Patrząc na barmankę życzylibyśmy sobie, aby jej praca była natchnieniem poetów, śpiewających bardów, malarzy i innych wrażliwych artystów. Nie dostrzegamy jednak pewnych prawidłowości i mechanizmów tu panujących. Będąc od czasu do czasu, lecz całkiem systematycznie, klientem pewnej knajpki, dostrzegłem jeden z takich elementów. Atmosferę lokalu tworzy młodzież, więc już po pierwszym piwie, podwyższając swoją osobą średnią wieku, zaczynam czuć się luzacko i bezkompromisowo. Ostatnio dotarło do mnie, że stara znajoma barmanka jest starą znajomą barmanką chyba od zawsze. Inne pojawiają się, są przez jakiś czas i znikają.

Idąc dalej tym tropem, mamy gotowy temat dla paradokumentalnego serialu typu WD40, W11, czy jakoś tak, gdzie z wypiekami na twarzy karmimy swoje zapotrzebowanie na cudze nieszczęścia. Tutaj sprawa wydaje się równie zagadkowa, lecz miejmy nadzieję, że mniej dramatyczna. Utrzymanie posady w dzisiejszych czasach jest niewątpliwie faktem zasługującym na uznanie. Każde stanowisko pracy wymaga posiadania określonych cech osobowych. Pytanie: jakie powinna mieć stojąca za barem dziewczyna? Odpowiedź jest prosta: powinna być sympatyczna, miła, kontaktowa i urodziwa. To wszystko widziane oczyma klienta, szef ma jeszcze pewnie inne wymagania, chociaż oczekiwania klienta dla szefa też winny być ważne.  A jaka jest nasza bohaterka? Otóż sympatyczna i miła, to nie za bardzo. Jeśli potrafi się uśmiechnąć, to niestety nie dane mi było doświadczyć czegoś takiego. Kontaktowa? Przez lata mojej tu zaglądalności ni razu nie poczułem na sobie wzroku kogoś, kto mnie rozpoznaje. Wiem, że to nie Pilos na Peloponezie, gdzie przy trzecich odwiedzinach w tej samej tawernie, pamiętano co lubimy i jeszcze gratisową metaxą z owocami obdarzono, ale za czterdziestym siódmym razem można by więź z klientem zasygnalizować przynajmniej jakimś grymasem twarzy! A jej fizys? – I tu mam najwięcej żalu. Pięknej kobiecie można wiele wybaczyć.

Historia zna przypadki boskich, tajemniczych, fascynujących i decydujących o losach świata kobiet, od Pięknej Heleny zaczynając, poprzez Kleopatrę, Matę Hari, a na top-modelkach kończąc. Jeśli już nie imponowały urodą, to nieprzeciętnymi zdolnościami i urokiem osobistym. Może nie było w śród nich słynnej barmanki, ale setki, tysiące intrygujących barmanek potrafiło setki tysięcy mężczyzn w błogiej niepewności trzymać, krocie swoim miejscom pracy przynosząc! A tu powabu tyle co u pstrąga z grilla… Co więc ją trzyma? Mark Twain stwierdził, że „prawda jest najcenniejszą rzeczą, którą posiadamy, oszczędzajmy ją.” Może lepiej nie wiedzieć?

Proszę bardzo –  w czasach pogoni za marksistowskim kapitałem, w centrum Śląska kapitalnie funkcjonuje antyrynkowa knajpa. Ciekawi, że jednak biznes się kręci, jest ruch, jest klient, jest wcale dobrze. Po co więc szukać dziury w całym?
Dobra potrawa wymaga dobrej przyprawy. W poszukiwaniu oryginalnych przypraw i ziół człowiek przemierza odległe zakątki Ziemi. Uprawia je, pielęgnuje i specjalnie przygotowuje. W szanującym się lokalu, zestaw przypraw powinien  zawsze być pod ręką, do naszej dyspozycji. Ale czyż nie najlepszą przyprawą jaką możemy otrzymać jest kontakt obsługi z klientem? Czy jak jest w miarę dobrze, to nie znaczy, że nie może być lepiej? Musimy pozostawać z solą w oku?