Składniki:

Czas przygotowania

minut

Liczba osób

Pani Łyżeczka rozpisała się ostatnio o swej urlopowej wyprawie do Italii, zachwycając się wysublimowaniem Włochów i prostotą acciughe fresche, czyli sardeli, a może odwrotnie… (sardela? Nie wiedziałem że istnieje taka ryba). Cóż, ja nie byłem jeszcze na urlopie,a języki i ryby obce są mi obce, ale od razu pomyślałem, że napiszę dla równowagi o czymś swojskim. Wszak Polacy nie gęsi i swój narodowy specjał, czyli codzienne, pyszne i tanie ziemniaczki/kartofle/pyry na obiad mają. Szczególnie ci, którym daleko jeszcze do urlopu. Nie, to jednak kiepski przykład z tymi ziemniakami i inną włoszczyzną… No to co my tu alternatywnie mamy swojskiego? Mamy kaszę jaglaną! Ostatnio chyba wraca do łask – podobno samo zdrowie, a przede wszystkim jako jedyna z kasz działa ona zasadotwórczo na organizm! Ostatnio wkręciłem się w dietę odkwaszająca, postanowiłem bowiem odżywiać się zdrowiej, aby żyć wiecznie, a przynajmniej dożyć mundialu, w którym Polacy zagrają cztery mecze.

To ostatnie było złośliwe, wiem, ale tak a’propos to cieszy, że Włosi jednak odpadli w fazie grupowej, nawet im się więc zdarza, chociaż są tacy piękni i wysublimowani w kuchni jak pisze Pani Łyżeczka.

No więc co do kaszy jaglanej, to- pomijając fakt, że samo zdrowie, krzemionka, witaminy, bezglutenowa, odkwaszająca, lekkostrawna itd.- podobno da się z niej zrobić wszystko, łącznie z tortem urodzinowym. Ja od jakiegoś czasu przyrządzam ją po prostu na obiad jako… kaszę, do tego warzywka i jakiś drób czy coś, albo przykładowo sadzone jajka i tak ostatnio żyję, i mam się dobrze, i cieszę się, że mój organizm przestaje być jednym wielkim kwasem. Najgorzej jest bowiem wszakże nie mieć żadnych zasad, jak powiedział Brudny Harry. A może wcale tak nie powiedział.

Na słono? Na słodko? Z kiwi? Z curry? Ze szpinakiem? A może brownie z kaszy jaglanej (ostatnio zostałem poczęstowany, boskie). Przepisów na przyrządzenie kaszy jaglanej jest tyle, że jakby wczesnym wieczorem zacząć czytać je wszystkie jeden po drugim jakiejś fajnej dziewczynie, to nieprzespana noc gwarantowana (przynajmniej Twoja). Jeślibyście jednak chcieli uniknąć takiej sytuacji, zaraz podam jeden z nich, który wypróbowałem niedawno.

Tak czy owak, w przygodzie z kaszą jaglana należy pamiętać o najważniejszym: wymaga ona specjalnej wstępnej obróbki, żeby nie była gorzka. Należy ją więc dokładnie przepłukać, najpierw zimną wodą, a potem wrzątkiem, tenże odlać i dopiero wstawić ją do gara czy parowara. W sumie to wyczytałem to kiedyś w internetach i stosuję ten sposób, ale powiedziałem sobie pewnego dnia, że spróbuję tego nie zrobić i sprawdzić, czy rzeczywiście będzie wtedy aż tak paskudna jak piszą.Może będzie właśnie jeszcze lepsza, tak jak wolę gorzką kawę od słodkiej? No ale za każdym razem mówię sobie: jeszcze nie dziś.

Oto więc, co zgotowałem sobie ostatnio wg przepisu, który podaję za jednym z wielu blogów i fanpejdży wyznawców kaszy jaglanej (oczywiście pozapisywałem się już na wszystkie i czekam na liczne jaglane ciosy na mojej fejsbukowej tablicy). Dokładnie rzecz biorąc zastosowałem przepis zamieszczony na http://eat-run-havefun.blogspot.com/. Jest to jaglanka ze szpinakiem – wybrałem szpinak, gdyż także jestem jego wyznawcą, o czym być może wcześniej nie wspominałem, ale jeszcze pewnie wspomnę.

Sposób przygotowania:

  1. Kaszę jaglaną gotujemy według przepisu na opakowaniu.
  2. Cebulę, czosnek i szynkę kroimy w kostkę.
  3. Na rozgrzaną patelnię z dodatkiem oliwy dodajemy pokrojone w kostkę składniki.
  4. Gdy cebula zeszkli się dodajemy zamrożony szpinak.
  5. Suszone pomidory kroimy na mniejsze części i dodajemy do szpinaku.
  6. Czekamy aż szpinak straci całą wodę.
  7. Dodajemy kaszę jaglaną.
  8. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. Wszystko razem mieszamy.

Tak naprawdę nie dodałem pomidorów, bo nie miałem suszonych, tylko takie normalne, a nie wiedziałem, czy takie mogą być.

Po tych powyższych kulinarnych wygibasach muszę zdradzić, że mnie naprawdę wystarczy nawet, jak ugotowaną, osoloną (tylko solą morską!) kaszę jaglaną omaszczę łyżką masła i.. tyle! Tzn. wystarczyło do momentu, kiedy nie zjadłem tego, o czym napisałem wyżej. Było pyszne i – co ważne – szybkie. Ale na pewno będę eksperymentował dalej.

 

Ps. Kasza kaszą, dieta dietą, ale przy półfinałach to bez pizzy z kumplami się nie obejdzie. To się jednak Włochom udało…

 

(fot. Marcos Fernandez Garrido, z Flickr)