Autorem wpisu jest: Robert Fiałkowski

Jest rok 1963. Afryka zrzuca kajdany kolonializmu. Z odległych zakątków Czarnego Lądu napływają do Addis Abeby przywódcy klanów, dostojnicy i satrapowie. Przybywają na pierwszy zjazd prezydentów niepodległej Afryki. Łączy ich troska o losy wynurzającego się z kolonialnego ładu kontynentu, gdzie na nowo odżyły dawne waśnie plemienne i rodowe.

Dostojny cesarz i jego dwór
Panujący „Król Królów", cesarz Etiopii Hajle Selasje I wydał imponujące przyjęcie dla swych gości. Specjalnie wysłanymi czarterami zwieziono wina i kawior z Europy. Nie szczędzono pieniędzy na przyjazd z Hollywood utalentowanej etiopskiej śpiewaczki Miriam Makebe. Cesarz znał doskonale znaczenie symboliki, dworskiej etykiety i ceremoniału, na co nie szczędził nigdy pieniędzy. Dzierżył w ręce berło, miał na ramionach cesarski płaszcz, trzymał w ręku dwie złote lance i oprawną w złoto Biblię. W ciągniętej przez osiem białych rumaków, zdobionej karecie udawał się do swego pałacu.

Władca Etiopii zaprosił swoich gości do położonego na wzgórzu starego pałacu. Jego ściany zdobiły aksamit i purpura, w powietrzu unosił się zapach mirry i kadzidła. Komnaty pałacu były obwieszone krzyżami koptyjskimi, ikonami i rzeźbami. Gościom bacznie przyglądały się afrykańskie maski z hebanu, z zastygłym od rytualnego transu, tajemniczym grymasem na twarzy, wśród których wyróżniały się upiorne postacie czarowników. Na oczach gości cesarz z lubością dokarmiał przywiązane do łańcucha lwy i lamparty, podając im poszarpane kęsy mięsa ze srebrnej patery.

Na uroczystości przybyło kilka tysięcy ubranych w szlacheckie i plemienne stroje gości. Wysoko postawionym podano najlepsze jadło, każdy ród zgodnie z protokołem cesarskim otrzymał innego koloru zaproszenie. Szczególnie aktywne było ministerstwo ceremoniału i departament orszaków, które dbały o właściwy przebieg uroczystości.

Goście podążali dziedzińcem pałacu wzdłuż szpalerów gwardii cesarskiej trzymającej w rękach szable i halabardy, przybyłych witali odziani w tradycyjne stroje pałacowi lokaje. W ślad za cesarzem na dziedziniec wkraczali dostojnicy, w orszaku słudzy nieśli parasole procesyjne, baldachimy i bębny. Na szczytach wież w świetle pochodni grali egzotyczni trębacze, w cieniu krużganków trupy teatralne odgrywały pradawne sceny z życia cesarzy Etiopii. W podcieniach pałacu na egzotycznych instrumentach grali etiopscy pieśniarze, zawodowi tancerze fikali koziołki ku uciesze biesiadników. Z wysoko położonych balkonów kolorowo ubrane dziewczęta obsypywały gości kwiatami, a niebo oświetlały pióropusze sztucznych ogni.

Uczta w starym pałacu
Pałac tętnił bujnym życiem, przed dziedziniec przepływały rzędy samochodów, w korytarzach tłoczyły się delegacje. Pałac zaludniały różne frakcje i koterie, arystokracja zabiegała o swoje kraje i prowincje, ambasadorzy gawędzili w salonach, rozprawiali o przyszłości Afryki. Gdy zasiedli wszyscy do stołu wszedł cesarz mający u swego boku Nasera. Rozległy się owacje na cześć cesarza i jedności Afryki. Wszystkich olśniła srebrna zastawa stołowa w stylu hararskim. Wiele antycznych sreber pochodziło z pałacu w Gonderze gdzie mieściła się dawna stolica Etiopii. Recytowano poezję w języku amharskim, kunszt poetycki był zgodny z rdzennie etiopską zasadą „ wosku i złota". Woskiem jest nasuwający się pierwsze znaczenie, „złotem" to, które jest zrozumiałe po stopieniu się „wosku", recytowano satyryczne anegdoty, bajki ludowe i porzekadła, którymi zabawiano gości. Krążyły wieści, że od czasu średniowiecznej Etiopii nie było tak pięknego przyjęcia.

Cesarz dyskretnym ruchem dłoni zaprosił gości na ucztę. Z rąk do rąk podawano butelki wina, które nalewano do złotych pucharów. Udekorowane torty ociekały słodkim i barwnym cukrem. Spiętrzone góry mięsa, ryb, serów i owoców wznosiły się na stołach. Na wielkich kolorowych tacach leżały jeden na drugim placki zwane indżera. Ciasto wylewane na olbrzymią patelnię po minucie było gotowe do jedzenia. W smaku lekko kwaskowate, po dodaniu sosu szybko nim nasiąka, zamieniając się w miękką papkę. Dodatkiem do indżery był sos – wat, kurczak – doro lub mięso – tibs. Na srebrnych tacach podano kolejny specjał zwany kitfo – rodzaj etiopskiego tataru, mocno przyprawionego surowego mięsa spożywanego na ciepło. W wielkich dzbanach podano etiopski miód pitny – tez będący łagodnym, lekko sfermentowanym napojem. Stoły były pełne potraw na bazie grochu i soczewicy, wśród nich wyróżniał się mysyr out – pyszny sos z czerwonej soczewicy. Przysmakiem było surowe mięso jagnięce. Na oczach biesiadników kelner ostrą lancą wykrawał smakowite kęsy wiszącej na hakach antylopy lub gazeli. Odkrojony skrawek zawijano plackiem indżery, maczano w sosie i w tej postaci zjadano. W powietrzu unosił się zapach curry, czosnku, imbiru, ostrej papryczki typu chilli, tymianku, goździków czy kozieradki. To one dodają etiopskim potrawom smaku i ostrości. Po obfitym posiłku podano do stołu dumę etiopskiej kuchni- kawę. Etiopska kawa smakuje wybornie, ziarno pali się bezpośrednio przed spożyciem i zaparza w specjalnym na tę okazję czarnym dzbanku.

Cesarz tworzył wokół siebie mit, był postacią powszechnie uznaną i szanowaną, pełną przy tym osobistego uroku. Wierzono, że był potomkiem królowej Saby i króla Salomona. Afrykańscy książęta przybyli do niego z licznymi prezentami w nadziei, że uda się wraz z nim zbudować lepszy świat. Etiopia – jedyny kraj Afryki, który nigdy nie ugiął się pod naporem kolonializmu była tego dobrym symbolem.