Autorem wpisu jest: Marek Wyciślok

W żadnym chyba miesiącu nie ma tylu okazji do miłych spotkań i przyjęć, co w maju. Bo to i bardzo popularne imieniny (Heleny, Zofii, Joanny, Zuzanny, Aleksandry, Magdaleny) i Dzień Matki. Ciepłe dni i długi weekend będą także sprzyjały dłuższemu przebywaniu na świeżym powietrzu. Najwyższa więc pora, aby wyciągnąć z piwnicy grilla i otworzyć sezon!

Do pieczonych na ruszcie potraw najczęściej serwujemy kufel dobrze schłodzonego piwa. Ale do tak przygotowanych dań również pasują wina i mocniejsze alkohole.
Śmiało możemy podać schłodzoną czystą wódkę lub inne jakościowe wódki. W charakterze digestifu świetnie sprawdzają się m.in.: grappa, Becherovka, Jagermeister, amaro, a także wytrawne nalewki domowej roboty.  Podczas chłodniejszych wieczorów możemy podać również krupnik (oczywiście nie chodzi tu o zupę). Mocne alkohole podane po solidnym i dość ciężkim posiłku pomogą żołądkowi uporać się z trawieniem.

Jeśli ktoś woli delikatniejsze trunki – polecamy wina. Przy ich doborze musimy pamiętać, by nie kłóciły się z przyprawami, ziołami i marynatami, które zastosowaliśmy do mięs.
Dania z dużą ilością pieprzu idealnie komponują się z  winem taninowym, wyrazistym. Idealnym towarzyszem rozmarynu będą wina ze szczepów melbec, carmenére (Misiones de Rengo) i dojrzały burgund. Potrawy z mocno wyczuwalnym tymiankiem dobrze będzie popić winem tempranillo (Duque de Campo ,  Monteval), Rioja, sangiovese czy Chianti.
Czosnek harmonizuje z większością win.
Kurczak z grilla dobrze komponuje się z winami ze szczepu merlot i sangiovese. Do cielęciny z rusztu możemy podać biały burgund lub chardonnay (3 Corners). Do hamburgerów pasuje wino Rioja.  Cielęcina z grilla  zyska, podana z białym burgundem lub chardonnay.
 
Coraz częściej da się słyszeć opinię, że minęły czasy, w których  obowiązywały ścisłe zasady łączenia wina z potrawami. Może i słusznie, bo przecież każdy z nas ma swoje upodobania. A że ktoś lubi dżem do musztardy, to jego sprawa. Warto próbować, eksperymentować i szukać własnych  zestawów, ale istnieje wówczas realne niebezpieczeństwo kulinarnej katastrofy, szczególnie kiedy nie mamy doświadczenia. Wtedy najlepiej zastosować stare, wypróbowane metody, nad którymi pracowały całe pokolenia smakoszy.