Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Kiedy nic się nie dzieje, cierpliwość dostaje histerii. Najgorsze nic-się-nie-dzianie jest wtedy, kiedy trzeba czekać. By wyeliminować ten stan, coraz popularniejszym elementem wystroju restauracji staje się ekran telewizora. Czekający klient miast podążać głodnym wzrokiem za kelnerem, gapi się w migające okienko. A czego tam nie pokazują?…

Zwykle tego, czego oczekujemy, że pokażą. Zdarza się, że widzimy sam obraz, bez głosu, a z głośników „leci” radio. (Inna sprawa, że może to wyjść nam na zdrowie, np. kiedy pokazują takie kino z półokrągłą widownią i mównicą zamiast ekranu!) Odwrotna przypadłość, to gdy jest tylko dźwięk, a obraz służy do ćwiczenia wyobraźni, ewentualnie zastępuje tegoroczny deficyt śniegu. Nietoksyczne są telenowele z Ameryki Południowej połączone z brakiem dźwięku – tam grają chyba same modelki – miło popatrzeć. Osobiście preferuję muzykę, mogą być więc teledyski, rzecz jasna – nie wszystkie. W tej kwestii zauważyłem pewne niepokojące tendencje.

Wydzielam parę kategorii:

Pierwsza, to „Cioranie się po podłodze”. Bezkonkurencyjna w tym jest Shakira. Jej padaczkowe miotanie się powinno być uznane za wzorzec dla wszystkich, którzy chcą wymigać się od służby wojskowej. W założeniu, ma to pewnie burzyć krew w męskich żyłach, lecz namiętne powtarzanie takich scen w każdym utworze, burzy ciekawość i staje się po prostu nudne. A może to przypadłość pani S.?

W drugiej kategorii bryluje niejaka Beyonce, a jest to „Szlifowanie ściany plecami”. Może jej ciężko ustać samej, bo jak jest bez podpory, to szybko podskakuje i patrzy cały czas do kamery, jakby szukała u nas pomocy.

Obie wokalistki dobre są w kategorii trzeciej, czyli w „Nerwowych szarpnięciach piersiami”. To z kolei powinno zapierać dech w męskich płucach – zgadzam się, ale sprawcą takiego bezdechu jest wyłącznie pusty śmiech.

Następna kategoria „Rozbieranki”, to już plaga. Łatwiej policzyć wykonawców, którzy tego nie robią. Gołe ramiona, gołe pępki, prawie odkryty biust, gołe plecy, pośladki i gołe nogi – wszystko dyszy erotyzmem i seksem. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało, ale zastanawiam się nad młodzieżą z rozchwianą gospodarką hormonalną i nad tzw. niezdrowymi emocjami.

Idealne, supersprawne ciała mogą też niejednego przyprawić o kompleksy, a ilość golizny na jeden centymetr kwadratowy jest tak wielka, że została już tylko kompletna nagość. A jak tu w takich warunkach zjeść spokojnie schabowego z buraczkami?

By nie popaść w antyfeminizm, spójrzmy na kategorię „Prawdziwy samiec”. Fiftycent otoczony wianuszkiem kilkunastu panienek, to maczo: pan i władca. One – czekają na jego rozkazy, jak służące w haremie, on – nawet nie spojrzy na nie. Lansuje się dziewczynom uległość – obrazek rejestrowany przez podświadomość. Potem dyskutujemy o pani, która nie wie co to samoobrona i poddaje się maczoposłowi…

Co się z tymi piosenkami porobiło od czasów Trubadurów? Przekaz nas atakuje, przytłacza i oszołamia. Jest niespokojny, zmienia się błyskawicznie, nie daje odpocząć, skupić się… Co chwilę głowa ucieka nam w jego kierunku, zapominamy z kim tu jesteśmy… Już może lepiej trochę ponudzić się, potem wrócić do domu i włączyć sobie koncert z ubraną od stóp do głów, niesamowicie seksowną Sade!