Autorem wpisu jest: Robert Fiałkowski

Każdy, kto chciałby choć trochę wiedzieć, co może myśleć o swoim panu i jego upodobaniach kulinarnych czworonożny przyjaciel, niech sięgnie po znakomitą książkę Petera Mayle’a „Psi żywot”. Zawarty w niej opis zwyczajów przy stole znanego w świecie autora książek o Prowansji pozwala poznać jego najbardziej skrywane sekrety. O przewrotności autora niech świadczy fakt, że jego pobyt w Prowansji był już opisany w takich znanych książkach, jak „Rok w Prowansji, czy „Na zawsze Prowansja”. Wygląda na to, że autor nie wyjawił w nich wielu ciekawych szczegółów. Poszukiwał zręcznej formy, za pomocą której mógłby opowiedzieć więcej o przywarach ludzkiej natury. Pomysł przyszedł sam. Po długiej tułaczce pośród leśnej głuszy, zawitał w prowansalskiej posiadłości Petera Mayla pewien kundelek.

Jako znawca ludzkiej psychiki szybko zjednał sobie serca gospodarzy, po czym na dobre się u nich zadomowił. Już na samym początku zauważył, że gospodarze z uporem utrzymują, że kochają sielski spokój i prostotę, że nade wszystko leży im na sercu prowadzenie wolnego od młodzieńczych wybryków wiejskiego życia. Bystrym okiem psa zauważył, że to swoje pobożne życie gospodarz zbyt często urozmaica starym porto, z tendencją wzrostową dla tegoż ostatniego. Wkrótce też pojął, że gospodarz nie posiada rzucających się w oczy nadzwyczajnych uzdolnień, chyba, że za takowe uważać będziemy wprawne posługiwanie się korkociągiem. Poza tym okazało się, że jest to jedyne narzędzie w gospodarstwie, przy którym tak na prawdę czuje się pewnie i swobodnie.

– Mój pan lubi pić, tylko się kryguje, dlatego tak gorliwie wyszukuje okazje – to celna psia konkluzja. Maylowie okazali się w tej kwestii bardzo pomysłowi. Nasz psi bohater był świadkiem imprez z okazji pierwszego kukania kukułki, stukania dzięcioła lub przylotu bocianów na okoliczne łąki.
Na porządku dziennym były spotkania, podczas których mistrz ceremonii kołyszącym krokiem, z kieszeniami pełnymi korkociągów, przynosił kolejne butelki z rodzinnego majątku. Zuch (tak się wabił pies) doszedł do wniosku, że degustacje wina to pijaństwo przystrojone w zacną szatę tradycji. Co do tego nie ma już żadnych wątpliwości.

W upalne dni z ocienionego miejsca pod stołem widać niekiedy więcej. Spotkanie zwykle zaczyna się niewinnie, od przydługawej przemowy na temat klasy spożywanych win. Słychać wtedy rady na temat zasad degustacji, uczone dysputy poświęcone głębokim doznaniom smakowym, niuansom dotyczącym bukietu wina i kilku jeszcze innych „głupot”. Mawiają, że wino ma charakter i osobowość, że wymaga od degustującego zaangażowania całego serca. Tego to już było za wiele. Po takiej nikomu nie potrzebnej przemowie zapada cisza, a potem nie wiedzieć, czemu zaczyna się festiwal mlaskania, siorbania, bulgotania, a potem plucia przy wtórze mamroczącego coś z dumą mistrza ceremonii.

Są też takie wieczory, że w żaden sposób nie można przerwać libacji. Chyba, że zrobi coś niemądrego i nieopatrznie upuści piłkę w talerzu z zupą. Z czasem wypadki lubią wymknąć się spod kontroli. Panuje wtedy chaotyczny zgiełk, beztroskie wymachiwanie stopami, obmawianie bliskich, i zaledwie parę okruszków dla milczącej, psiej mniejszości pod stołem.
Po imprezie, w kuchni, gromadzą się psy, by biesiadować wśród resztek uczty. Gospodarz liczy puste butelki i przysięga, że już nigdy nie zaprosi więcej takich gości. Zarzeka się, że chciałby poznać innych znajomych, najlepiej abstynentów…

„Psi Żywot” to doskonałe studium psiej natury, które wprowadza nas w zabawny sposób w świat autora i jego przyjaciół. Bohater książki po mistrzowsku oddał nawyki i upodobania swojego pana i pozostałych biesiadników. Autor z wdziękiem opisał w niej trunki, potrawy oraz autentyczne zwyczaje panujące wśród prowansalczyków. Plastyczny opis potraw sprawia, że czujemy w powietrzu unoszący się zapach przypraw i lawendy. W kielichach tańczą aromaty, a ich bukiet roznosi się subtelnie po całym domu. Peter Mayle zawarł w książce wiele zabawnych gagów i niespodziewanych zrwotów akcji. Żywa, pełna humoru narracja przybliża nam tajniki ludzkiej natury, świadczy o dużym dystansie i przenikliwości autora. Język Mayle’a jest żywy, namacalny i bezpośredni. Książkę czyta się jednym tchem. To prawdziwa uczta dla konesera!

Peter Mayle „Psi żywot”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2002