Autorem wpisu jest: Jarosław Gibas

Kiedyś to były czasy. Białe wino do ryby, czerwone do wieprzowiny, bo w gębie musiało być poukładane, jak tradycja i dobre wychowanie przykazywały. Pamiętam koleżankę, która lubiła szokować towarzystwo swoimi opowieściami o tym, jak to wtranżala śledzie, zagryzając tortem. Oczywiście mało kto dawał wiarę, aż do pewnej swawolnej imprezki, na której koleżanka po kilku „głębszych" odstawiła pokaz godny Houdiniego. Mianowicie zjadła kawał tortu i zaraz za nim całego, marynowanego śledzia. Ona triumfowała, a my mieliśmy ją za kompletną wariatkę i nikomu nawet na myśl nie przychodziły umizgi do niej, mimo iż była wielce urodziwa.

Teraz, stety czy niestety, czasy się zmieniły. Łączenie smaków przestało być kulinarnym obciachem, towarzyskim szokiem, czy też zbytnią ekstrawagancją. Nawet jeden angielski kucharz na „Discovery" pokazywał swego czasu „wybuchowe" mieszanki. Po spróbowaniu jednak okazywało się to całkiem ciekawe i smakowite.

Byłem ostatnio na degustacji wina zręcznie prowadzonej przez Mariana Jeżewskiego, na której był wyraził takie oto zdanie: „Proszę próbować win na jakie państwo macie ochotę i do czegokolwiek państwo macie ochotę – w ten sposób poszerzamy możliwość doznań smakowych i poznajemy świat". Tknęło mnie to otwarte i odważne wyznanie. Zacząłem więc w ciągu kilku następnych dni obserwować świat w poszukiwaniu przejawów takiej odwagi. Nie trzeba było długo czekać – oto w emitowanym właśnie w TV serialu „Wojna domowa" jego główny bohater zajada żółty ser z musztardą ku kompletnej rozpaczy swej matki. Bo przecież jak tak można? Scena ta uzmysłowiła mi jak szybko i solidnie zmieniają się pewne kulturowe wzorce. Ser z musztardą? Phi – powiemy dzisiaj – też mi coś. W latach 60. ubiegłego wieku jednak był to jednak przykład wyrafinowanej ekstrawagancji. A dzisiaj czymże są lody śmietankowe z pieprzem (pycha – spróbujcie sami) czy te same lody z porządnym octem balsamicznym (też super), albo ciężkie, czerwone, garbnikowe wino z gorzką czekoladą, albo naleśniki ze szpinakiem? Do tego trochę tradycji wschodu – mięso z ananasem czy moja ulubiona wołowina z bananami.

Ostatnio poczęstowano mnie kurczakiem zapiekanym w piekarniku z dużą ilością curry i warstwą… majonezu. Długo by wymieniać. Jedno tylko w tym wszystkim jest fascynujące – jeśli znajdujemy jakieś budzące grozę połączenia smaków, które po spożyciu okazują się genialne, to po pewnym czasie… przestaje to dla nas być dziwne. Bo się zmieniamy, bo zyskujemy nowe doznania, czy jak powiedziałby Marian: po prostu poznajemy świat.
Zatem udałem się wczoraj do kuchni i spożyłem kolejno, jedno po drugim: truskawki ze śmietaną, kapuśniak i pałeczki krabowe w zalewie własnej. Mniam…. Tym samym chciałbym ogłosić, że koleżance z tortem i śledziem należy się miejsce w kulinarnej historii.