Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas, DM

O tym, że Francuzi kochają dobrze zjeść, wiadomo nie od dzisiaj. Wiadomo również,  że jak nikt inny na świecie potrafią uczcić to, co trafia na ich stoły. Tak więc, obok popularnego (także już u nas) Beaujolais Nouveau, w ojczyźnie Bazlaca i Zoli należną cześć oddaje się również naleśnikom, truflom, serom, no i oczywiście ślimakom. Każdego roku, w drugi weekend maja organizuje się tam La Foire aux Escargots, czyli wielką imprezę targową, na której nie brakuje atrakcji kulinarnych, rozrywkowych i muzycznych. Ważnym punktem programu są wybory ślimaczych piękności – tzw. Miss Coquille.

Od dwóch lat również w Polsce mamy swój Dzień Ślimaka, który przypada właśnie dzisiaj – 24 maja. Święto przywędrowało do nas z Wielkiej Brytanii, chociaż wyspiarze jakoś ze ślimakami mało się kojarzą (chyba, że wziąć pod uwagę ich wrodzoną flegmę…).  Aby godnie uczcić ślimaka, polscy restauratorzy stają w kulinarne szranki  i wymyślają liczne potrawy z tym sympatycznym mięczakiem w roli głównej. Tak powstaje „Ślimacza kata”, która uzupełnia restauracyjne menu przez następny tydzień.

Można oczywiście także świętować w domowych pieleszach. Wyobraźmy sobie na przykład wieczór pełen magii, podczas którego mamy szansę zachwycić płeć przeciwną swą oszałamiającą osobowością – puszczamy jakiś mało znany muzyczny CD ze słynnej i starej już wytwórni 4AD, otwieramy czerwone Chateneuf du Pape, po czym stawiamy na stole półmisek świeżych winniczków w czosnkowym maśle i podejmujemy rozmowę na temat ostatniej londyńskiej aukcji pisuarów Marcela Duchampa. Taki scenariusz może jednak nieść ze sobą pewne niebezpieczeństwo, bo wybranka naszego serca „nie zajarzy klimatu”: wino wyda się jej zbyt cierpkie, Duchamp zbyt ekstrawagancki, a winniczki bestialsko „zabite na śmierć”! Nie możemy więc wykluczyć całkowicie, że tego wieczora nie zostaniemy sami, za towarzyszy mając jedynie sączące się z głośników Siostry Miłosierdzia i półmisek ślimaków. Szkoda wywalić, więc próbujemy i właśnie wtedy pojawia się ta natarczywa i bezczelna myśl: oto wybranka naszego serca nie była nas godna! A ślimaki przecież grzechu są warte. Wystarczy spróbować, by zostać ich wielbicielem. Te podawane w czosnkowym maśle, zwane potocznie „ślimakami po burgundzku”, stanowią jedną z najprostszych ślimaczanych potraw. Do ich spożycia służą specjalne szczypce i widelczyk. Szczypcami ujmujemy skorupkę, tak by nie mogła się wyślizgnąć, a widelczykiem wyciągamy przyprawionego delikwenta. Raczej konsumujemy je w całości (po przyrządzeniu nie mają zazwyczaj imponujących rozmiarów) i rozkoszujemy się smakiem przypominającym dobrze przyprawione grzybki. Potraw ze ślimaków wymyślono całe mnóstwo i  trzeba uczciwie dodać, że dobre są pod każdą postacią z wyjątkiem tej, którą można kupić w każdym hipermarkecie. Nie dajcie się zwieść: ta wersja jest po prostu niejadalna i można do końca życia nabrać niechęci do ślimaków i to z wielką szkodą dla podniebienia…