Jeszcze do nie tak dawna tęsknie wracałam do lat 90., kiedy miałam okazję zimą mieszkać w Niemczech. To tam zauroczyły mnie jarmarki z muzyką, kolorowymi światełkami i tym przepysznym zapachem Glühweinu. Wtedy niestety na większość z oferowanych atrakcji patrzałam z podziwem i żalem niedostępności – byłam jeszcze małolatą. Dziś z przyjemnością przyglądam się zjawisku, które pozwala miastom i miasteczkom poczuć ducha świąt już na początku grudnia – tym dużym pomagając w promocji, mniejszym pozwalając zjednoczyć mieszkańców wokół wspólnego celu, w jednym miejscu, a dla poszukiwacza kulinarnych wrażeń być źródłem inspiracji.

Co znajdzie miłośnik kulinariów na jarmarku oprócz wspomnianego grzańca, a także klasycznych stoisk z bigosem czy pieczonym mięsem? Jarmarki pozwalają na chłonięcie wiedzy u źródeł, poznanie nowych smaków, degustacje i zakup produktów regionalnych. Dlatego chętnie zaopatruję się na wtedy w przeróżne przyprawy czy herbaty, których nie dostaniemy w zwykłym sklepie, a mamy pewność, że pochodzą z ekologicznych źródeł. Lubię nowości, więc chętnie podpytuję sprzedawców o ciekawe nowości, o propozycje jeszcze przeze mnie nieodkryte lub pomysły na urozmaicenie konkretnej potrawy. Odchodzę wprawdzie z lekkimi wyrzutami sumienia, bo jakże można tyle pieniędzy przeznaczać na przyprawy, ale jak to na jarmarku – można się targować, a i wystawcy doceniają swoich klientów rozpieszczając gratisami i rabatami. To także możliwość nawiązania kontaktu ze sprzedawcą, który wystawiając się także reklamuje swoje często stacjonarne czy internetowe sklepy.

Chętnie odwiedzam stoiska z różnego rodzaju wędlinami i mięsem – oprócz naszych polskich coraz częściej pojawiają się goście zza wschodnich granic. Warto kosztować, pytać i kupować – choćby po trosze w oferowanych produktów – by poszerzać swoje smakowe horyzonty. Podobnie sytuacja wygląda z pieczywem, które dziś już nie ogranicza się do pajdy chleba ze smalcem, a szerokiej oferty chlebów na zakwasie, jasnych i ciemnych, z przeróżnymi dodatkami i właściwościami zdrowotnymi.

Można spałaszować różnego rodzaju bakalie i ciekawe orzechy w czekoladzie, kupić ekologiczne produkty (soki, warzywa, a nawet ciasta), zjeść pieczone kasztany (skusiłam się – jednak te domowo robione ostatnio przeze mnie nie smakowały tak wyśmienicie jak te jarmarkowe – może to magia świąt?), czy owoce w czekoladzie. Nie brakuje żelek, gofrów i oscypków, ale te równie dobrze można znaleźć na co dzień i to w zdecydowanie niższych cenach… Prawdę powiedziawszy bledną one w konfrontacji z przysmakami z Europy i świata, baklavą, flammkuchen, serami czy kiełbasami.

Choć do zachodnioeuropejskich jarmarków jeszcze nam spooro brakuje, i u nas każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie lub przynajmniej wyjdzie z garścią wizytówek, by w domowym zaciszu zgłębić swoją wiedzę na interesujące nas tematy. Wróciłam właśnie z Jarmarku w Poznaniu i choć nie jest za duży, znalazłam tam ciekawą herbatę, zjadłam wspomniane kasztany i przywiozłam m.in. garść informacji o czystku, ale o tym w kolejnym z naszych wpisów 🙂