Autorem wpisu jest: Robert Fiałkowski

Kalifornia, ziemia obiecana europejskich emigrantów, długo i mozolnie wykuwała własne tradycje winiarskie. Odważni wędrowcy przemierzali Dziki Zachód w poszukiwaniu swojej szansy życiowej. Najbardziej wytrwali dotarli do oblewanej wodami Pacyfiku uroczej Kalifornii. Wraz z sobą przywieźli tu swoje zwyczaje, upodobania i nawyki. Długa była lista tych amerykańskich porto, tokajów, fałszywych Bordeaux, którymi raczono się w czasie "gorączki złota" w barach i salonach Dzikiego Zachodu.

Kalifornia to cud natury. Niebotyczne góry na wschodzie, żyzne doliny w centrum i przepiękne wybrzeża nad Oceanem Spokojnym, przyciągają niczym magnez. Zwrotnikowy klimat, pogodni ludzie, mieszanka kultur i narodowości wszystko to przydaje jej kolorytu. Na zachodnie wybrzeża Pacyfiku chętnie nadciągali wędrowcy oraz pionierzy winiarstwa.

Korzenie winiarstwa
Już pierwsi odkrywcy tych ziem, Wikingowie, nazywali kraj za Oceanem ojczyzną wina. Rodzimy szczep Vitis riparia rośnie tu w stanie dzikim od niepamiętnych już czasów. Doskonałe warunki glebowe i klimatyczne sprawiły, że winorośl porastała duże obszary Kalifornii. Po podbojach Corteza, Hiszpanie zwietrzyli dobry interes. Chcieli uczynić z Ameryki jedną wielką winnicę. Kroniki podają, że pierwsze krzewy sprowadzili ze sobą jezuici. Zasadzoną europejską winorośl nazwali "mission". Była ona plenna i odporna na szkodniki, ale dawała wino nijakie, bez wyrazu. Z czasem winiarstwo rozkwitło. Dynamiczny rozwój zagroził hiszpańskim plantatorom ze Starego Świata. Użyli więc swoich wpływów, by utrudnić życie nowym winiarzom. W krótkim czasie wykarczowano niemal wszystkie plantacje w Ameryce. Ostały się tylko te, które były położone w niedostępnych górach Kalifornii.

Winiarstwo z prawdziwego zdarzenia pojawiło się w Kalifornii w połowie XIX wieku, za sprawą węgierskiego arystokraty Agostona Haraszthy, który sprowadził szczepy winne z Europy, między nimi znakomity Zinfandel, który dobrze przyjął się w rejonie San Diego.
Nadało to nowy impuls rozwojowy amerykańskiemu winiarstwu. Powstawało setki posiadłości, rozrastały się plantacje, producenci stawali się bogatsi o nowe doświadczenia. Pod koniec XIX wieku przyszły ciężkie lata dla producentów wina. Najpierw filoksera, później prohibicja zniszczyły większość plantacji. Okazało się to jednak zbawienne dla jakości kalifornijskiego wina. Dziś winiarstwo to stoi na wysokim poziomie. Powstają tu wina, które nie odbiegają jakością od znanych marek europejskich.

Czasy rozkwitu
Kalifornia podzielona jest na pięć regionów winiarskich, odzwierciedlających różnorodne strefy klimatyczne biegnące z północy na południe. Biografie spadkobierców słynnego winiarza i arystokraty węgierskiego są bardzo różnorodne. Są wśród nich książęta, bankierzy i wielkie osobowości. Za nimi szły fortuny, zamienione na bogate winnice i posiadłości. Nie było chyba na świecie drugiego takiego miejsca, które bogaciłoby się w takim tempie, jak Kalifornia. Wraz ze wzrostem poziomu życia zmieniały się upodobania i gusta konsumentów, którzy coraz częściej sięgali po lepsze trunki. Z czasem powstały renomowane piwnice, które swoją sławę zawdzięczają starannej uprawie winnic i produkcji wina według sprawdzonych receptur. W latach 80. XX wieku miał miejsce ostatni atak filoksery, który zniszczył niemal wszystkie winnice w Kalifornii. Przetrwały tylko takie szczepy jak: Cabernet Savignon, Merlot oraz Chardonay, które dziś doskonale się rozwijają.

Najsłynniejszą winnicą w Kalifornii jest Napa Valley. W języku Indian oznacza ona ziemię obfitości. Panuje tu klimat śródziemnomorski. W posiadłościach Kalifornii rola plantatora oddzielona jest na ogół od wytwórcy win. Jedynie najwięksi plantatorzy są też winiarzami. Od niedawna zaczęło się to jednak zmieniać.

Nowe trendy
Nastały dobre czasy dla kalifornijskiego winiarstwa. Konsumpcja wina rośnie w USA w bardzo szybkim tempie. Na przekór tradycji zapanowała w Kalifornii moda na produkcję tanich, ale dobrych win. Przoduje tu Fred Franzia, prezes Bronco, potomek włoskich emigrantów, który rzucił wyzwanie producentom wina w Kalifornii. A jest o co walczyć, gdyż Amerykanie konsumują wino z upodobaniem i z każdym rokiem rośnie liczba miłośników tego szlachetnego trunku. Odbywa się to kosztem nawet tak mocno kojarzonych z amerykańską tradycją alkoholi, jak bourbon czy whiskey. Sztandarowe wino Freda, Charles Shaw (zwane „winem za dwa dolce") podbija serca. Co ciekawe – podczas degustacji w ciemno kiperzy ocenili to wino lepiej od znanych win markowych. Trunek zdobył nawet dwa złote medale w kategorii "najlepsze wino kalifornijskie". Wino to kupują nie tylko najubożsi, ale również klasa średnia i koneserzy. Sprzedaż marki sięga 75 ml. butelek rocznie i stale rośnie. Imperium Franzy rozciąga się od Sacramento po Los Angeles, każdego roku dokupuje nowe ziemie i poszerza uprawy. Jego postać jest na językach całej braci winiarskiej w Kalifornii. Jedni mają go za oszusta, który wykorzystuje sławę Napa Valley, inni mówią, że chroni konsumentów przed chciwymi producentami, którzy łupią klientów, nabijając ich przy tym trochę w butelkę…

Foto: www.wikipedia.pl