Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Jakaś miła pani napisała w jednym z widelcowych komentarzy: „Wiele z opisywanych przez Pana restauracji znam i niejednokrotnie przeraża mnie Pański zachwyt – ale cóż, nie może Pan znać kulis przygotowania posiłków…”. Mnie niestety przeraża to, co pani była łaskawa napisać. Bo cóż to tak naprawdę znaczy? Otóż ni mniej ni więcej tylko tyle, że obserwując restaurację od strony przygotowania posiłków na samą myśl o ich konsumpcji zaczyna się robić niedobrze. Wiem, że tak jest, ale też nie godzę się na taką smutną rzeczywistość. Być może bujam w obłokach, ale wciąż i nieubłaganie chcę się restauracjami zachwycać!
Daruję sobie tym razem lekko już w tych felietonach wyświechtane kulinarne podróżowanie, grę wyobraźni i co tam sobie jeszcze po drodze opisywania knajp wymyśliłem. Zadajmy sobie tylko jedno, ale może najbardziej istotne pytanie: czym jest i do czego służy restauracja?

Podobnie jak w filozofii Zen odpowiedź na tak postawione pytanie przyjdzie dopiero wtedy, kiedy zrozumiemy czym restauracja nie jest. Otóż drodzy Państwo nie jest jadłodajnią! Nie jest stołówką, w której nakłada się chochlą porcje ziemniaków na cztery trzymane w kelnerskich rekach talerze! Nie jest barem, gdzie pani Zosia do pani Krysi nawija o kremie na grzybicę stóp, kiedy kolejka po kartonik na karminadla nerwowo przytupuje nogami. Nie jest też to miejsce dla obsmarkanego studenta, który dorabiając sobie do czesnego udaje kelnera. Nie jest to miejsce dla flejtucha kucharza, któremu pet z gęby wypadnie wprost do bigosu, co temu staropolskiemu daniu z pewnością nie nada niepowtarzalnego smaku. Nie jest to też miejsce dla złośliwego knypka, któremu się wydaje, że posiadanie restauracji upoważnia go do plucia klientowi do barszczu, puszczania na cały regulator jakiejś disco polowej szmiry tylko dlatego, że mu się do tego dobrze nóżką przytupuje. Wszyscy ci bowiem, którzy posiadają, czy pracują w wiejskich stołówkach pod szyldem restauracji i którzy przykładają rękę do tego chamstwa, sami sobie kopią grób. Dlaczego? To proste, bo człowiek człowiekowi zawsze powie, gdzie się czymś zatruł, gdzie został chamsko potraktowany i jakiego lokalu należy unikać. Takie miejsca w Katowicach łatwo zlokalizować – chociażby po tym, że ani na widelcu, ani w Gazecie Wyborczej za tzw. „moich czasów” nigdy nie pojawiła się o nich żadna recenzja. Poza tym doskonale Państwo wiecie, jakie lokale omijać z daleka.

I jeszcze jedno, droga pani zdziwiona moim zachwytem. Pisze pani, że pracowała w restauracjach kilku i zna kulisy ich kuchni. A zatem widziała pani co się tam wyrabia, a przypuszczam, że coś bardzo złego, skoro zechciała nam pani o tym napisać. Zadam zatem bezczelne pytanie: dlaczego widząc np. brak higieny w przygotowaniu posiłków pani nie zaprotestowała? Dlaczego nie poszła pani do Sanepidu, albo do jakiejkolwiek gazety? Teraz ja jestem zadziwiony… Smutnie zadziwiony. Kiedy napisałem o tym, jak barman w jednej restauracji wytarł kufel z piwa papierem toaletowym jej właściciel rzucił się na mnie wściekły. I co? I życie samo zweryfikowało jego przygotowanie do prowadzenia restauracji, bo w dwa miesiące później lokalu już nie było na rynku. Gdyby ludzie zareagowali wtedy, kiedy jest na to czas, dzisiaj nie mielibyśmy problemu i nie musielibyśmy się zastanawiać, czym nie powinna być restauracja. A tak… eh szkoda gadać.

Wortal nawidelcu.pl nie jest zależny od dobrego humoru jakiejkolwiek restauracji. Stara się polecać lokale, które na to zasłużyły i skrzętnie omija te, na których opis szkoda strzępić słów. Dlatego też, pod każdym lokalem w naszej bazie możecie się państwo wypowiedzieć. Bo dopiero te wypowiedzi są najlepszym przewodnikiem. Łatwo zauważyć, że dzięki temu powstała również lista lokali złych, niepolecanych. I właśnie o to chodzi: głosy Internautów są zawsze najbardziej wiarygodne, bo komentarze napisane przez samych właścicieli czuć oszustwem na dwa kilometry.