Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Specjalnie dla nawidelcu.pl: jeden z najsłynniejszych polskich konferansjerów, Piotr Bałtroczyk, odpowiada na pięć kulinarno – restauracyjnych pytań. Dowiemy się jakie lubi whisky, co mu się w kuchni udało, a co…. nie aż tak! Wyzna także, która z restauracji "wzrusza jego podniebienie".

– Pierwsza poważna potrawa, którą udało mi się zrobić samemu:
– Zaraz, kiedy to było? Zdaje się, że mieszkałem wówczas w Warszawie, na Grzybowskiej i pewnego razu coś mnie "wzięło" na dziczyznę. Kupiłem wtedy jelenie serca i postanowiłem zrobić z nich szaszłyki. Nie pamiętam już oczywiście przepisu, ale zdaje się, że najpierw je obgotowałem, chyba poprzekładałem boczkiem i zapiekłem. Były rewelacyjne! Oczywiście nie jadłem ich wówczas sam  i nie tylko mnie tak smakowały. A komu – niestety, nie mogę powiedzieć…

– Moja największa kulinarna katastrofa:
– Nie zaliczyłem chyba żadnej katastrofy, bo raczej mi się wszystko udaje. Raz jednak miałem małą wpadkę z baranim udźcem, ale polegala raczej na niedokładnym mierzeniu czasu. Baranina jakoś nie mogła "dojść", no i – niestety – goście musieli poczekać na potrawę.  Co oczywiście zrekompensowaliśmy sobie, upijając się odpowiednio wcześniej. Kiedy zaś udziec doszedł, wszyscy byli zachwyceni.

– Gdybym mógł zaprosić na drinka, to zaprosiłbym…
– Zawsze zapraszam mojego przyjaciela, Janusza Cichonia i pijemy szkockie singiel malty. To zresztą on nauczył mnie pić whisky i doceniać bogactwo jej smaku. Staram się też często szukać nowych whisky i trochę tego przywożę. Ostatnio raczymy się jednobeczkowym 55,7 procentowym Laphroaigiem.

– Moje najciekawsza przygoda w restauracji lub pubie:
– Nie było specjalnych przygód, chyba że za przygodę uznać można sytuację, kiedy jakaś restauracja wzruszy moje podniebienie. A ostatnio zdarzyło mi się to w Katowicach, gdzie często bywam, bo mój syn studiuje w tutaj na Wydziale RTV. Zaś przedmiotem wzruszeń była restauracja Hotelu Monopol, w której zresztą spotkałem Pascala Brodnickiego, ktory również zachwycał się miejscową kuchnią. Próbowaliśmy, każdy co innego, i za każdym razem było super. Mają tam znakomite pasty, świetnie  robioną kaczkę i absolutnie doskonałe tiramisu.

– Gdyby to miała być ostatnia szklaneczka w życiu, to wypiłbym….
– Whisky Laphroaig Quater Cask, która dojrzewa w dwóch beczkach, trochę jakby wędzona i dosyć dymna. Jej smak bardzo długo pozostaje w ustach. A ile bym tego wypił po raz ostatni? Pewnie wszystko, co mam… A jest tego trochę!