Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Niełatwo zapałać sympatią do polityki, zwłaszcza przez pryzmat ją uprawiających. Niełatwo też udawać, że nas nie obchodzi. Niekiedy jednak ma chwilę słabości. Zeskakuje wtedy ze swych wyżyn i zaskakuje nas swoją troskliwością. Tak jakoś dziwnie się składa, że mamy z tym do czynienia zawsze w czasie, w którym na ścianach, wiatach, płotach, drzewach czy słupkach niewiele szerszych od patyka do lodów, pojawiają się nagle twarze próbujące wykrzesać coś, jakby szczery uśmiech.

W jednaniu sobie przychylności nie można przeoczyć tak ważnych skupisk ludzkich jakimi są puby, bary i restauracje. Tutaj to, pewien kandydat zwrócił się wprost do piwo lubiących. Pokazał, że zajmując się tak poważną profesją nie zagubił wcale poczucia humoru. Pomyśleliście, że zafundował on wyborcze piwo? Nie. Pomysł polegał na tym, że rozprowadzał tam wafle pod piwo ze swoją podobizną i hasłem: „Postaw na mnie”. Dowcipne, nieprawdaż? Dzisiaj cisza wyborcza, więc nie podam kto to, ale i tak jest to bez znaczenia, bo było to kilka kadencji temu. A o obecnych wynikach, jak zwykle zadecyduje milcząca większość, wierząca w bezsens i korzystająca z prawa do narzekania.

A’propos „palenia” dowcipów, który to temat niedawno poruszał  na  „widelcu” Jarek Gibas: przychodzi viagra do knajpy i woła do barmana – stawiam wszystkim facetom! Wersja spalona: przychodzi viagra do knajpy i woła: stawiam wszystkim piwo!…

Gdyby choć jeden z kandydatów zaprosił mnie na piwo! Ale nie. Na plakatach i ulotkach jest pięknych słów wiele. Po co mi to?! Wolę poczytać Norwida, lub pooglądać Monty Pythona. Wśród stosu tych papierów nie znalazłem jednego z zaproszeniem na spotkanie!  Na spotkanie z żywym człowiekiem. Oni – zapraszają od razu do urny – przed ołtarz, gdzie ślubują miłość i wierność, i że nie odpuszczą nam aż do śmierci.

Gdyby taki pretendent na urząd wykazał się odrobiną kultury i zaprosił mnie na piwo – to w zupełności by wystarczyło. Przy dobrym piwie dobrze się gada i można co nieco sobie wyjaśnić. Lecz jak już, to on proponuje tylko podstawkę pod piwo. To ma być kultura, a piwo postaw sobie sam.

Znajoma opowiedziała mi zdarzenie sprzed lat. Działo się to chyba w Austrii, w lokalu, przy którym miał odbyć się promenadowy koncert kameralnej orkiestry. Mężczyzna po pracy, ubrany jeszcze na roboczo, kupił w barze piwo i podszedł do stolika. W tym momencie zagrała orkiestra. Usiadł i położył na blacie dwa palce, po których delikatnie i powoli opuścił (tak jak woduje się statek) piwo na stolik. Nie chciał hałasować… Na niego mógłbym zagłosować!