotrzebnych rozbłysków na zdjęciach.

Fatałaszki – lubię szmatki bawełniane i lniane. O niezbyt jaskrawym, raczej neutralnym kolorze. Białe, kremowe, beżowe, brązowe, czarne. Inne mogą nieco zmieniać barwę zdjęcia. Spróbuję i zobaczę.

Jesli chodzi o oświetlenie, to warto wiedzieć kiedy robić zdjęcia. Latem mamy więcej możliwości na światło zastane, zimą mniej. Złota zasada mówi, żeby nie łączyć światła sztucznego z zastanym. Hmmm. Ok, będę pamiętać.

Bułeczki cynamonowe

To chyba tak po krótce tyle, co mi się udało zapamiętać. Nie miałam długopisu, więc nie spisywałam notatek.

Jeśli zaś chodzi o sam Festiwal Zasmakuj, to na pewno największe łał wywołał u mnie pokaz kuchni molekularnej. Sorry, nie mam zdjęć, tj. mam, ale nie będę nikogo krzywdzić, a napewno pana Dominika Duraja z Wieży Wodnej, który pokaz zaserwował.

Cieszę się, że takie festiwale kulinarne zaczynają odwiedzać Śląsk i Zagłębie. Oby było ich więcej, bo brakuje kulinarnej wiedzy, kulinarnych spotkań, wymiany doświadczeń, poza internetem. Więc spoko! Oby tak dalej.