Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Ludzie kulturalni ponoć nie rozmawiają o pieniądzach, chociaż do końca nie wiadomo dlaczego. Może dlatego, że większość chciałaby więcej, niż ma?  Bo niezręcznie pytać: jak tam twoje pieniądze, zamiast: jak tam twoje zdrowie? Może bogatszy nie chce urazić biedniejszego, a biedniejszy krępować bogatszego? Może nie wypada przyznawać się do myślenia materialistycznego? Jakoś tak z tymi finansami obchodzimy się, jak z jeżem – z daleka, zamiast oswoić. Dobry zwyczaj nie pożyczaj! – mówi przysłowie. Albo inaczej: chcesz stracić przyjaciela – pożycz mu pieniądze! Mój znajomy, na prośbę: pożycz mi sto złotych, odpowiada – życzę ci sto złotych!

Inne przysłowie mówi, że pieniądze szczęścia nie dają. Przekorni dodają: tym, którzy ich nie mają. Podejrzewam, że większość, a może nawet wszyscy restauratorzy podpisaliby się pod tym stwierdzeniem. Nie po to przecież otwierają interes, aby do niego dokładać. Chociaż niektóre lokale mogą sprawiać wrażenie, jakby nikomu na niczym tu nie zależało, a na kliencie, to już na pewno. Bo jak już na czymś im zależy, to nie tyle na kliencie, ile na zawartości jego portfela. Cała sztuka polega na tym, by jak najwięcej z niego wyciągnąć, a w zamian dać jak najmniej.  Najgorzej, gdy bystry klient połapie się w tym skąpstwie.
Bo zgodnie z równowagą w przyrodzie, kwota, którą musimy uiścić za konsumpcję powinna równoważyć jej wartość. A co za tym stoi? Kucharz, kelner, spożyte dobro, lokalizacja miejsca, wystrój.  Jasne, że knajpa, to taki sam biznes jak każdy inny, tzn. mający przynosić zysk (pralnie brudnych pieniędzy nie są tu dobrym przykładem!). Rachunek handlowy jest prosty: tanio kupić, drogo sprzedać. Dać tak wysokie ceny w menu, które konsument przełknie bez piśnięcia razem z potrawą. Ciekawym wybiegiem usprawiedliwienia ceny, jest, przy zachowaniu wielkości porcji, zwiększenie wielkości talerza. Typowa inwestycja w opakowanie. Niestety czasem mam wrażenie, że forma przerasta treść. To tak, jak piękna kobieta, ale pusta w środku.

Są jeszcze inne elementy tłumaczące dlaczego płacimy tak dużo, jak np. moda, elitarność czy znana marka. Interesujące jest też to, że lubimy płacić za własną głupotę. No bo jak w góry, to oczywiście do Zakopanego. Tylko dziesięć godzin na „zakopiance” i już możemy podziwiać Tatry z dziesiątkami tysięcy tak samo zachwyconych ludzi jak my. Wszędzie tłumy, kolejki i opłaty. Dziwię się dlaczego jeszcze przedsiębiorczy górale nie wpadli na pomysł, by zamontować na Krupówkach takie bramki jak na autostradzie. Za wejście – opłata, za wyjście opłata.  Bo niedźwiedź polarny nikogo  tutaj nie dziwi. Dajemy wystrychnąć się na "dutki".
A jak nie masz czasu tu przyjeżdżać, to drewniane chaty góralskie, zajazdy, karczmy i inne, zapraszają na namiastkę tatrzańskiej stolicy. Nieważne, że za oknem blokowisko zamiast gór…

Dla równowagi właśnie, dwie historyjki z Kaszub. Na koniec mojego letniego wypoczynku, pani Irena, nasza gospodyni, robiąca najlepsze na świecie placki ziemniaczane, wątróbkę oraz zupy, jakby to nie wystarczało, stwierdziła, że to niesprawiedliwe, że mieliśmy taką złą pogodę (jakby to zależało od niej!) i zaproponowała, żebyśmy zostali jeszcze jeden dzień na jej koszt. Trudno uwierzyć?! Znajomi, byli w tym czasie w sąsiedniej miejscowości. Codziennie gospodyni obdarowywała ich pysznymi, wypiekanymi przez nią, kaszubskimi bułeczkami. Niezręcznie było im tak brać i brać za darmo, więc zaczęli odmawiać wykręcając się, że nie są głodni. Zauważyli jednak jej zmieszanie i postanowili wyjaśnić sytuację. A ja myślałam, że wam nie smakuje! – odpowiedziała zaskoczona. Sezon urlopowy trwa krótko, a jest to szansa zarobić na cały rok.

Okazuje się, że pazerność nie zepsuła jeszcze wszystkich, że proste, ludzkie odruchy są i potrafią nas zadziwiać. A to niezbyt dobrze o nas świadczy, że nie widzimy w takich zachowaniach normalności.  Bo normalne jest brać za wszystko pieniądze, wykłócać się i targować.  Bo wystarczy otworzyć knajpę i góry pieniędzy będą same do niej spływać. Klient nasz pan? Nie, klient ma płacić i nie narzekać. Klient ma być miły i wdzięczny za ten dopust. Drodzy restauratorzy, chcecie zarabiać, to o nas dbajcie. Bo Klient to wasz Pan. Wtedy zobaczycie nasze pieniądze. Chociażby dlatego.
Reb Tewje, niezapomniany mleczarz w „Skrzypku na dachu” w monologu do Boga, stwierdza, że pieniądze to największa zaraza tego świata i prosi: Panie Boże, ześlij na mnie tę zarazę i niech z niej nie wyjdę do końca życia!  Czego Państwu i sobie życzę.