Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Cel uświęca środki? No, w tym wypadku jak najbardziej – o ile celem są nasze kubki smakowe, a środkami żyjątka z czułkami. Niestety wciąż jeszcze pokutuje pogląd, że wszelkie owoce morza to najzwyczajniejsze obrzydlistwo, czemu trudno się dziwić widząc jak amatorom ośmiornic w trakcie konsumpcji z ust wystają nóżki. Nie mniej jednak już po spróbowaniu panierowanych octopusów z patelni z bezbłędnie pasującym do nich białym winem, czujemy się jak w niebiosach dobrego smaku. Najlepsze są oczywiście w małych rodzinnych restauracyjkach na południu Włoch, ale z drugiej strony lepszy wróbel w garści… O pardon! Miało być: lepsza ośmiorniczka pięknie odmrożona i podana w centrum Katowic, niźli marzenie o ośmiorniczce świeżej na plaży pod Pescarą. W każdym bądź razie amatorów nowych smaków zaczyna przybywać i coraz częściej w menu naszych restauracji znaleźć można nie tylko pojedyncze potrawy, ale i całe działy poświęcone owocom morza. Do tego dorzućmy jeszcze ślimaki (zdecydowanie najlepsze po burgundzku) oraz żabie udka (te polecam w panierce wraz z cytrynowo – czosnkowym sosem), a obraz kulinarnego rozpasania naszych ziomków będzie kompletny. Wiedzą, co się je, ale samo to jednak nie wystarcza, bo należy również wiedzieć, jak jeść – przecież nie wszystkie części homara nadają się do spożycia, nieobrana krewetka smakuje wielokrotnie gorzej od obranej, a woda w miseczce podawanej do owoców morza smakuje pewnie całkiem nieźle – tyle, że nie do picia służy. Polecam zatem krótki przegląd tego co na talerzu i tego, jak należy sobie z tymi dziwactwami poradzić.