Autorem wpisu jest: Marian Jeżewski

Właśnie zastanawiałem się, jakimi słowami rozpocząć dzisiejszy felieton, kiedy to przypadek sprawił, że natychmiast wszedłem w odpowiedni klimat. Mając wybór między śmiercią a obłędem, wybrałem ryzyko tego pierwszego. – Lepiej udusić się, niż oszaleć od tego łomotu! – pomyślałem i zamknąłem szczelnie okno…

Nie ośmielę się nazwać, tego co usłyszałem z budynku naprzeciw, muzyką. Połączenie sieczkarni, młota pneumatycznego i skrzypienia styropianu o szybę, przerywane było co chwilę ochrypłym, gardłowym rykiem mężczyzny, któremu dentysta zamiast zęba próbuje wyrwać wątrobę! To oszalały fanatyk, wystawił kolumny w okno i raczył, nas sąsiadów, swoim gustem. Kanonada decybeli powalała, oszołamiała i miażdżyła każde istnienie obdarzone zmysłem słuchu, w promieniu kilkudziesięciu metrów dookoła. Jesteś wtedy w stanie umysłowego otępienia, mentalnego paraliżu. Poza tym łupaniem NIE SŁYSZYSZ NIC! Fala dźwięku obija ci głowę, przeponę i nerki, i jedyne co pragniesz, to jak najszybciej całkowicie ogłuchnąć. Twojego krzyku rozpaczy i tak nikt nie usłyszy.

Pretekstem tekstu była impreza urodzinowa, na którą poszedłem do lokalu. Miłego, eleganckiego i z wyśmienitą kuchnią. Wszystko było O.K. do momentu, w którym didżej puścił muzę. Kawałki, przyznam, dobrane odpowiednio do średniej wieku, lecz ich głośność już nie. Młody człowiek podejrzewał, że używamy aparatów słuchowych i chciał byśmy zaoszczędzili na bateriach. Kiedyś sądziłem, że dźwięk na parkiecie musi być tak niemiłosiernie rozkręcony, by w ramach znieczulania się, robić większe obroty w barze. Ale tutaj wszystko było opłacone przez solenizanta, więc powód musiał być zapewne inny…

Są też ruchome generatory wrzasku. To pojazdy, których kierowcy nie potrafią ruszyć z miejsca zanim huk z ich wypasionych zestawów audio nie zacznie wyrywać karoserii. Jestem przekonany, że ich bębenki słuchowe, już po wielu kolejnych mutacjach, są w postaci szczątkowej – na granicy niebytu. Szyby, oczywiście opuszczone, a jazgot dokładnie ten sam, który „puszcza" mój sąsiad. Może to jakiś super-hit – specjalny przebój dla ograniczonych słuchowo odbiorców? Widać, a raczej słychać, że niestety, jest na to rynek zbytu.

Jeśli komuś coś takiego się podoba – jego sprawa. Niech założy słuchawki na uszy i niech robi sobie sokowirówkę pod czaszką – proszę bardzo. Lecz niech nie znęca się nad innymi. Takie zachowanie powinno być karalne. Przecież to gwałt, sadyzm i terroryzm w jednym. Ale nie, ten typ nie potrafi inaczej. Oprócz tępego słuchu, dostał w komplecie – gratis, takie same szare komórki. Albo na odwrót?…

Może trudno w to uwierzyć, ale cisza nie wszystkim przeszkadza. Spokojnych snów!