Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Pogląd, że kura była pierwsza, mówiąc dyplomatycznie, jest naiwny. Takie myślenie charakteryzuje filozofów nie posiadających dzieci. Pozostałym wiadomo, że jajo jest mądrzejsze. Nie mogła więc głupia kura stworzyć mądrego jaja. Jajo po prostu traci rozum na starość. Poza tym, wszyscy Wielkanoc świętujący wiedzą, że jajo, a nie kura, jest symbolem życia. Smaczne wielkanocne jajo z białkiem w żółtku. Kurą nikt się nie  interesuje, mało tego, nawet jej nie wspomina. Jeśli już, to małe krąglutkie pisklęta, a im zdecydowanie bliżej do jaja, niż do kury.

Od dzieciństwa z tymi świętami wiąże się zając, a raczej Zajączek. Znajoma skarciła kiedyś starszego syna: Nie śmiej się z Wojtusia, on jest jeszcze mały, nie wie, że nie ma Mikołaja i nie ma Zajączka. – To Zajączka też nie ma?!!! – rozległ się jęk zawodu. Tak, kura, jak czegoś nie zepsuje, to na pewno nie naprawi. Ale, z drugiej strony, aby coś naprawić, trzeba wpierw to zepsuć. By się podźwignąć, trzeba zaliczyć tzw. glebę. Człowiek w swojej słabości ma wpisane, że raz na jakiś czas, jak mawia mój przyjaciel, powinien się zeszmacić. Wiemy, że niektórzy robią to profesjonalnie, a katharsis kojarzy im się bardziej ze środkiem na rozwolnienie, skądinąd też bardzo pożyteczną sprawą, niż możliwością refleksji. Istoty nie jajogłowe powinny jednak wyciągać wnioski. Nawet kura tych paru szarych komórek potrafi użyć, wie, że jak Jadzia zła ze szmatą na podwórze wychodzi, to trzeba czym prędzej uciekać, gdzie pieprz rośnie. Bo, czym skorupka za młodu nasiąknie…

Ja nasiąknąłem dążeniem do upraszczania sobie życia. Chciałbym więc, dla naszego wspólnego dobra, podzielić się, na marginesie, pomysłem na oszczędne gotowanie jajek. Otóż: Wkładamy jajka do wody i zapalamy gaz/włączamy prąd. Woda zaczyna gotować się, po jednej minucie wyłączamy gaz/prąd, zostawiamy tak jajka na pięć minut. Po tym czasie mamy jajka ugotowane ładnie na twardo. Bez zbędnej energii. Jeśli ktoś chce na miękko, musi odpowiednio skrócić te pięć minut po wyłączeniu. Proszę sprawdzić, działa.

Wielkanoc jest dobrym czasem na egzystencjonalne rozmyślanie, nawet powiedziałbym – wskazanym ku temu. Dumam, skąd wzięło się powiedzenie, że robimy komuś jaja? Niezłe jaja z tym pytaniem… pytam w około, nikt nie wie. Pewnie trzeba by zwrócić się do Wielkiego Jajarza, On pęka ze śmiechu, wiedząc jakie jeszcze numery nam przygotował…

Tak właściwie, to wszyscy sklecamy sobie ze skorupek swoje jajokształtne światki. Umaszczamy się w nich wygodnie i zerkamy na innych. Skorupa delikatna, ale jakoś się trzyma. Nie ma to jak ciężko wypracowany komforcik. Dobrze jest, jak jest. Nawet z małymi niewygódkami. Najgorzej, gdy pęknie i wylecimy na zewnątrz, na chwilę się obnażymy. Głupio tak, dziwnie i bezradnie… Edison, widząc pożar trawiący pracownię, powiedział ponoć:  „to dobrze, spłoną wszystkie moje błędy.”

Mądre pisklę, żeby przyjść na świat, musi zniszczyć swoją skorupkę. Pewnie po to są nasze katastrofy i upadki. Jest okazja powyrzucać stare skorupy, przewietrzyć zbuka, spojrzeć na świat na nowo, zrobić coś inaczej, lepiej. A może dokonać tego specjalnie, z rozmysłem, nie czekać na katastrofę?…