Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Dobrze jest mieć dobra. Dobrze jest mieć tyle dóbr, że można się nimi dzielić. Nie każdy dzielić się lubi i nie każdy też potrafi. Przysłowiowa staropolska gościnność nie zawsze współgra z powiedzeniem „gość w dom – Bóg w dom”.

Czasy pieczenia suchej kromki na patelni, bez tłuszczu, uczą dzielenia się chlebem. Trafiają się jednakże sytuacje zdecydowanie bardziej złożone. Na przykład, kiedy przedstawiciel władzy mówi, że rząd chce dobra obywateli, to obywatele reagują na to pospiesznym chowaniem swojego dobra.

Kolejną kwestią, jest zbyt duża liczba kandydatów w stosunku do wielkości dobra przeznaczonego do potencjalnego podziału. Wyjaśniam obrazując scenką: cofnijmy się do okresu licealnego. Kupiliśmy sobie hot-doga. Przełykamy ślinę i mamy właśnie zanurzyć w nim zęby, kiedy to zza rogu wyłania się grupka kumpli. Co robimy? Teoretycznie, każdy mógłby dostać po małym „gryzie”, ale nie ma mowy, by ktoś chociaż trochę się najadł. Po co drażnić ich i swoje soki żołądkowe! Połykamy go więc w całości zanim nas zauważą – przynajmniej jedna osoba ma z tego jakąś radość!

Inny przypadek ma miejsce, gdy wartość dobra może mieć różne znaczenie dla zainteresowanych. Przykład: odwiedzają nas goście, o których wiemy, że w temacie wina są co najwyżej koneserami Sophii i trunków półsłodkich. Nie wspominamy więc o naszym Bordeaux za 90 złotych – wyciągamy przygotowaną na taką okazję butelkę stołowego hiszpańskiego Don Barosso – lekkiego, półwytrawnego, za 14 zł. Dla nich, to i tak bez różnicy (w domyśle: nie docenią Bordeaux), a my możemy sobie od czasu do czasu wypić coś prostszego.

Czy takie zachowania są, z moralnego punktu widzenia, w porządku? Można podyskutować. Ale to nic, ciekawe co powiecie na zachowanie pani Gieni? A wyglądało to tak: pani Gienia jest osobą starszą, osiemdziesięcioparoletnią. Postanowiła zrobić remont mieszkania. Siostrzeniec pomagający jej w przygotowaniach, znalazł w szafie otwartą paczkę kawy. Zauważył, że data jej przydatności do spożycia minęła trzy lata temu. – Po cholerę to ciocia trzyma? Trzeba tę kawę natychmiast wyrzucić! – stwierdził logicznie. – Broń cię Boże! Zostaw, nie wyrzucaj! – krzyknęła pani Gienia. – Jak to? Dlaczego mam jej nie wyrzucać?? – Jutro przyjdzie malarz, to mu zrobię z niej kawę – odparła. – Czy ty zwariowałaś, czemu chcesz mu zrobić taką kawę?! – zdziwił się siostrzeniec. – Bo go nie lubię – odpowiedziała spokojnie pani Genia.

Dobrze jest mieć dobra.