Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Młoda para wzięła ślub przez telefon komórkowy.  Powodem tych niecodziennych zaślubin był monsun, który zalał wszystkie drogi i pan młody nie mógł dotrzeć na czas. Działo się to tego lata w Bombaju. Świeżo upieczony małżonek nie miał okazji wcześniej poznać swojej żony. Kiedyś małżeństwo było podstawową komórką społeczną. Teraz podstawą funkcjonowania społeczeństwa jest komórka.  Zbawienie i przekleństwo. Wygoda i uwiązanie. Wszechobecna sieć. Sms-y wyznają miłość, budziki stawiają przed poranną rzeczywistością, kalendarze wyręczają pamięć, gry zajmują dzieci, a dorosłych nowości.  Komórka to błyskawiczny kontakt, możliwość podjęcia szybkiej decyzji, przekazania informacji, przywołania pomocy, załatwienia interesu, to dziecko pod ręką i rozgłośnia plotek.

A co robimy z komórką w lokalu? Czy obowiązuje nas w tym zakresie „savoir-vivre”? Wydaje się, że telefon komórkowy dotarł już na salony, a dobre obyczaje jeszcze nie.
Wpadłem do kawiarni na półgodzinną kawkę z gazetą, w której czekał na mnie od dawna odkładany artykuł. Ledwo co siorbnąłem, a tuż obok siada przy stoliku trzech młodych ludzi. Każdy: garnitur, biała koszula, krawat, elegancja-Francja.  Jeszcze dobrze się nie usadowili, gdy zadzwoniła komórka. Wszyscy trzej, jak na komendę, chwycili się za kieszenie. Jeden odebrał – rozmawia. Moment – drugi dzwonek – rozmawia już dwóch. Trzeci siedzi i się wierci. Wyciąga telefon – dzwoni.  Jeden stolik, trzy stygnące kawy, trzy dialogi-monologi. I tak jakiś kwadrans! Skończyli gadać,  w pośpiechu dopili i rozeszli się. Każdy w swoją stronę…
Czułem się, jak na Giełdzie Papierów Wartościowych. Przez głośne rozmowy nie potrafiłem skupić się na lekturze. Zachowywali się, jakby byli tu sami. Może chcieli zaimponować innym sprawami jakimi się zajmują, bo to słyszeliśmy wszyscy dokładnie?
Po pierwsze, pomyślałem – udane spotkanie towarzyskie, nie ma co!, po drugie – jazgot, jaki urządzili, zakłócił reszcie chwilę relaksu, po trzecie – nie szata zdobi człowieka. A po czwarte, może by tak dopisać do instrukcji obsługi telefonu, jak z niego korzystać w kawiarniach czy restauracjach? Jakaś krótka informacja lub, jeszcze lepiej, obrazek. Ewentualnie dodatkowy profil w ustawieniach: np.  „lokal itp.” .

Zdaje się, że dla niektórych, telefon komórkowy stał się integralną częścią ich organizmu. Bez niego ciężko funkcjonować. Zabierają go do łazienki i toalety, a oddalenie się na odległość większą od słyszalności dzwonka wywołuje niepokój, lęk przed stratą czegoś, nie wiadomo czego. A dziecko pytane na lekcji wychowania muzycznego, co wie o Bachu, odpowiada, że to znany kompozytor melodii do komórek.

Z pewnością telefony komórkowe, to potężny przemysł przynoszący niewiarygodne zyski. Oprócz samych rozmów mamy wiadomości, loga, tapety, dzwonki, animacje, mms-y, gry, internet,  akcesoria, konkursy, prognozę pogody, wyniki meczów, notowania, promocje… A za chwilę będzie tam jeszcze zapalniczka, otwieracz do konserw, urządzenie do wiązania butów, prysznic i miniaturowy odrzutowiec. I to wszystko dla nas. Wszystko dla mas… Przepraszam, muszę odebrać komórkę… Wracając do tematu – o czym to mówiliśmy?… Zaraz… A… Tak. Komórka jest dla ludzi. Jej popularność i masowość bije wszelkie rekordy. Nierzadko każdy członek rodziny ma swój aparat, a niektórzy nawet dwa. Wielki Brat – GPS,  już od dawna śledzi miejsca przebywania przedstawicieli handlowych, trochę za bardzo niezależnych od wielkich koncernów. Teraz można za złotówkę plus vat, dowiedzieć się w jakim mieście i na jakiej ulicy jest nasz poszukiwany.

Przez swoją dostępność komórka z wielkim impetem (w głąb!) wdarła się w nasze życie. A niech sobie już jest, skoro się przydaje. Jednak niektórzy, przy okazji używania fal telefonicznych, niech skorzystają także ze swoich fal mózgowych. Jeśli ktoś uważa inaczej, proszę dzwonić: 0601…