Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Przyrost restauracji zdaje się świadczyć o coraz to większej zamożności naszego społeczeństwa – ktoś tam przecież musi chodzić i pieniądze przejadać, nawet jeśli
restauracja jest w bramie, w piwnicy i w stylu „po schodkach w dół”. Wprawdzie do nowego pubu – restauracji w Chorzowie przez całą moją wizytę nie zajrzał pies z kulawą nogą, ale i tak było przyjemnie i trochę zabawnie. Przyjemnie, bo lokal zrobiony jest pod angielski pub, a śmiesznie, bo głównym przedmiotem reklamy jest robiona tu pizza. Czyli dwa w jednym i pusto w środku, zatem miejsce jak ze snu. A przecież sny czasem zdarzają się najdziwniejsze!

Najpierw jednak trzeba zlokalizować wejście znajdujące się w dość ponurym podwórzu od ulicy Wolności. Natrafiamy tam na drzwi, za którymi (jak w Harrym Potterze) rozciąga się już całkowicie inny świat: strome schody prosto w dół i dwie możliwości – albo w prawo przez tunel do baru, albo na lewo do nie wiadomo czego. Całość, to zręcznie przerobiona piwnica, która na szczęście piwnicy już nie przypomina. Mamy tu wszelkie elementy wystroju godne staroangielskiego pubu: obowiązkowa tapeta w paski, ciemne drewniane meble i ściany obite drewnem w tym samym. Do tego całe mnóstwo obrazków, szafeczek i lampek, a wszystko nowe, że oczy bolą. Brakuje tylko angielskich kiboli w T- shirtach z bezmyślnym, za to pięknym obliczem Victorii Beckham! Ba, brakuje samej Victorii, skoro wystrój tak pięknie z angielska zalatuje i pewnie nazwa jest na cześć tej kosmicznej laski. Wprawdzie nie śmiałem o to zapytać, bo za takie pytania od razu wali się po gębie, a własne oblicze, sami rozumiecie, jest mi drogie. W „Brusie wszechmogącym” pada takie zdanie: „Za prawdziwym mężczyzną zawsze stoi kobieta, która przewraca oczami”. W przypadku tej słynnej pary rzecz wydaje się zupełnie odwrotna – wytrzymałem kiedyś całe pół wywiadu z Victorią w telewizji i było mi bardziej głupio, niż kiedy słucham pewnej posłanki z Samoobrony! Natomiast kiedy się wyłączy fonię, to można czasem wytrzymać i cały wywiad.

Wróćmy jednak do menu: zacząłem od piwa (0,5 L za 5,5 zł), żeby jakoś się do posiłku przygotować i żeby ukoić ból po zetknięciu z wyjątkowo skromnym tutaj zestawem win. Wszystkiego, co kot napłakał i naprawdę nie ma specjalnie w czym wybierać. W charakterze sałatki pozwoliłem sobie na Al. Tonno (12 zł) z całym zestawem fajnych rzeczy od anchois, przez tuńczyka, po oliwki i jajko. Sałatka była na tyle obfita, że kiedy dostałem danie główne zastanawiałem się, czy dam radę. Ale ponieważ mam poczucie misji – dałem. Polędwica w winie (26 zł) zawsze dobrze brzmi, choć nie zawsze dobrze smakuje. Tu zaś była w sam raz – dokładnie krwista jak chciałem, w winnym sosie i z całą masą frytek. Nic dodać nic ująć, ale też nic, przed czym można by upaść na kolana. Zastanawia tylko ile czasu musi upłynąć, by ludzie polubili nowe miejsce i wypełnili je po brzegi. Poziom inwestycji w środku sugeruje, że istnienie pubu obliczono na dość długo – w przeciwnym razie nijak nie będzie można liczyć na zwrot zainwestowanych środków. Wewnątrz zauważyłem telewizory tak porozkładane, że można je oglądać z każdego niemal miejsca, a to z kolei sugeruje, że czas wszelkich piłkarskich rozgrywek może zgromadzić tutaj kibiców. Może więc ta Vicotia w nazwie, to nie paniusia, z której buzi wynika, że jedyną przeczytana książką w życiu była książeczka czekowa, ale zwycięstwo! Zwycięstwo, do którego tak tęsknimy i które niekoniecznie musi być od razu wygraną w Mundialu. Wystarczy wklepać Anglikom, by móc ze wzrokiem Cezara lustrującego areny po obiadku dla lwów, obserwować, jak David Beckham ze spuszczoną głową schodzi z boiska świadomy, że nie pomógł mu żaden tatuaż, garnitur od Armaniego i kolczyk w uchu. I jak z sektora dla vipów, Doda Elektroda pokazuje mu goły biust, żeby wreszcie zobaczył, jak to powinno wyglądać u kobiety i jak zwarte szeregi historyków dopisują do podręczników historii zwycięstwo na Wembley. Obok Grunwaldu oczywiście.

Eh…, rozmarzyłem się. Wszystko przez tę nazwę. Aż strach pomyśleć, jaka będzie nasza futbolowa rzeczywistość. I tylko Dody szkoda…

Restauracja, pub Victoria, Chorzów, ul. Wolności 7