Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Na Jaworzynie stoi góral w czopce i szaszłyki nad ogniem obraca. A gęba mu się od tego obracania śmieje od ucha do ucha. Coraz to bowiem podchodzi jakiś durnowaty narciarz, mięso na patyku zamówi, grzanym piwem popije, zostawiając góralowi ostatnie drobne. Oskubany został wcześniej, bowiem górale odbijają sobie na ceprach zbyt późną zimę – wjazd wyciągiem krzesełkowym na Skrzyczne kosztuje już 9 zeta od łeba! A że turysta mało kumaty jest, to jeszcze na dole w Szczyrku ostatnią kasę zostawi w nowiutkiej Gospodzie Polskiej Soplica, gdzie kelnerki w kierpcach chodzą, frytki nazywane są „od cepra”, a przerób jest taki, że oczekujący na wolne miejsce przy stoliku, posłusznie stoją u wejścia. I tylko w tym hałasie całym nikomu na myśl nie przychodzi, że do Beskidów z Litwy dość daleka droga wiedzie, a to tam przecież dwór drewniany, lecz podmurowany wieszcz postawił. A zresztą co tam Litwa jakaś, kiedy kwaśnica z kuchni pachnie, ogień w kominku skacze, a turysty po nartach wygłodzone się schodzą.

Gospoda Polska Soplica wygląda, wypisz wymaluj, jak góralska chata, więc albo po ukończeniu budowy ktoś uznał, że w górach chat góralskich już wystarczy, albo też taką miał fantazję, bo ze szkolnej ławy kilka wersów z „Pana Tadeusza” zapamiętał. Efekt jest taki, że pośrodku gór, przy głównej ulicy stanęła spora restauracja obliczona głównie na szybką konsumpcję. Całość zrobiona jest akuratnie: bydlęce dzwony zawieszone u powały, komin osmolony, wiechcie, sznurki, duperelki i koń z wikliny. Pomiędzy tym wszystkim uwijają się kelnerzy i kelnerki donosząc parujące talerze przed wygłodniałe turystyczne oczy. Siadam na dużych ławach i zaczynam szukać czegoś w menu co by do tego Soplicowa pasowało. No jest jedno: w dziale „polywki” – zupa Soplicy z polskich raków (11,8 zł) i na tym, niestety, kończą się nawiązania do epopei Mickiewicza. Domawiam jeszcze duże lane „po zbóju” (4 zł) i nagle wzrok dosięga działu o nazwie pięknie brzmiącej „z ptoka”, w którym znajduję cycki z indora na bocku (17,9 zł). Jakżesz mógłbym sobie tego nie zamówić? Radość mego zamówienia została skwitowana uśmiechem kelnerki, co znaczyło, że ona wie, że ja wiem, co dobre! Postanowiłem jednak nie ciągnąć tematu, bo kelnerka i owszem ładniutka, ale taka bardziej Janosikowa baba, co to nie wiadomo kiedy weźmie i przyleje, więc po co się narażać?

Zupka z raków niczego sobie, ze szczególnym uwzględnieniem rozmiarów i nawet znalazłem trochę tych miłych zwierzątek w środku. Natomiast cycki… Hm… właściwie nie wiem teraz, czy to czasem ich odważna nazwa mnie tak nie zaczarowała. W każdym bądź razie były one dość obfite, co jak wiadomo w przypadku tej części ciała nie jest bez znaczenia, a obłożone spływającym tłuszczykiem boczkiem zdawały się nabierać czegoś niezapomnianego. Spróbuję to na przykładzie wytłumaczyć: jest taka scena w jednym odcinku „Janosika”, w której nasz dzielny zbój gania po górskich zboczach za przebranym tajemniczym napastnikiem. Napastnik zwinny jest i co rusz się harnasiowi z rąk wyrywa, w pysk go wali i w wiadomo co kopie. Prawda dopiero na jaw wychodzi, kiedy Perepeczko napastnika za biust chwyta i organoleptycznie odkrywa, że ma do czynienia z płcią przeciwną, bo tym napastnikiem Maryna była. A jak wiadomo jej akurat niczego w żadnym miejscu nie brakowało. I boczek indorowym cyckom zrobił tę przyjemność, którą Janosik Marynie obiecywał. Po obietnicy bowiem Marynine wdzięki musiały przestać być jej jedynie, a zaczęły być również Janosikowe, bo jemu we władanie oddane. To sprawiło, że wartość ich zdecydowanie rosła. I tak się właśnie rzecz miała w Polskiej Gospodzie z opisywanym tu daniem!

– Smakowało? – wyrwało mnie z kontekstu pytanie kelnerki, na które natychmiast przytaknąłem, bowiem jestem pełen respektu do historii Janosika. W prawdzie to słowacka historia i słowacki zbójca, ale Soplicowo przecież też u nas nie leży. Z drugiej strony w Europie Regionów komuż by się chciało tak ściśle swych historii bronić? No chyba, że ich częścią byłyby Marynine, tudzież Zosine, jak w „Panu Tadeuszu”, wdzięki… Wtedy warto…

Restauracja Gospoda Polska, Szczyrk, ul. Myśliwska 46