Autorem wpisu jest: Robert Fiałkowski

Korespondencja własna z Rumunii

Marmarosz to kraina strzelistych cerkwi położonych pośród sielskich krajobrazów, gdzie do dziś wciąż żywa jest „kultura drewniana”. Ten unikalny skansen, zagubiony w zapadłych rubieżach Rumunii, pieczołowicie strzeże swych skarbów z przeszłości. Można tu odbyć awanturniczą wyprawę bez mapy czy wytyczonego szlaku, poznać dzikie, odrealnione pejzaże, zatracić się w przepastnej głuszy, z dala od zgiełku i tłumów. To jedno z ostatnich miejsc w Europie, gdzie człowiek może poczuć się naprawdę swobodnie.

Nad położonymi pośród górskich zboczy osadami unosi się zapach skoszonej trawy. Uginające się pod ciężarem starości chałupy pokryte są strzechami. Drewniane cerkwie pysznią się swym wyglądem, wyróżniając na tle opuszczonych kurhanów. Wędrując po bezdrożach Marmarosz natrafimy na pędzące pod osłoną nocy cygańskie zaprzęgi. Z pobliskich obozowisk dochodzi do nas ledwie słyszalny głos zawodzących pieśniarzy.

Wesołe cmentarze w Marmarosz
Okolice Sygut Maramarosz spowijają gęste mgły poranne. Wesołe cmentarze w Sapancie to miejsca magiczne, można tu bez patosu zanurzyć się w atmosferze niezwykłości. Naszym oczom ukazała się wesoła nekropolia. Okolica ta wyjęta jest żywcem z dziecięcych kreskówek, zakreślonych pastelowymi barwami. Drewniane krzyże pokryte są ludowymi motywami w kolorze alabastru. W cieniu rozłożystych dębów ukazuje nam się galeria sztuki ludowej, a w niej misternie rzeźbione krzyże, zdobione rymowanymi wierszami. Ich lektura daje wyobrażenie o ulubionych zajęciach i słabostkach pochowanego.

Wesoły cmentarz w Sapancie to barwne miasteczko zmarłych, chętnie odwiedzane przez żywych, którzy urządzają tu radosne pikniki. Przy wznoszonych toastach można poznać skrzętnie skrywane rodzinne sekrety. Obrazki wyrzeźbione w drewnie mówią o zmarłym więcej, niż zdawkowe epitafia.

Miejscowe przysmaki
Wiejska biesiada zaczyna się od aperitifu – najczęściej palinki, horincy lub śliwowicy – mocnych trunków domowej roboty. Wraz z nimi na stół wędrują mięsne przystawki: podsmażana na cebulce wątróbka, wędzona szynka i salceson. Na tacach leżą pajdy chłopskiego chleba, a misy wypełniają kolorowe pasty na bazie warzyw surowych i gotowanych. Pośród past rarytasem jest salate de vinete z bakłażanów. Na stołach lądują brytfanki pełne ciast i słodkich łakoci. Na deser podaje się pączki z serem, polane śmietaną i konfiturami zwane papanaşi.

By poznać chłopskie jadło koniecznie trzeba udać się do okolicznych domostw. Tam uraczą nas potrawami, jakich nie uświadczymy w lokalach. Z Mołdawii pochodzą pârjoale moldoveneşti – to lokalna odmiana klopsów wieprzowych lub cielęcych z jajkiem, podsmażonych cebulką. Serwuje się je koniecznie z dodatkiem sosu pomidorowego, posypując mąką kukurydzianą. Innym przysmakiem chętnie przyrządzanym na grillu są mięsne szaszłyki, na które składa się oprócz baraniny i dziczyzny posiekana papryka, cebula i pomidory. Nie brakuje tu ciężkich dań takich, jak pomana porcului z wątróbki, skórek oraz podrobów smażonych na smalcu. Danie to jest podawane z białym winem i sosami. Do rarytasów zalicza się naleśniki z serem, miodem lub z konfiturami, polane gęstą śmietaną.

Na stołach króluje baranina i dziczyzna, dania mięsne podawane są z dużą ilością warzyw i owoców. Nie sposób wyobrazić sobie rumuńskiego stołu bez przyrządzanej na wiele sposobów mamałygi. Nazywana „słońcem na talerzu”, mamałyga to potrawa szczególna, do dziś stanowi podstawę rumuńskiego jadłospisu. Zapiekana w piecu mąka kukurydziana, przedzielona jest warstwą masła, sera i jajek.

Rumuni gustują w zawiesistych zupach – ciorbach, z bogatą domieszką warzyw, koniecznie z mięsnymi dodatkami. Rarytasem są sarmale, smaczne gołąbki zawinięte w liście kapusty lub winogron. Te małe gołąbki zawijane są na przemian jeden po drugim, wieprzowym, baranim a na końcu cielęcym farszem. „Gołąbeczki w gniazdach” – tak pieszczotliwie nazywa się to narodowe danie Rumunii.

Okoliczne jadłodajnie udekorowane są wełnianymi pledami i tkanymi obrusami, a ich wnętrza zdobią barwne kobierce. W sadzie, na wolnym powietrzu, rozłożone są ławy przykryte plecionymi narzutami. Podawane w ogródkach rarytasy okadza dym unoszący się z ogniska.

Podczas górskich wędrówek spotkać można obozujących na halach pasterzy. Ich prosty jadłospis składa się z placków kukurydzianych, smażonych bezpośrednio na ogniu. Przy odrobinie szczęścia poczęstują nas kwaśnym barszczem, zupą z jeża z dodatkiem grzybów lub pokrzyw. Podstawą pasterskiego menu jest smażona na ogniu dziczyzna, przyprawiana polnymi ziołami. Wszystko to popijamy zsiadłym mlekiem oraz śliwowicą.

Kraina ta, wierna swojej tradycji, wciąż czeka na odkrycie. Odnajdziemy tu unikalne cerkwie oraz leniwe wioski, w których czas jakby się zatrzymał. Potęga gór, nieokiełznane rzeki, lasy pełne zwierza, wciąż żywy folklor i pasterskie tradycje zapewnią bogactwo przygód i wrażeń, jakich nie doświadczymy gdzie indziej. Z malowniczymi górskimi wioskami sąsiadują koszmarne, podmiejskie blokowiska, tuż obok straszą upiorne molochy z czasów Ceausescu. Miejscowy folklor miesza się z tandetą, ludowe stroje z dresami, w których, na co dzień chodzą Cyganie. Zastaniemy tu inną Europę, nie tę uładzoną i cepeliowską, lecz wciąż jeszcze nieoswojoną i chropawą, zapadłą krainę pogranicza.

Foto: Robert Fiałkowski

Na zdjęciu: rumuńskie miasteczko
Galeria: bezdroża Marmarosz, brama strzegąca obejścia, wesoły cmenatrz