Autorem wpisu jest: Barman Service

Przeglądając w sieci strony internetowe poświęcone gastronomii, a w szczególności barmanom, można napotkać wiele odnoszących się do stylu „Flair” , kiedy powstał, czym jest i jak się rozwijał. Ponieważ nie chcę powtarzać wielokrotnie podawanych w przeróżnych artykułach i książkach informacji, opowiem krótko swoją historię.

Moja przygoda z „flair” zaczęła się, gdy po raz pierwszy chwyciłem za butelkę, próbując obrócić ją na dłoni. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że spadający kawałek szkła może wyznaczyć kierunek moich pasji. Po chwili za to usłyszałem dźwięk rozbijającej się butelki.
To nic……. Jeszcze raz ……….i znowu brzdęk. Biorę kolejną, próbuję być flair, choć słowo to znam zaledwie od 3 minut. I stuk…. i trzask ….i znów jedna za drugą sypią się na ziemię niczym klienci po piątej „secie”.

Nie poddałem się zacząłem trenować, podpatrywać starszych kolegów z branży, oglądać filmy z najlepszymi. Mijały tygodnie pełne wyrzeczeń i wylanego potu. Dopiero po pewnym czasie zacząłem łapać wyrzucane butelki, a rozkręcając się coraz bardziej nabierałem ochoty do dalszego wysiłku.

W poprzednim artykule Łukasz przedstawił charakter klasycznego konkursu barmańskiego. Walka o laury w kategorii „Free style” wygląda nieco inaczej. Najpierw, jak na każdym konkursie – zapisy, potwierdzenie przybycia u organizatora, losowanie numerów startowych. Potem rozgrzewka flair w pokoju przygotowań (jedynie w tej strefie jest dozwolona, nigdzie po za nią nie wolno przygotowywać się do występu). Od tej chwili zaczyna się walka psychologiczna, ostre spojrzenia na potencjalnych przeciwników …a może się wystraszą i pogubią w swoich wcześniej opracowanych programach? I tak czasami bywa!!

Ale do rzeczy, po zapoznaniu z nowymi twarzami i przeuroczymi hostessami, pora na eliminacje, czas konkurencji numer jeden.

Ten etap to przeważnie tzw. FREE POURING, czyli nalewanie alkoholu bez użycia miar barowych. Bezpośrednio przed nalaniem losujemy, ile z której ręki decylitrów wyskokowego płynu znajdzie się w przeznaczonym do tego celu kubku. Te zmagania wydają się być proste, ale tylko na pozór – dokładne nalanie co do mililitra wymaga wieloletniego doświadczenia za barem i wielu, wielu prób.

Kolejną konkurencją jest SPEED FLAIR, czyli etap, w którym uczestnik musi przygotować trzy lub więcej koktajli w jak najkrótszym czasie. Podczas tej części konkursu oceniany jest przede wszystkim czas pracy nad ustalonym przez organizatora cocktailem/coctailami oraz standardy barmańskie.

Gdy nasza precyzja i szybkość zostały poddane próbie, czas na kolejne wyzwanie – WORKING FLAIR. Jest to ostatnia już część eliminacji, z których zostanie wyłoniona finałowa 10 lub 12 najlepszych bartenderów. W tej konkurencji zwykle chodzi o przygotowanie 2 lub 3 koktajli z listy obowiązkowych, ale uwaga, butelki muszą być w ½ do ¾ wypełnione płynem. Pamiętajcie, że do przygotowywania drinków używamy produktów umieszczonych w portfolio sponsora, jeśli chcecie użyć innych składników, organizujecie je we własnym zakresie.

Po zakończonych zmaganiach ogłaszane są wyniki oraz punktacja. Jedni świętują sukces i awans do dalszych rozgrywek, drudzy wracają do domu.
No i tak mija zazwyczaj pierwszy dzień zmagań. Jeśli występujecie również drugiego dnia, oznacza to wielki sukces, bowiem przepustkę do finału mają tylko najlepsi. Możecie być dumni, że wasze ewolucje i sposób pracy za barem znalazły aprobatę sędziów i komisji degustacyjnej.

O finale, rozgrywkach najlepszych a także współczesnych legendach światowego „Flair” i ich oszałamiającej technice przy następnej okazji.

Foto: Barman Sevice