Autorem wpisu jest: Dorota Mrówka

„Gdy upał już nieco zelżał (…) wystawiano tace mieniących się srebrem rolmopsów z gorczycą i wielkie, pachnące jałowcem patery pełne sypanych kryształami soli świeżo wędzonych fląder, mieniących się w promieniach gasnącego słońca miodowym blaskiem jantaru.”
Ten poetycki opis mógłby przywodzić na myśl jeden z tych eleganckich bankietów w ogrodach marmurowych rezydencji, gdzie spotyka się śmietanka polityki i biznesu. Nic bardziej mylnego. To obrazek z czasów, kiedy w kraju szalała jedynie słuszna doktryna, a wszelkie objawy dobrobytu u tzw. zwyczajnych ludzi były źle widziane. A jednak ostało się miejsce, gdzie pomimo szarzyzny komunizmu, notorycznego braku pieniędzy i wolności, co roku spotykali się ludzie z wyobraźnią, gestem i polotem. Jastarnia.

Tak – ta niewielka miejscowość na Półwyspie Helskim, przez kilkadziesiąt lat, w okresie wakacji, gościła wszelkiej maści oryginałów, artystów, dandysów i – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – ludzi pozytywnie zakręconych. Na dwa miesiące w roku miasteczko zmieniało się w stolicę dobrej zabawy. A wszystko za sprawą legendarnej „Grupy”. W jej skład wchodzili aktorzy, malarze, profesorowie różnych dziedzin, architekci, specjaliści od zarządzania, inżynierowie, modelki i wielu innych. Ściągali tu z Krakowa, Warszawy i Łodzi, by prze kilka tygodni cieszyć się życiem, słońcem, morzem i swoim towarzystwem.

„Epopeja Helskiej Balangi” – z której pochodził apetyczny opis darów morza, opowiada o tych kolorowych ludziach i czasach, którym nadawali barw. To bogato ilustrowany pamiętnik, w którym znajdziemy wspomnienia jego autora, serdeczne wpisy przyjaciół, mnóstwo zdjęć i pamiątek. Krzysztof Pasierbiewicz, wykorzystując formę pamiętnika, mógł pozwolić sobie na osobisty, gawędziarski styl – czasami zdradza niektóre tajemnice „Grupy”, opowiada o ludziach, z którymi spędzał czas, o miejscach, w których jadano, spotykano się i wymyślano kolejne „awantury”. Wiele z tych miejsc już nie istnieje, ale dzięki książce mają szansę na przetrwanie w ludzkiej pamięci – kultowa „Szklarnia”, gdzie wypadało się pokazać, „Maleńka”, gdzie chadzało się na śniadania i na kawę, restauracja „Wawrzyniak”, gdzie podawano „ rozpływający się w ustach, boski dorszowy filet”, w „Emilu” w Kuźnicy serwowano zaś „tatara z łososia i wybornego węgorza w koperkowym sosie”.

W książce znajdziemy wiele takich działających na wyobraźnię opisów. Okazuje się, wybrzeże Bałtyku nie tylko może konkurować z francuską riwierą, ale bije ją na głowę. Nigdzie bowiem nie ma tak serdecznych ludzi, takiej atmosfery, jak na Helu. I nic się w tym względzie nie zmienia, pomimo upływu czasu.
Zatem zamiast wydawać fortunę na przeludnione plaże „ciepłych krajów, może warto pójść tropem autora ksiązki i odkryć dla siebie polskie wybrzeże?

Krzysztof Pasierbiewicz, „Epopeja Helskiej Balango Grupa”, Kraków 2006