Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

W czasach, w których głównym narzędziem mojej pracy była proca, zostałem uprzejmie poinformowany, że istnieje pewna zależność pomiędzy otrzymywaniem prezentów, a zachowywaniem się tak, jak tego oczekują dorośli. Część tej informacji dotyczyła sytuacji, w której moje zachowanie uznano by za niewłaściwe – wówczas miast prezentu miały na mnie czekać ziemniaczane obierzyny. Pięknie zapakowane, żeby podbić dramaturgię, ale najzwyklejsze w świecie obierzyny: symbol kary za celowanie z procy w nauczycieli i inne fajne rzeczy. W ten sposób uczyniono z obierzyn, coś najgorszego na świecie, znikomą „małość”, coś, czego na pewno by nikt nie chciał. I właśnie to przyszło mi na myśl, kiedy w nowej gliwickiej restauracji z premedytacją zamówiłem obierzyny. Na pohybel dobremu zachowaniu!
Lokal nazywa się „Duży Pokój” i nawet wygląda jak by był zrobiony w dużym pokoju. W każdym razie jest to całkiem „klimatyczne” miejsce – ściany w gołych cegłach, ciemne meble, regały z książkami, pianino i wszelkie inne atrybuty domowej atmosfery. Do tego sączący się z głośników jazz i kelnerka: „jak jest pan sam, to przyniosę panu coś do czytania, dobra?” No pewnie, że dobra, więc czekając na zamówienie zapoznałem się z ofertą gliwickiego informatora. Drugie pojawienie się pani kelnerki było jeszcze fajniejsze – otóż zapragnąłem lampki wina i pytam czy mają takowe. Na to słyszę, że i owszem jest stołowe wytrawne czerwone i do tego niemieckie (150 ml za 5 zł). No więc, na dźwięk słowa „stołowe” mimo woli krzywię się nieco i w tej samej chwili identyczne skrzywienie widzę u kelnerki. „To niedobre, co?” – pyta wciąż przezabawnie skrzywiona – „ale może ja przyniosę i sobie pan powącha przynajmniej”. Rozbrajające, prawda? Oczywiście, że powąchałem przynajmniej, i wypiłem przynajmniej, bo się jednak okazało, że się da wypić.
W końcu sięgnąłem do menu i od razu uwagę moją zwróciła przystawka „skiny” ziemniaczane podawane z dipem czosnkowym/ziołowym/ostrym (5 zł), które okazały się wspomnianymi na początku obierzynami. Zanim jednak je dostałem (bo przygotowanie trwa czas jakiś) zamówiłem i spożyłem polędwicę wieprzową faszerowaną węgorzem, podawaną ze smażonymi ziemniaczkami i gotowanymi warzywami (25 zł) i… odpadłem! Sam zestaw smaków już budzi zadziwienie – wędzony węgorz i polędwica wieprzowa, to jakby Napoleon i Wellington przełożeni jedną kanapką! Dwa dania z kompletnie innej planety i na dodatek tak połączone, że trudno je spożyć oddzielnie. Zatem odkrawam kawałek, wbijam widelec i… kurde, dobre. Powiem więcej: specyficznie znakomite! Potrawa w sam raz dla wszystkich znudzonych obżartuchów lubiących eksperymentować ze smakiem. Co tu dużo mówić – wcale udany eksperyment.  
Siedziałem sobie zatem w Dużym Pokoju zastanawiając się, ile osób w Gliwicach sprzeda taksówkarzowi ten dowcip z brodą, w którym zapytany w taksówce pijaczyna o miejsce odtransportowania odpowiada: „Do domu”. „A dokładnie, to gdzie?” – dopytuje taksówkarz. „A dokładnie to do dużego pokoju!” Ba, siedziałem tak i czułem się człowiekiem kulturalnym, skoro dano mi do przeczytania informator, dzięki którego pięciokrotnej lekturze w sprawach repertuaru Gliwickiego Teatru Muzycznego na kwiecień zacząłem być ekspertem. A tak poważnie, to cieszy, że w Gliwicach przybywa knajp i to do tego zrobionych z głową. Coraz więcej, to miasto ma Rynek z prawdziwego zdarzenia, z mnóstwem restauracyjnych parasolek, czego nie mogę przeboleć idąc przez katowicki rynek, którego z kolei jedyną ostatnio atrakcją są dwie blondwłose strażniczki miejskie wlepiające mandaty źle parkującym kierowcom.
I jest jeszcze jedna rzecz, o której warto tu wspomnieć. Otóż obsługująca mnie kelnerka miała w sobie coś, co powodowało, że przyjemność raczenia się kulinarnymi wdziękami Dużego Pokoju rosła. Otóż oprócz uśmiechu dzieliła się jeszcze ze mną entuzjazmem, a to już jedna z najbardziej pożądanych cech obsługi restauracji. Bo przecież entuzjazmem zarażamy się szybciej niż grypą. Z tą różnicą, że grypa zwala z nóg, entuzjazm zaś na nogi stawia. I tego należy sobie życzyć! 

Restauracja Duży Pokój, Gliwice, ul. Kłodnicka 2

od redakcji – lokal zlikwidowano w czerwcu 2006 roku.