Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Mówi się, że uczucia, to czysta chemia, a jak nazwać uczucia do chemii? Uczucia dalekie od wzniosłych? Laboratoria chemiczne wymyślają produkty mające sprawić, by nasze życie było łatwiejsze. Okazuje się, że nie zawsze. Grupa restauratorów warszawskich złożyła protest w dość dziwacznej sprawie. Jej podłoże istotnie jest chemiczne.

Jak to często bywa, pierwszy sygnał został zignorowany. Pewien kelner, załóżmy, że Józef, zwolniony został z restauracji R., po czterech latach pracy. Powodem zwolnienia nie był brak umiejętności, jakieś przewinienie czy skarga klienta. Podziękowano Józefowi dlatego, że nabawił się brzydkiej egzemy na twarzy. Bordowa pokrzywka rzeczywiście nie wyglądała zachwycająco. Po kilku tygodniach takiego stanu musiał odejść.

Kelner Józef nigdy wcześniej nie uskarżał się na podobną przypadłość. O jego sprawie przypomniano sobie, kiedy prawie identyczne przypadki zaczęły pojawiać się w innych restauracjach i miejscowościach, a kolejny zdarzył się ponownie w restauracji R.

Analizy chemiczne, do których w końcu doszło, ukazały ciąg związków przyczynowych. Wywołało to spore zamieszanie. W czym rzecz? Otóż głównym winowajcą okazał się składnik barwnika użytego do farbowania odzieży (faktem jest, że ciemnogranatowy odcień jaki stworzono, elegancko prezentował się na garniturach. Powstała na jego bazie specjalna linia dla biznesu.)
Zakłady odzieżowe B. przyznały, że nie testowały barwnika w zbliżonych warunkach, ale argumentowały, że nie było podstaw do aż tak złożonych testów. Tym bardziej, że ów nowy składnik, to pochodna pirazyny – naturalnego związku chemicznego występującego w zielonej papryce, a także w winie ze szczepu Cabernet Sauvignon.

By powiązać wszystkie nitki, przeprowadzono śledztwo godne Sherlocka Holmesa. Najbardziej poszkodowani poczuli się (słusznie) właściciele restauracji, których sądy pracy zobligowały do wypłaty wysokich odszkodowań. Proszę wyobrazić sobie, że aby doszło do takich wypadków, musiały być spełnione jednocześnie następujące warunki:
1. materiał z nieszczęsnym barwnikiem,
2. zwiększona skłonność do pocenia się,
3. łagodna zima, powodująca podwyższoną temperaturę w lokalu,
4. składnik w potrawie,
5. odpowiednio długi czas po spożyciu,
6. alergiczna nadwrażliwość wziewna.
A zaczęło się od skojarzenia feralnych przypadków z biesiadami firmowymi…

Na koniec można by rzec, że Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy. Lecz widać, że czasem zbyt łatwo wyciągamy wnioski, zbyt pochopnie ferujemy wyroki, zbytnio zawierzamy logice. Sugerując się powierzchownymi przesłankami, krytykujemy innych – nierzadko swoich bliskich. Dla pewności siebie dorabiamy na prędce teorie, naginamy fakty. Wszystko po to, by dać upust swojemu świętemu oburzeniu.

P.S.
Pewnie powinny teraz trwać doświadczenia chemiczne w poszukiwaniu antyalergicznego związku, który mógłby zostać domieszany do barwnika, a historia poszkodowanych kelnerów pokazałaby drugą stronę medalu, gdyby nie fakt, że to tekst prima aprilisowy 🙂