Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Coraz więcej katowickich klubów decyduje się na organizacje cyklicznych imprez erotycznych – znaczy się, jest na to wzięcie. Ludzie stoją lub udają że tańczą, a w środeczku  pokazik umiejętności gimnastycznych kilku zawodniczek, tym różniących się od olimpijek dawnego NRD, że nie mają owłosionych łydek. Jest wesoło, się klaszcze i przy stoliku obok wtranżala kotleta, obserwując, jak jedna panna drugiej pannie wykonuje masaż bitą śmietaną.. Hm… czyżby powodzenie tego typu wieczorków brało się z naszej niespełnionej tęsknoty do rzymskich biesiad? W końcu naoglądaliśmy się na filmach, jak zapasione towarzystwo leżało na poduchach wśród gwaru eunuchów i wirujących tancerek. Same przyjemności: wino strumieniami wlewane do rozwartych gardzieli, tunika cała w rozgniecionych winogronach i hipnotyzujący widok wielce obfitych przyjemności. Czego chcieć więcej? Żarcie i sex, czyli wszystko, co Maslow w swojej piramidce uznał za potrzeby podstawowe! Jest tylko jeden problem…

Ostatnio w necie krąży zdjęcie z jakiejś restauracji, w której obsługują całkiem nagusieńkie kelnerki. Się przychodzi, się siada i się zamawia, a kelnerka w samych klapkach do stolika zaiwania, taszcząc piwo i golonkę. No niby fajnie, ale z drugiej strony, jak ktoś należy do bardziej obrzydliwych, to mu się od razu różne myśli pod czachą kołaczą. Spożyć golonkę, piwem popić, czy też jej się naprzód dobrze przyjrzeć. A co jak w golonce włos będzie? Jak to włos? Skąd włos? No, właśnie? Od razu się jeść odechciewa. A co, jak jakiś pomysłowy restaurator wpadnie na to, żeby gołych kelnerów na salę wypuścić? W końcu mamy równouprawnienie. Jak dziewczyny mogą, to czemu nie chłopaki? A co jak, no właśnie…hm… panny będą niedysponowane? Aż strach zadawać dalsze pytania!

Sex zawsze się dobrze sprzedawał! Ba… sprzedaje się do dzisiaj – wystarczy spojrzeć na witryny kiosków ruchu, czy do gazetowego tabloidu, gdzie pogodę koniecznie musi zapowiadać goła baba. Na zewnątrz minus piętnaście, w zapowiedzi jeszcze zimniej, a ta tylko w szpilkach! Od samego widoku przechodzą ciarki po plecach. Skoro jednak gazeta jedna z drugą decyduje się na nagą pogodynkę, to przecież oznacza, że ich Czytelnicy mają takie oczekiwania. Musi być goła baba, bo bez niej nikt pogody nie przeczyta. To zadziwiające zjawisko – bo przecież dostęp do golizny jest właściwie nieograniczony. Wystarczy sięgnąć na inną kioskową półkę i wziąć do ręki specjalistyczne pisemko, gdzie gołych bab do wyboru i koloru. Łatwe i proste! Więc goła pogodynka dziwi tym bardziej. Można by to było zrozumieć, gdyby zobaczenie gołej baby w gazecie graniczyło z cudem. Ale dzisiaj? Kiedy tyle tego? Przypomina się stary dowcip o pijaku, który złowił złotą rybkę. Pierwsze życzenie, żeby w domu z kranów leciała tylko wódka, drugie, żeby wódka w knajpach była za darmo i trzecie… Hm.. o co by tu rybkę jeszcze poprosić? Wiesz, co rybko, dorzuć jeszcze pół litra!

No cóż, gołych bab jest coraz więcej, a za niedługo będzie więcej, niż ubranych. Trzeba to jakoś przeżyć i przeczekać, ba jak każda moda i ta na lokalowe rozbieranki pewnie minie. Póki co jednak, na wszelki wypadek  w restauracji nie używajmy już powiedzonka „rozebrać się do rosołu”, bo może być opacznie zrozumiane!