Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Ślązacy znają trzy rodzaje prawdy: święto prowda, tyż prowda i g… prowda. Mówi się, że przysłowia są mądrością narodu – święta prawda. Z poziomem dyskusji bywa już różnie – też prawda. Potrafimy za to świetnie dogadywać się – nie prawda?

Na spotkaniu towarzyskim zostałem zaczepiony pewnym wynurzeniem myślowym. Otóż jego autor wysnuł zaskakujące stwierdzenie: „im wino bardziej wytrawne, tym droższe!". Odkrycie to było skierowane do mnie, jako wielkiego znawcy wszelkich kwestii związanych z winem. Musiałem chwilę ochłonąć, by pozbierać myśli. Swoją opinię postanowiłem bardzo stonować, by nie narazić rozmówcy na śmieszność i wyprowadzić go elegancko z błędu.

Wyjaśniłem mu więc, że niekoniecznie wino słodkie musi być tańsze od wytrawnego, a półsłodkie od półwytrawnego. Tłumaczyłem, że zawartość cukru nie jest miernikiem ceny. Na przykład taki pyszny i bardzo słodki tokaj może być wiele razy droższy od byle jakiego wytrawnego wina. Do tego jest w mniejszej butelce, więc ta przepaść cenowa powiększa się jeszcze bardziej. Itd… Triumfowałem, musiał chylić głowę przed erudycją, z którą przyszło mu się zderzyć…

To miłe, kiedy spoglądają na ciebie z uznaniem i przyznają rację. Mnie coś jednak męczyło, nie dawało spokoju. Następnego dnia odtworzyłem całą rozmowę z tym jegomościem, słowo po słowie. Niby konkluzja była taka sama, ale przypomniałem sobie jego wzrok, sposób w jaki na mnie patrzył. Było tam speszenie, zażenowanie, jakiś dziwny smutek. Mocowałem się z tym spostrzeżeniem dłuższą chwilę, aż tu nagle, jak odrzutowiec, przyleciało wyjaśnienie – zrozumiałem! On miał słuszność. Dotarło do mnie, że mówił o winach, które lubił, a więc i dobrze znał. Rzeczywiście w pewnym, niskim, zakresie cenowym tak to wygląda: słodkie są najtańsze. Zapomniał wół, jak cielęciem był!

Mam taką ulubioną scenę ze „Skrzypka na dachu": Reb Tewje przysłuchiwał się kłótni dwóch Żydów. Po tym, jak wysłuchał pierwszego, pokiwał głową i stwierdził „masz rację". W tym momencie drugi z nich rzucił kontrargumentem. „Ty też masz rację" – przytaknął ponownie Reb. Na to wtrącił się uczeń rabina: „Reb Tewje, to nie może być tak, że on ma rację i on ma rację!" Tewje zastanowił się i odrzekł z satysfakcją: „tak, ty też masz rację!!" No i bądź tu mądry.