Autorem wpisu jest: Dorota Mrówka

Kiedy słyszymy dzisiaj powiedzonko – „pijany, jak Polak", od razu widzimy oczyma wyobraźni naszego rodaka ululanego do nieprzytomności, leżącego w kałuży czegoś, czego pochodzenia lepiej się nie domyślać i bełkoczącego coś bez ładu i składu. Jednak mało kto pamięta, że stwierdzenie to ma zupełnie inne znaczenie. Bardzo zresztą pochlebne.

Zdanie wypowiedział Napoleon Bonaparte pod Somosierrą w 1808 roku. Istnieją dwie interpretacje jego słów. Wg pierwszej, po rozkazie ataku na przełęcz Somosierra, towarzyszący mu marszałek Victor miał przerażony zawołać: „Trzeba być pijanym, aby porwać się na coś takiego!". Po udanym ataku, w którym Polacy w całe osiem minut zdobyli wąwóz, Napoleon skwitował „Cóż, chciałbym, aby wszyscy moi żołnierze byli pijani, jak Polacy".

Druga teoria mówi, iż cała armia napoleońska była pijana w sztok i tylko polscy szwoleżerowie, nie bacząc na stan upojenia, wskoczyli na konie i pognali, gdzie im rozkazano. Końcówka opowieści jest taka sama: ekspresowe zdobycie wąwozu i słynne słowa Napoleona. Pamiętając o tym, pijmy tak, by przywrócić ich pierwotne znaczenie.

Skąd jednak wzięli się w tytule Holendrzy? Ano przed 30 listopada 1808 roku to oni byli przykładem niepohamowanego opilstwa, które jednak nie miało negatywnego wpływu ani na ich pracę, ani na codzienne obowiązki.

Według podań historycznych mieszkańcy Holandii pili wiele, szczególnie a przełomie XVI i XVII wieku. Pili mężczyźni, piły kobiety, a nawet niewinne panny. Podobno 50 kielichów reńskiego wina podczas wieczerzy wypijano standardowo. Zamiłowanie do alkoholu tłumaczono najczęściej nieprzyjaznym klimatem, a także tradycyjnymi świętami cechowymi, podczas których wybierano największego żarłoka i ochlaptusa. Poza tym picie nie było niczym zdrożnym. Co więcej, samo picie stało się rytuałem, czynnością obwarowaną kodeksem, przepisami, których łamanie było wysoce niestosowne. Tak więc – ściśle określono kiedy należy pić z kieliszka, a kiedy ze szklanki lub pucharu, kiedy wypada utoczyć kilka kropli na podłogę ku czci gospodarzy, a kiedy byłoby to nietaktem, kiedy pić małymi łyczkami, a kiedy jednym haustem, kto powinien odprowadzić do domu spitego do nieprzytomności towarzysza zabawy itp. itd.

Co jednak najciekawsze – pomimo opilstwa i męczącego kaca, wszyscy nazajutrz karnie stawiali się do pracy i nie zaniedbywali swoich obowiązków, aby kraj rósł w siłę i potęgę.

Zatem jeśli pić – to czerpać z najlepszych wzorów. Pić tak, by zawsze trzymać pion, fason i ręce przy sobie, a rano wstawać, jak młody bóg. W przeciwnym wypadku lepiej pić herbatkę.

Opr. na podstawie książki "Dzieje smaku" Ludwika Stommy, Wyd. Sens, Poznań 2003